Katarzyna Żak: Dobrze, że są gorsze dni, bo wtedy doceniamy to, co mamy. Rozmowa z aktorką

Katarzyna Żak (ur. 1963 r.) – aktorka i piosenkarka popularność zdobyła za sprawą seriali telewizyjnych: „Miodowe lata” i „Ranczo”. Wielbicielom teatru znana jest z występów na scenach warszawskich teatrów: Rampa, Roma, Syrena, Och-Teatr, Komedia, Capitol. 28 sierpnia udzieliła wywiadu „Gazecie Trybunalskiej”.
Katarzyna Żak i autorka wywiadu. Foto: Bartosz Borowski. Kliknij, aby powiększyć.

Klaudia Łączkowicz: Podczas każdego Pani występu na scenie widać, że bawi się Pani piosenką. Czy wtedy skupia się Pani na jak najlepszym przekazaniu utworu czy odpływa Pani w inny świat?

Katarzyna Żak: Zawsze zależy mi, aby jak najlepiej przekazać treść piosenki, gdyż pamiętam słowa Wojciecha Młynarskiego, że „piosenka to mała forma literacka”. Na zainteresowanie publiczności my artyści mamy 3-3.5 minuty. To jest naprawdę bardzo niewiele, dlatego emocjonalnie podchodzę do utworów. Nie wyobrażam sobie myśleć o niebieskich migdałach i śpiewać o czymś ważnym.

A odczuwa Pani jeszcze tremę przed wejściem na scenę?

Tak. Z wiekiem nawet coraz większą. Publiczność zna nas z ról serialowych, telewizyjnych i teatralnych, więc rośnie oczekiwanie w stosunku do nas. A dla aktora każde spotkanie z widzem to wyzwanie.

Lubi Pani pracować z młodymi aktorami?

Uwielbiam. W aktorstwie wiele się zmienia, zmienia się także telewizja. Dzisiejsze media nie są już takie jak kiedy zaczynałam pracę w zawodzie. Młodzi ludzie przez aktywność w mediach społecznościowych są bardziej kreatywni, dlatego też bardzo lubię pracować z młodymi reżyserami, ponieważ patrzą oni na starszych, doświadczonych aktorów świeżym okiem. Jedno pokolenie może się uczyć od drugiego i wymieniać doświadczenia.

Kinga Preis w momencie odbierania „Orła” zaapelowała do reżyserów: „Piszcie dla nas scenariusze!” Czy uważa Pani, że obecnie brakuje ról dla 40-50 – letnich aktorek?

Oczywiście, że brakuje. I to nie tylko u nas w Polsce. Pierwsza powiedziała to Meryl Streep, ale chwała Kindze za to, że również poruszyła ten temat. Bardzo trudno jest znaleźć fajną rolę dla aktorki 45 czy 50+.

Od długiego już czasu popularność zyskało dzielenie się aktorów czy piosenkarzy z fanami, faktami z ich życia codziennego. Czy Pani również należy do tego grona?

Ja mam swój fanpage zawodowy. Dzielę się na nim z fanami m.in. tym co robię dobrego np. w zeszłym roku zostałam Gwiazdą Dobroczynności. Uważam, że te portale to dobry środek komunikacji aktora z publicznością. Efekty tego zauważam podczas moich występów, gdy przychodzi na nie dużo młodych ludzi, którzy dowiedzieli się o nich właśnie z Internetu. Nie informuję fanów w jakim sklepie robię zakupy, czy jakich używam perfum. Myślę, że jest to każdego prywatna sprawa.

A jak radzi sobie Pani w kuchni? Czy Pani pierogi dorównują pierogom Solejukowej?

W kuchni radzę sobie „tak sobie” (śmiech). Mam sprawdzony zestaw potraw, gdyż zależy mi na szybkim przygotowaniu posiłku. Pierogi robię okazjonalnie, bo jest z nimi dużo roboty. Najczęściej z jagodami, czasem skuszę się na ruskie. Czy moje są takie jak Solejukowej? Tego niestety nie wiem, ale mam taką nadzieję.

W późniejszym sezonie Solejukowa zaczęła uczyć dzieci filozofii w szkole. A czy Pani widziałaby się w zawodzie nauczycielki?

Nie. Niestety nie mam cierpliwości do nauczania, a to podstawa. Mam ogromny szacunek do nauczycieli, bo jak to się mówi „bodajbyś cudze dzieci uczył”. Do tego trzeba mieć powołanie. Pracowałam z dziećmi przez rok prowadząc koło teatralne. Te spotkania dawały mi dużo radości i energii. Dużo się wtedy nauczyłam np. cierpliwości, która potem towarzyszyła mi podczas pracy z dziećmi na planie.

A jak na związek wpłynęła praca z mężem na planie?

W „Ranczo” np. bardzo rzadko się widywaliśmy. W ciągu roku mieliśmy 1-2 dni zdjęciowe. Graliśmy w jednym serialu, ale różne wątki. Od czasu do czasu Solejukowa poszła do księdza na plebanię czy do wójta do biura. A z moim mężem pracuje się świetnie, bo to jest znakomity aktor. Jest zawsze przygotowany, ma pomysł na każdą scenę, a czasem proponuje zagranie tej samej sceny inaczej. To naprawdę świetny zawodowiec.

Czy posiada Pani jakieś niespełnione marzenia?

Mnóstwo. Dopóki człowiek żyje to ma marzenia. Tak samo jest ze mną. Bardzo chciałabym zagrać jeszcze jakąś rolę dalece inną od Solejukowej, a także nagrać kolejną płytę. Pojechałabym również ochoczo na wycieczkę do Ameryki Południowej, bo tam jeszcze nie byłam. Jeśli uda mi się spełnić którekolwiek z tych marzeń będę bardzo szczęśliwa.

Jest Pani ambasadorką budowy hospicjum w Chojnicach. Czy czuje się Pani spełniona poprzez takie akcje charytatywne?

Zawsze. Trzeba dawać ludziom dobro i pobudzać ich do tego samego. Inni ludzie, którzy również przyczyniają się do powstania tego ośrodka (dają cegiełki itp.) robią to z myślą o swoich przyjaciołach, sąsiadach, rodzinie bo nigdy nie wiadomo kiedy i kogo jaka choroba może dotknąć. To nie będzie tylko miejsce dla ludzi z chorobą nowotworową. Wiele starszych osób boryka się z rozmaitymi chorobami i oni również potrzebują stałej opieki i pomocy.

Tytuł Pani ostatniej płyty brzmi „Bardzo przyjemnie jest żyć”. Dlaczego Pani zdaniem tak jest?

W życiu najpiękniejsze jest samo życie, jego kwintesencja i sens. Jego każdy dzień niezależnie czy jest lepszy czy gorszy i dobrze, że bywają takie dni bo wtedy bardziej doceniamy to co mamy.

→ Rozmawiała: Klaudia Łączkowicz

2.09.2018

• foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• więcej wywiadów „GT”: > tutaj

• czytaj także: > „Podwieczorek z gwiazdą – Katarzyna Żak”

 

 

46
1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.