Po co nam robią wodę z mózgu?

Jeżeli telewizja pokazuje mówcę, a po jego wystąpieniu gorące oklaski całej sali, to na pewno pomyślimy, że przemawiający zrobił na słuchaczach duże wrażenie. Nie wiemy jednak, że dzięki profesjonalnemu montażowi brawa zostały wycięte z wystąpienia innego oratora i przypisane temu pierwszemu, po którego wywodzie w rzeczywistości zapadła głucha cisza.

To tylko drobny przykład manipulacji, w tym przypadku, telewizyjnej. Obraz prawdy zostaje wykrzywiony, i nasze pojęcie o otaczającym nas świecie wypaczone. Sposobów manipulacji ludzkość w swoich dziejach dorobiła się bardzo wielu.  Ponieważ są stosowane powszechnie i w różnych odmianach możemy sobie tylko spróbować wyobrazić, jak bardzo jest fałszywy nasz ogląd i rozumienie tego, co nas spotyka i z czym mamy do czynienia.

Manipulanci wykorzystują swoje umiejętności w celu osiągnięcia konkretnych korzyści dla siebie, ma się rozumieć, naszym kosztem. O ile prywatne manipulacje, są dość łatwe do rozszyfrowania, o tyle te zorganizowane, oparte o instytucje państwowe lub bogate firmy prywatne, już takie nie są. Nie mamy odpowiednich instrumentów, żeby zorientować się kiedy jesteśmy robieni w jelenia.

Amerykanie wydali mnóstwo książek o technice manipulacji i to w różnych dziedzinach, ale jak wykazują, mechanizm w każdym przypadku jest podobny. Czytałem kiedyś znakomitą pozycję, w której podano kilka prostych przykładów z dziedziny handlu, jak sprzedawać nikomu niepotrzebne towary.

Czemu w ogóle o tym piszę?  Ponieważ uważam, że obecna władza, nie powinna koncentrować się w dziedzinie edukacji wyłącznie na zmianie programów  nauczania,  lecz  również na podjęciu starań, by co najmniej w czwartej klasie szkoły podstawowej wprowadzić do obowiązkowej lektury, podręcznik zatytułowany na przykład: „Jak nie dać się zrobić w konia?”.

Dopóki władza (jakakolwiek) opiera się na przekonywaniu społeczeństwa, że nie było nigdy lepszej od niej, dopóty mój postulat nie zostanie wzięty pod uwagę. W końcu nikt nie chce strzelać we własną stopę.

Jednakże PIS doszedł do rządów m.in. dzięki hasłom o uczciwości i transparentności życia publicznego.  I chyba zdążył po drodze już o nich zapomnieć.  Szkoda i to wielka, ponieważ była to może ostatnia szansa na zdobycie prawdziwego poparcia obywateli i wzrost zaufania do państwa i jego przedstawicieli.

Nie piszę o opozycji, bo jej żałosne łgarstwa, nie zasługują na żaden poważny komentarz. Może niesłusznie, bo skoro Polacy mogli wybrać na prezydentów takich osobników jak Kwaśniewski, czy Komorowski, należało już dawno uznać, że w głowach naszych rodaków zamiast krytycznego rozumu tkwi słoma nieuczciwej  i wrogiej propagandy.

Ten sygnał ostrzegawczy został zignorowany nawet przez tych, którym rzekomo czy rzeczywiście leży na sercu dobro naszej ojczyzny.  A przecież nie chodzi o to, żeby lepiej się żyło członkom PIS-u albo innej organizacji. Chodzi o to, żeby Polska była silna i bezpieczna, a tego nie da się zrobić bez minimum prawdy w życiu politycznym.

Ale prawda może okazać się niebezpieczna dla konkretnej partii, a każda z nich z kolei twierdzi, że bez niej nie da się żadnych istotnych przekształceń przeprowadzić. Prawdziwe perpetuum mobile, pozornie wykluczające możliwość połączenia dobra poszczególnej jednostki politycznej z dobrem narodu.

Mówiąc w skrócie: trzeba kłamać, żeby rządzić, a rządząc trzeba kłamać, żeby nie utracić rządów. Niestety, tak jest w każdym kraju postkolonialnym, gdzie elity uzurpują sobie prawo do reprezentowania całości interesów ogółu.  Potrzebny jest prawdziwy prawdziwy przywódca i zdecydowana formacja, która nie bacząc na możliwość utraty wpływu na podejmowane decyzje przeprowadzi suchą nogą, niczym Mojżesz, cały naród na drugi brzeg prawdziwej suwerenności i wolności myślenia.

Jeśli tak, to naszej scenie politycznej pusto, żaden poważny aktor się nie pojawił i nie widać oznak, że niedługo pojawi się przed kurtyną. Smutno.

→ Zbigniew Rutkowski

16.08.2018

• foto: gratisography.com

• więcej Rutkowskiego: > tutaj

 

 

56
2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.