Dźwięki miasta zamieniłem na dźwięki wsi. Ryszard Poznakowski w rozmowie z Klaudią Łączkowicz

„Trzynastego”, „Znamy się tylko z widzenia”, „Bądź dziewczyną moich marzeń”, „Mały książę” – to tytuły nieśmiertelnych piosenek skomponowanych przez Ryszard Poznakowskiego – muzyka i aranżera, który niezmiennie od lat 60. XX w. raczy publiczność pogodnymi i bezpretensjonalnymi utworami.

Klaudia Łączkowicz: – Można o panu powiedzieć facet z gitarą, keytar’em, saksofonem. Całe życie poświęcił pan muzyce. A czy wyobraża pan siebie w innym zawodzie?

Ryszard Poznakowski: – Powiem tak, jeżeli uprawiałbym zawód, które jest moim hobby to jak najbardziej tak. Niestety w swoim długim życiu nie znalazłem nic innego, dlatego zajmuję się tworzeniem muzyki.

Z estrad i z zakorkowanej Warszawy do malowniczej wsi na Mazowszu. Nie nudzi się panu w tym Magnuszewie?

Wprost przeciwnie. Dźwięki miasta zamieniłem na dźwięki wsi np. śpiew ptaków, szum wiatru, plusk rzeki. Przyroda daje mi mnóstwo inspiracji. Lepiej czuję się też w wiejskim klimacie.

Jakim pan jest sołtysem? Czy udało się panu zrealizować swoje plany względem miejscowości i jej mieszkańców?

Kiedy wybierano mnie na sołtysa, na pierwszym zebraniu wiejskim powiedziałem do mieszkańców: – Kochani może nie będzie lepiej, ale będzie wesoło. I faktycznie tak jest. Udało się odbudować bocianie gniazdo, udało się stworzyć ośrodek rekreacyjny nad rzeką Orzyc. Przede wszystkim wieś znacznie się zintegrowała. Poza tym mieszkańcy są bardzo dowartościowani mając za sołtysa człowieka światowego.

„Poznakowski Band” na scenie. Piotrków Trybunalski, 23/10/2018 r.

W zeszłym roku pożegnaliśmy niesamowitego muzyka, kompozytora, a przede wszystkim człowieka – Zbigniewa Wodeckiego. Jak wspomina pan pracę z tym artystą?

To był wielki muzyk, wielki artysta, wszechstronnie wykształcony. Bardzo się przyjaźniliśmy. Zbyszek był pracoholikiem, spał z trąbką i ze skrzypcami. Całe życie poświęcił publiczności.

Jest pan kompozytorem utworu „Gdzie się podziały tamte prywatki?” A więc „gdzie te dziewczyny, gdzie tamten  świat”?

Ależ to wszystko jest w nas. Te prywatki i tamten świat. Ja mam szczęście, że w moim gronie przyjaciół są takie osoby, z którymi często urządzamy sobie takie prywatki.

Czy jest w życiu coś bardziej  lub mniej szalonego co chciałby pan zrobić?

Ja nigdy nie byłem szaleńcem. Zawsze bardzo przygotowuję się do swoich występów. Koledzy znają mnie z tego, że jestem perfekcjonistą. Nie lubię robić niczego „po łebkach”, wszystko musi być precyzyjne, dlatego do szaleństwa mi daleko.

Ma pan pod swoim dachem nietypową rodzinę: 11 kotów, psa, 4 jeże i 2 wiewiórki. Jak wygląda opieka nad nią i czy planuje pan jej powiększenie?

Tą zwierzęcą rodziną opiekuje się moja żona, która jest miłośniczką zwierząt. Przywiozła jednego kota z Warszawy, a ten poszukał sobie towarzystwa. Mim wszystko bardzo przyjemnie jest patrzeć na tę kocią rodzinę i na psa, który już sam nie wie czy jest psem czy kotem (śmiech). Nie planuję powiększenia tej rodziny, bo to jednakowoż duży zwierzyniec.

Jak dalej przebiegać będzie kariera zespołu „Poznakowski Band”? Będziecie jeździć po kraju i koncertować, czy może pracujecie nad wydaniem płyty?

Jesteśmy w trakcie wydawania płyty. Mieliśmy to zrobić już latem, jednak nałożyły się nam koncerty i nie zdążyliśmy. Teraz sezon koncertowy się kończy, dlatego mamy mnóstwo czasu, aby siedzieć w studio i wznowić zaczęte prace.

 

Czy „Trubadurzy” wciąż mają ze sobą kontakt i są obecni na scenie?

Zasadniczo chłopaki grają beze mnie. Zastąpił mnie znakomity muzyk Jacek Malanowski, który ukończył Akademię Muzyczną w Łodzi. Jeżeli na większych koncertach publiczność życzy sobie starego składu to wówczas przyjeżdżam i z przyjemnością z nimi gram.

Dziękuję za rozmowę.

→ Rozmawiała: Klaudia Łączkowicz

23.10.2018 / 17.11.2018

• foto: Bartosz Borowski / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• więcej wywiadów „GT”: > tutaj

 

 

16
1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.