Mika Urbaniak i Victor Davies live, Radio Łódź, 7.12.2014 r

„Z archiwum B”, to cykl zawierający materiały pochodzące z czasów przed powstaniem „Gazety Trybunalskiej”. Więcej „Z archiwum B”: > tutaj.

→ (red.), 22.09.2018

#archiwumB

 

Mika Urbaniak i Victor Davies live, Radio Łódź, 7.12.2014 r

Michelle Urbaniak ma tę ogromną przewagę nad polskimi twórcami, że od najmłodszych lat jej głowa wypełniona jest nowoczesną, ambitną muzyką. 21 lat spędzonych za oceanem, w centrum muzycznego świata, gdzie mieszają się najnowsze style i trendy, pośród ludzi tworzących współczesne brzmienia, to dystans nie do nadrobienia dla jej krajowych konkurentów.

Wyjątkowość Michelle polega także na tym, że nie usiłuje ogrzewać się w blasku swoich rodziców, jak ma to miejsce w przypadku innych klanów muzycznych, tylko tworzy swoją, wyjątkową, szczerą i niezwykle pogodną muzykę.

W niedzielę 7 grudnia o godz. 20:05 w studiu koncertowym Radia Łódź na kameralnym koncercie pojawili się: Michelle i Victor Davies z towarzyszeniem tylko jednego instrumentu – gitary „Peerles Monarch”. Usłyszeliśmy akustyczne wersje kompozycji pochodzących z wydanej kilka dni temu płyty Miki zatytułowanej „Once in a Lifetime”, którą podobnie jak poprzednią wyprodukował Victor.

O ile „Follow You”, to album typowo pop-owy, o tyle “Razu w życiu” jest ukłonem w kierunku amerykańskiej muzyki „retro”. Już sama okładka wprowadza nas w klimat lat 30. i 40., gdy królowały dwurzędowe marynarki, kapelusze z białym opasaniem, „fale” na głowach kobiet, zapach whiskey i dymu z cygar, czarne samochody i swing.

Mika nie byłaby sobą, gdyby do kompozycji nie wprowadziła elementów współczesnych. Dzięki temu powstały utwory wysmakowane stylistycznie, inteligentnie łączące różne gatunki muzyczne. Na krążku znalazły się także dwa covery: “The Way You Make Me Feel” z repertuaru Michaela Jacksona wykonywany wspólnie z Victorem oraz „Pójdę wszędzie z tobą” zaśpiewany w towarzystwie mamy, Urszuli. W Łodzi, co zrozumiałe, usłyszeliśmy uproszczoną wersję tego ostatniego utworu.

Osobne słowa należą się Victorowi. Nie wystarczy mieć tę samą gitarę co on, nie wystarczy zapamiętać jak ustawione są potencjometry, bo za jakość muzyki nie odpowiadają martwe przedmioty i elektronika, ale rytm serca, talent i umiejętność przekazywania uczuć za pośrednictwem nut. Jego gra choć lekka i łagodna była niezwykle precyzyjna i wysmakowana.

Od lewej: V. Davies, M. Tercjak, Mika, M. Baryła; foto: Maria Kubiak / 2014

Piosenki Miki Urbaniak skradły serca publiczności, a wykonanie na bis autorskiej wersji „Happy” wywołało burzę braw. W czerwcu tego roku rozmawiałem z Michałem Urbaniakiem. Pytałem go o możliwość zorganizowania cyklu występów czy nagrania wspólnej płyty z Urszulą Dudziak i córką. Urbanator nie wykluczał takiej możliwości, ale też unikał konkretnych deklaracji. Ten sam temat poruszyłem w rozmowie z Miką, zaznaczając, że to właśnie ona powinna być tym spoiwem, które połączyłoby trzy silne osobowości muzyczne. – Jesteś jasnowidz! O tym samym myślę od dawna – odparła. A kiedy dodałem, że są w Polsce ludzie, którzy chętnie kupiliby jej album zawierający piosenki śpiewane po polsku, nie kryła już swojego zaskoczenia i radości, tym bardziej, że podczas koncertu publiczność bardzo ciepło przyjęła „Pójdę wszędzie z tobą”.

Mam nadzieję, że do tego spotkania dojdzie, ku zadowoleniu wszystkich fanów rodziny Urbaniaków. Mika jest na tyle pomysłową i wrażliwą dziewczyną, że, jak sądzę, nie będzie stale przebywać w objęciach muzyki pop. Od dwóch dni słucham w pracy „Once in a Lifetime” i uważam, że jest najsympatyczniejszym albumem, jaki ukazał się w 2014 r. w Polsce. Przy piosenkach Miki nogi same chodzą, a usta układają się w szczery uśmiech. Bardzo dziękuję wykonawcom za ten koncert.

Oddzielnie podziękowania składam szefowi muzycznemu Radia Łódź Marcinowi Tercjakowi, który regularnie zaprasza mnie do siebie.

Mariusz Baryła

9.12.2014

• Foto: Mariusz Baryła / Graffiti Piotrków, 2014
• Copyright © 2014 Mariusz Baryła. All rights reserved

 

 

1
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.