Długi week. Bronisławów i Tomaszów

Na terenie Sulejowskiego Parku Krajobrazowego znajduje się wieś Bronisławów. Wśród sosnowych lasów, niedaleko Zalewu Sulejowskiego stoi obszerny hotel.

Plac przed obiektem jest szczelnie wypełniony samochodami; dominują auta nowe lub prawie nowe, głównie marek niemieckich. Choć hotel ma tylko trzy gwiazdki, jego przestronny hall może się podobać.

Szczupła, czarnowłosa recepcjonistka melduje nowo przybyłych gości. Jest trochę zaaferowana. – Nie, nie mamy folderu, wszystko jest na naszej stronie, skseruję panu cennik.

Pokój dwuosobowy, w zależności od obłożenia, kosztuje od 239 do 359 złotych. W cenie jest basen, spa, siłownia, bilard i in. Za dodatkowy posiłek, w formie bufetu, trzeba dopłacić 50 zł od osoby.- W maju praktycznie wszystkie miejsca są zajęte – dodaje – Proszę sprawdzać dostępność w internecie.

Do Tomaszowa Mazowieckiego przyjechały samochody z jedzeniem. Rozstawiły się w centrum miasta na wybetonowanym, pozbawionym zieleni placu Tadeusza Kościuszki. Organizatorzy reklamowali imprezę z angielska, jako FOOD TRUCK ATTACK, a lokalny portal pisał o wielu atrakcjach.

– Podwójne espresso z odrobiną bitej śmietany – zwracam się do młodego człowieka stojącego w okrągłej przyczepie.

– Nie mamy bitej, ale może być gorące, spienione mleko.

– Kręci się?

– Słabo. Ludzie z pieniędzmi wyjechali w Polskę. Na dodatek w skansenie jest jakiś plener.

– Tomaszów odpoczywa w Spale – dodaje drugi sprzedawca, który wyciska dla mnie sok z pomarańczy. Całość kosztuje 20 złotych.

W kilku budkach ustawionych w kształcie litery „C” można kupić zakręcone ziemniaki, węgierskie ciastka kominkowe, pierogi, zapiekanki, burgery w bułce i picie, wiejskie sery i chleby, watę cukrową, lemoniadę, piwo z kija i z puszki… Zamawiam belgijskie frytki za 14 zł i klasycznego burgera za 18 zł. Do picia biorę napój piwny o smaku liczi z piotrkowskiego browaru – 8 zł.

Ruch jest tylko w dwóch, trzech miejscach. Do niektórych stoisk klienci nawet się nie zbliżają. Grafitowe chmury gęstnieją nad miastem. Wokół kramu z balonami biegają dzieci. Nagły podmuch wiatru przewraca stojak. Jest sporo pisków i śmiechu. W górę wyrywa się błyszczący balon w kształcie świnki i szybko ginie za żółtą kamienicą rodziny Knothe.

Pierwsze krople deszczu sprawiają, że obsługa dmuchanego, kolorowego zamku-zjeżdżalni spuszcza z niego powietrze. Bardziej wytrwały jest personel trampolin. Dzieci w białych koszulkach skaczą na nich jak żabki…

→ (mb)

29.04.2018

• foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

 

 

17
1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.