Państwo teoretyczne

Gdy 4 grudnia 2003 roku w katastrofie śmigłowca M-8 ranny został ówczesny premier Leszek Miller, pozwoliłem sobie skomentować to wydarzenie felietonem, który w całości przytoczę poniżej.

Katastrofa śmigłowca

Jeden ze współsprawców dziadostwa odczuł boleśnie na własnej skórze jego skutki! Tak najkrócej można skomentować katastrofę śmigłowca, którym podróżował wraz ze świtą premier Miller.

Gwoli sprawiedliwości dodajmy, że za doprowadzenie do ruiny infrastruktury technicznej państwa odpowiadają pospołu wszystkie poprzednie ekipy rządowe, równie nieudolne jak rząd Millera.

Dotychczas (aż do katastrofy śmigłowca) skutki nieudolnego rządzenia dotykały ludzi z poza „elity”: na nie remontowanych, dziurawych drogach, zabijali i kaleczyli się przypadkowi obywatele, politykom z reguły jakoś się udawało. Wielu wyzionęło ducha nie doczekawszy się pomocy ze strony „zreformowanej” przez dyletantów służby zdrowia ,… ludzi władzy to nie dotyczy gdyż zapewnili sobie i swoim rodzinom leczenie w komfortowo wyposażonych klinikach rządowych!

Miliony emerytów przymiera głodem, ale nie tych, którzy pozałatwiali sobie …. renty rządowe. Zdrowi, młodzi, w pełni sił ludzie posiadający poszukiwane na rynku kwalifikacje, pobierają co miesiąc wysokie „kieszonkowe” przyznawane po znajomości przez kolejnych premierów (w gronie rządowych „rencistów” jest była marszałek Senatu Alicja Grześkowiak, niewiasta bardzo uczciwa i pobożna).

Tysiące polskich rodzin zostało zepchniętych w nędzę przez kolejnych rządowych „dobrodziejów” zadłużających budżet państwa bez opamiętania, czego skutkiem jest plaga bezrobocia.

Zauważmy, że w okresie kilkunastu lat istnienia III RP nie dokonano w Polsce żadnych istotnych inwestycji modernizujących infrastrukturę techniczną kraju (drogi, lotniska, sieci energetyczne, wyposażenie wojska, straży, policji, itp. ), zaś przeprowadzone przez „buzków” cztery „wielkie” reformy zdecydowanie pogorszyły funkcjonowanie ważnych dla społeczeństwa systemów: szkolnictwa, służby zdrowia, ubezpieczeń społecznych oraz administracji, tworząc gigantyczną, pasożytniczą biurokrację!

Katastrofa śmigłowca którym podróżował p. Miller dowodzi, że nie ma w Polsce takich miejsc i stanowisk, które byłyby w stu procentach zabezpieczone przed skutkami kilkunastoletniego dyletanctwa ludzi sprawujących władzę.

Pan Miller już wie, że jest tak samo zagrożony skutkami własnej ( i poprzedników ) nieudolności jak i wszyscy obywatele, którzy lekkomyślnie wynieśli go do władzy!

Czy z tej wiedzy pan Miller wyciągnie jakieś konstruktywne dla społeczeństwa wnioski? Bo jeśli pomyśli tylko o „elicie”, kupując dla niej (i dla siebie) nowe samoloty, to następnym razem, w jakiejś innej sytuacji, szczęście może go opuścić.

Od czasów opisanej wyżej katastrofy polska rzeczywistość niewiele się zmieniła, z tą różnicą, że następcy Millera mieli mniej szczęścia niż on. Z powodu bałaganu, nieudolności władz, lekceważenia prawa i procedur bezpieczeństwa, w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem zginęli wszyscy uczestnicy eskapady.

Padli oni ofiarą własnej nieudolności i dyletanctwa, gdyż jako polityczna elita kraju nie potrafili zapewnić bezpieczeństwa nawet dla siebie. (Osoba. lub osoby, które zdecydowały aby samolot wiozący delegację rządową lądował na wojskowym lotnisku od 6 lat nieczynnym, powinny gnić w więzieniu! Czy ktoś za ten skandal odpowiedział?).

Przed kilkunastoma dniami ofiarą własnej głupoty i skrajnej nieodpowiedzialności padł prezydent Gdańska, pan Adamowicz. Gdyby przestrzegał on prawa i wyegzekwował od Owsiaka zgłoszenie organizowanej przez niego „orkiestry” jako imprezy masowej (a nie zajęcie pasa drogowego!), to zapewne nic by mu się nie stało, gdyż koncert miałby wtedy policyjną ochronę.

Pan Adamowicz wyrażając zgodę (jako prezydent miasta) na organizację koncertu, nie jako imprezy masowej tylko w formie prawnej „zajęcis pasa drogowego”, popełnił przestępstwo sprowadzenia zagrożenia dla zdrowia i życia uczestników „orkiestry”, za co zapłacił najwyższą cenę, na szczęście tylko on.

Histeria jaką rozpętały media oraz politycy po śmierci Adamowicza pokazuje, że z ogromnej liczby nieszczęść, jakie ściągnęli oni na nasze i swoje głowy, niczego się nie nauczyli.

Zamiast domagać się przykładnego ukarania winnych zaistniałej sytuacji, to jest pana Owsiaka, (który łamiąc prawo nie zgłosił organizowanego koncertu jako imprezy masowej, czym nieumyślnie przyczynił się do zaistniałego nieszczęścia), oraz gdańskich urzędników miejskich (którzy wyrazili zgodę na organizację koncertu na „wariackich papierach” zajęcia pasa drogowego) rozpoczynają oni żenującą orgię „kłapania dziobami” na temat „mowy nienawiści” itd.

Gdyby wśród polskich „elit” politycznych znalazł się choć jeden obywatel myślący w kategoriach dobra wspólnego i nie podszyty tchórzem, to być może dałoby się uniknąć następnych nieszczęść prowokowanych przez Owsiaka.

Zauważmy, że główna idea „orkiestry” oparta jest na łamaniu przepisów na gigantyczną skalę. Polskie prawo nie dopuszcza do samodzielnego uczestnictwa w publicznych zbiórkach pieniężnych osób nieletnich, mających mniej niż 16 lat. Dzieci mogą brać udział w zbiorkach tylko pod bezpośrednim nadzorem osób pełnoletnich i za pisemną zgodą rodziców!

Kto te przepisy egzekwuje? Kogo to interesuje, że wbrew prawu, w środku zimy, w mrozie i śniegu wałęsają się po ulicach dzieci pozostawione same sobie i pozbawione opieki osób dorosłych? Dlaczego dla jednej zbiórki pieniężnej organizowanej cyklicznie, co roku, przez Owsiaka, wszystkie organy państwa mające egzekwować przestrzeganie prawa nagle stają się głuche i ślepe?

Czy w takiej sytuacji definicja państwa polskiego autorstwa byłego ministra Spraw Wewnętrznych pana Sienkiewicza („chuj, dupa i kamieni kupa”) nie jest wyjątkowo trafna? Czy dopiero jak zginie jakieś dziecko, polska administracja zacznie działać?

Ile jeszcze nieszczęść ściągną na nasze i swoje głowy polskie „elity” nim zrozumieją, że podstawą ładu społecznego jest przestrzeganie prawa i procedur przez instytucje i obywateli, bez żadnych wyjątków.

Instynkt samozachowawczy powinien im podpowiadać, że chaos prawny, łamanie prawa i poczucie bezkarności, które tworzą dla siebie, mogą się w każdej chwili obrócić przeciwko nim, o czym przekonał się ostatnio prezydent Adamowicz, a przed nim dziesiątki innych notabli.

→ Anthony Ivanovitz

24.01.2019

• foto: pixabay.com

• artykuł pierwotnie ukazał się w witrynie „pospoliteruszenie.org”, przedruk za zgodą autora

Anthony Ivanowitz – pochodzacy z Piotrkowa dziennikarz i bloger, współpracownik „Gazety Trybunalskiej”, piszący w polskiej (i polonijnej) prasie oraz przeróżnych portalach internetowych pod pseudonimami: „wladek chicago”, „antony1”, „anthony”. Pasuje do niego jak ulał opis dokonany przez Gogola w „Martwych duszach”:Pan niezbyt przystojny, ale i niebrzydki, ani nazbyt tłusty, ani nazbyt chudy. Nie można powiedzieć , żeby stary, jednak niezbyt młody… 

• więcej tekstów A.I: > tutaj

 

 

90
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.