Prawdziwy obraz policji?

Historycy są zgodni – popkultura wypacza, a często zupełnie zakłamuje fakty, tworząc oderwane od rzeczywistości produkty, takie jak: książki, sztuki teatralne, filmy, będące dla większości odbiorców jedynym źródłem wiedzy.

Ten mechanizm nie dotyczy jedynie wydarzeń o znaczeniu globalnym, np. przebiegu bitew, postaci historycznych czy związków przyczynowo-skutkowych, ale także środowisk społecznych i zawodowych.

W zrealizowanym w czasach PRL-u serialu kryminalnym „07 zgłoś się” przedstawiono wyidealizowany obraz Milicji Obywatelskiej i jego przedstawicieli w postaci oficerów Komendy Stołecznej: Borewicza, Zubka, Jaszczuka, Wołczyka i ich współpracowników.

Śledczy wobec przestępców byli cierpliwi, życzliwi i wyrozumiali, poprawnie posługiwali się językiem polskim, nie mieli w sobie grama agresji, frustracji czy zniechęcenia, a najgorszym, z ich strony, występkiem było palenie papierosów.

Zupełnym przeciwieństwem bohaterów „07 zgłoś się” są postacie z filmu Wojciecha Smarzowskiego pt. „Drogówka”. Nagromadzenie przerysowanych postaw patologicznych okazało się tak nieprawdopodobnie przesadzone, że wzbudziło niesmak. Słownictwo, jakim posługują się funkcjonariusze policji jest jednym z najbardziej kloacznych w polskiej kinematografii.

Wydawać by się mogło, że nie można pójść dalej tworząc kaleki i zdeformowany, do granic dobrego smaku, obraz stróżów prawa. Tymczasem w telewizji HBO zaprezentowano serial „Ślepnąc od świateł”. Jedna ze scen przedstawia zatrzymanie podejrzanego o handel narkotykami, a wgląda tak:

 

Tę odsłonę można zaliczyć do najgorszych i najbardziej nonsensownych, jakie pojawiły się w polskim kinie kryminalnym i wcale nie dlatego, że przedstawia niewiarygodne zachowanie policjantów, ale z tego powodu, że braki scenariuszowe próbuje się załatać wulgaryzmami i dialogami rodem z telenowel.

Tajniacy w tej scenie jawią się jako mało rozgarnięci napastnicy, których jedynym celem jest upokorzenie i poniżenie zatrzymanego poprzez kierowanie wobec niego wyzwisk i nieuzasadnionej przemocy fizycznej.

Gdyby takie działanie miało miejsce w realnym świecie media prześcigałyby  się w komentowaniu zajścia, a internauci rozszarpaliby funkcjonariuszy w przeciągu kilku godzin.

Polskie kino policyjne jest w impasie, od czasu serialu „Glina” i trzech części „Pitbulla” nie powstał żaden film, którego wartość poznawcza i artystyczna choć na milimetr zbliżyłaby się do tych dwóch produkcji.

O takich dziełach jak „Komisarz Alex” czy „Ojciec Mateusz”, w kontekście policyjnej roboty, nie warto nawet wspominać, bo to tak jakby porównywać „Gorączkę” M. Manna i „Żandarma z St. Tropez” Jeana Giraulta.

→ M. Baryła

14.12.2018

• foto: kadr z filmu „Ślepnąc od świateł” / screen GT

 

 

25
1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.