Trzeba po prostu zap…lać. Baranovski w rozmowie z Klaudią Łączkowicz

Baranovski (Wojciech Baranowski) ur. 29 lipca 1991 w Opocznie, jest wokalistą, autorem tekstów, pianistą i kompozytorem. Szerszej publiczności dał się poznać w 2014 r. występując w czwartej edycji programu muzycznego The Voice of Poland. W 2018 r. ukazały się trzy pierwsze single wykonawcy.

Klaudia Łączkowicz: – Swoim występem w The Voice of Poland nie tylko oczarowałeś jurorów, ale także sprawiłeś, że wstali z foteli i razem z Tobą zaśpiewali utwór „Hit the Road Jack”. Potem zasiadłeś nawet na jednym z nich, czy widzisz się w przyszłości w roli jurora w takim programie?

Baranovski: – Na pewno byłaby to fajna przygoda móc usiąść na takim fotelu, spotkać się oko w oko z początkującymi artystami i posłuchać tego co mają do zaprezentowania. Myślę jednak, że najpierw trzeba na to bardzo ciężko zapracować, stać się autorytetem dla innych, chociaż osobiście uważam, że niektórzy jurorzy znaleźli się tam, gdzie są obecnie poprzez rozpoznawalność, a nie przez to, że stali się wzorem do naśladowania. Jednak zarówno do tego jak i tego jeszcze wiele mi brakuje.

 

Jesteś finalistą 4 edycji wspomnianego już programu muzycznego. Czy twoim zdaniem wzięcie w nim udziału otworzyło Ci drzwi do branży muzycznej? I czy nawet jeśli by ci się nie udało to i tak spróbowałbyś swoich sił w muzyce?

Gdyby nie udało mi się w programie to i tak spróbowałbym dalej rozwijać się w tym kierunku. Muzyka już od dziecka grała mi w duszy i towarzyszyła mi na co dzień. Na pewno udział w takim programie pozwala poznać wielu ludzi znających się na swojej branży, oraz mogących wskazać drogę, którą najlepiej jest podążać. Jeżeli chodzi o mnie to ja poprzez udział w The Voice of Poland poznałem ludzi, którzy właśnie pełnili kluczową rolę i przyczynili się do tego, że doszedłem do miejsca w którym jestem.

Jak wspominasz pracę ze swoimi trenerami Tomsonem i Baronem?

To było dosyć dawno, dlatego bardzo ciężko jest mi sprecyzować jak ta współpraca wyglądała.

A czy utrzymujecie nadal ze sobą kontakt?

Kontakt jest pojęciem względnym. Na pewno kiedy wypuszczam swój nowy singiel to dostaje miłego i motywującego sms-a od jednego i drugiego. Poza tym jeśli widzimy się na jakichś imprezach, festiwalach to zawsze w przelocie wymienimy miedzy sobą parę zdań.

Grałeś na festiwalach takich jak Gdynia Opener, Męskie Granie oraz Orange Warsaw Festiwal, a dzisiaj dajesz koncert w Piotrkowie. Co sprawia ci więcej satysfakcji i radości? Występ na takim kultowym festiwalu czy taki w twoim rodzinnym mieście?

Jeżeli chodzi o poziom stresu to z pewnością dzisiaj jest o wiele większy niż zwykle z racji tego, że Piotrków to moje miasto rodzinne, więc co za tym idzie znam tu o wiele więcej ludzi niż na takim Openerze. Zależy mi bardzo aby to co zaprezentuje spodobało się słuchaczom i żeby byli dumni z moich osiągnięć.

W realizacji twoich planów mocno wspierał Cię Ernest Staniaszek. Zdarza Wam się jeszcze razem koncertować?

Nie. W tym momencie nie koncertujemy już razem. Nasze drogi rozeszły się. Z Ernestem chodziłem razem do szkoły i nadal mamy taki przelot kumpelski. Każdy z nas udał się w swoją stronę i nie łączy już nas żadna nić zawodowa.

„Dym”, „Hey” i „Luźno” to tytuły twoich singli. Ten ostatni choć premierę miał w sierpniu tego roku, doczekał się już ponad 400 tys. wyświetleń na YouTube. Czy możesz coś więcej opowiedzieć skąd się wziął pomysł na ten utwór i jakie niesie ze sobą przesłanie?

„Luźno” jest utworem jak sama nazwa wskazuje bardzo luźnym (śmiech). Poprzez ten kawałek chciałem pokazać, że zabawa ani wyzwolenie z siebie dobrej energii nie jest niczym złym. Ludzie bardzo często boją się pokazywać i mówić o swoich emocjach. Powinniśmy zawsze dobrze się bawić i używać życia, a także pozwolić sobie na wolność i chwilę szaleństwa.

 

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Ciężko mi teraz odpowiedzieć na to pytanie. W moim życiu bardzo dużo się dzieje. Zbliżamy się przede wszystkim do ukończenia płyty. Oprócz tego w tym roku mam w planie wydać jeszcze jeden singiel.

Autorka wywiadu z wokalistą. Piotrków Trybunalski, 6/10/2018. Kliknij, aby powiększyć.

Jaką możesz dać radę tym, którzy bardzo chcieliby rozpocząć karierę muzyczną, ale boją się spróbować?

Dobre pytanie. Jaką dać im radę? Nie chcę sypać frazesami, bo to nie o to tu chodzi. Najłatwiej byłoby powiedzieć im, że „jakoś to będzie”, albo „nie bój się stawiać sobie wyzwania” itd. Moja zasada jest prosta. Trzeba naprawdę ciężko pracować. Sam kiedyś byłem w takiej sytuacji, że nie pracowałem systematycznie i sporo na tym straciłem. A kiedy jak to się mówi wziąłem się za bary okazało się, że systematyczność i zaangażowanie idą w parze z sukcesem. Dlatego mam nadzieję, że czytelnicy nie odbiorą źle tego co powiem: trzeba po prostu zap…lać.

Dziękuję z to spotkanie.

→ Rozmawiała: Klaudia Łączkowicz

15.10.2018

foto: Bartosz Borowski / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• więcej wywiadów „GT”: > tutaj

 

 

29
1

2 thoughts on “Trzeba po prostu zap…lać. Baranovski w rozmowie z Klaudią Łączkowicz

  • 16/10/2018 at 18:40
    Permalink

    Ale plama pomylony utwór… Żaden Hit the Road Jack”. Ale komentarzu i tak nie dacie.

    0

    3
    Reply
    • 16/10/2018 at 18:45
      Permalink

      Komentarz oczywiście dajemy żeby pokazać, jak niektóre osoby piszą byle co i byle jak. Wystarczy obejrzeć klip od 2:30. (red.)

      4

      0
      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.