Cukierek bez nadzienia. Kilka słów o „Zimnej wojnie” Pawła Pawlikowskiego

Najnowszą produkcję „Opus filmu” i Pawła Pawlikowskiego obejrzałem w łódzkim kinie „Charlie” w towarzystwie dziewięciu osób.

I był to bardzo dobry wybór, bo na zewnątrz, od słońca, topił się asfalt i nawet muchy nie miały siły, aby latać. W sali panował przyjemny chłód, a tytuł filmu dawał dodatkowe wytchnienie.

Najkrócej mówiąc: „Zimna wojna”, sfotografowana przez Łukasza Żala, jest wizualnym arcydziełem, a wkład całej ekipy, dbającej o najdrobniejszy szczegół na planie i w postprodukcji jasno dowodzi, że nad obrazem pracowali zawodowcy najwyższej klasy.

Również gra aktorska odtwórców głównych ról: Joanny Kulig i Tomasza Kota, a także postaci drugoplanowych, w które wcielili się: Agata Kulesza i Borys Szyc może być dla kinomanów prawdziwą ucztą smaku i wyrafinowania.

 

Szczególnie dotyczy to Zuli Lichoń, perfekcyjnie wykreowanej przez J. Kulig. Tak ogromnej porcji magnetyzmu, czaru i erotyzmu w wykonaniu aktorskim nie widziałem w polskim filmie od czasu „Do widzenia, do jutra”. Kulig potrafiła skupić na sobie uwagę do tego stopnia, że nie moglem oderwać od niej oczu.

Kiedy jednak odrzuci się wyjątkową stylistykę i próbuje zagłębić się w treść filmu napotkać można wyraźny opór materii. Próba opowiedzenia miłosnej historii poprzez punkty zwrotne w życiu pary bohaterów nie do końca wydaje się wiarygodna psychologicznie. Takie wątpliwości budzi choćby finałowa scena, kiedy kochankowie decydują się na wspólne samobójstwo. Należy pamiętać, że Zula jest matką kilkuletniego chłopca, więc taki akt desperacji wydaje się być nieprawdopodobny.

O czym zatem jest „Zimna wojna”? Głównym motywem filmu, oprócz miłości mężczyzny do kobiety, jest krępująca ich polskość i rozdarcie pomiędzy światem zastanym: topornym, knajackim, zakłamanym – stworzonym przez komunistycznych aparatczyków, a tym wymarzonym, wyśnionym, wolnym, którego symbolem, w dziele Pawlikowskiego, jest stolica Francji.

Niedawno czytałem „Listy” Marka Hłaski. Korespondencja polskiego pisarza-tułacza do matki pokazuje dramatyczne losy emigranta i to niesamowite rozdarcie kulturowe, trudne do wyobrażenia dla tych, którzy nie doświadczyli zawieszenia pomiędzy „rajem” Zachodu i „piekłem” Wschodu.

Jest w tej polskości kamienna siła, która nie pozwala oderwać się od ziemi i swobodnie szybować po świecie. Losy reżysera i jego rodziny są tego najlepszym przykładem.

14-letni Pawlikowski, po rozwodzie rodziców, wyjechał z matką do Wielkiej Brytanii, gdzie kształcił się w renomowanej uczelni. I choć swoje pierwsze filmy realizował w zachodniej Europie, prawdziwy rozgłos zdobył niezwykle osobistym, głębokim filmem pt. „Ida”, w którym, tak naprawdę, opowiedział o poszukiwaniu własnej tożsamości. Teraz mieszka w Warszawie i podejrzewam, że czuje ulgę.

Na zakończenie raz jeszcze Hłasko i cytat z powieści „Palcie ryż każdego dnia”:

― I dokąd pojedziesz?
― Na wschód, Judy ― powiedział. ― Ja ile razy wyjeżdżam, to zawsze jadę na wschód.

→ Mariusz Baryła

16.08.2018

• na zdjęciu: kadr z filmu, foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• więcej o Pawlikowskim i jego filmach czytaj: > tutaj

—————————-

„Zimna wojna”, film fabularny

Produkcja: Polska, Francja, Wielka Brytania

Rok produkcji: 2018

Premiera: 2018.06.08

Czarno-biały, 89 min

Okres zdjęciowy rozpoczął się w listopadzie 2016

Plenery: Łódź, Wrocław, Białaczów

Film dedykowany rodzicom reżysera

 

 

24
1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.