Ostatnia droga Henryka Grabowieckiego. Żegnaj trenerze!

Ludzie nie powinni umierać na wiosnę, ani latem. Od tego są pozostałe pory roku. Czarne ubrania nie pasują do wzbudzonej zieleni liści i traw. Nie pasują do nowego życia, które rozwija się wokół…

Piotrków Trybunalski, 6 czerwca 2018 r., godzina 15:00. Kaplica cmentarna szczelnie wypełniona żałobnikami i dziesiątkami wieńców, tysiącami kwiatów spoczywającymi na posadzce; pomiędzy nimi dwa rzędy młodych zapaśników w zielonych strojach. Głos zabiera Andrzej Supron:

Czcigodna Rodzino, szanowni goście. Zgromadziliśmy się tu, aby pożegnać naszego Przyjaciela, Brata rodziny zapaśniczej Heńka Grabowieckiego. To niezwykle smutna chwila, kiedy musimy żegnać kogoś tak dobrego, tak bliskiego… Był niezwykle uczciwym w tym, co robił. Wychował wielu zawodników, niestety odszedł zbyt wcześnie. Był trenerem kadry narodowej, zdobył wiele, wspaniałych sukcesów, a najbardziej cieszyły Go sukcesy swoich chłopaków, ze swojego klubu z Piotrkowa Trybunalskiego.

Był dla nich nie tylko trenerem, nauczycielem, przyjacielem, ale także ojcem. Zostawił po sobie pustkę, którą będzie bardzo ciężko zapełnić… Przypominam sobie, jak zostałem zaproszony na uroczystość z okazji zdobycia złotego medalu Mistrzostw Europy przez Mateusza Bernatka, był taki szczęśliwy, aż przyjemnie było na niego patrzeć. On żył zapasami… Teraz Go nie ma, jest pośród zapaśników, którzy przedwcześnie odeszli z tego świata. Stworzą tam naprawdę niezłą drużynę, niezłą drużynę polskich zapasów.

Spotkaliśmy się tutaj, żeby się pożegnać, ale Heniu my nie możemy się z Tobą pożegnać, my się z Tobą nie żegnamy… Ty zawsze zostaniesz w naszych sercach.

Kondukt żałobny wydaje się nie mieć końca; na początku kroczą poczty sztandarowe, tuż za nimi idą duchowni, trzy pojazdy, od dołu po dach wypełnione kwiatami, przesuwają się wolno; zdjęcie trenera i cmentarną tabliczkę niosą dwaj chłopcy z Atletycznego Klubu Sportowego; urnę z prochami mocno ściska w rękach zasmucony Mateusz Bernatek, dalej stąpa rodzina: zrozpaczona żona, syn i pozostali bliscy, a także przyjaciele, nauczyciele ze szkoły, w której pracował  Henryk Grabowiecki, młodzież, mieszkańcy miasta, kibice i niezliczona ilość sportowców i działaczy… Śpiew ptaków miesza się z melodią wygrywaną na klarnecie…

Orszak przechodzi przez nowy cmentarz i na wysokości krzyża skręca na wschód, aby dojść do mogiły przygotowanej na nekropolii przy ul. Partyzantów…

Po zakończonej uroczystości ludzie zbijają się w mniejsze i większe grupki. Rozmawiają, wspominają, ocierają łzy…

Są tacy, którzy twierdzą, że po śmierci dusza dobrego człowieka trafia do nieba; jeśli tak jest w istocie, to ludzie uczciwi i przyzwoici nie powinni mieć powodów do niepokoju, ale ważniejsze wydaje się być to, że tu na ziemi zostali uczniowie trenera Grabowieckiego i uzyskaną od niego wiedzę przekażą innym, w najprostszy sposób: poprzez słowo i gest.

→ Mariusz Baryła

6.06.2018

• foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• więcej pożegnań: > tutaj

 

 

100
1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.