Ludzie listy piszą… Jeszcze o książkach i piotrkowskich „erudytach”

Wśród osób zainteresowanych kulturą i historią Piotrkowa zrobiło się głośno po naszych publikacjach obnażających niekompetencję czołowych „propagatorów” przeszłości.

Oliwy do ognia dolał naukowiec dr Marcin Łukasz Majewski, który w swojej ostatniej książce boleśnie skrytykował ignorancję J. Kissona-Jaszczyńskiego, S. Gajdy, A. Warchulińskiej i L. Józefackiego (> link).

Zamieszczamy kolejny głos w dyskusji nad kondycją gminnych „erudytów”.

_

Dlaczego urzędnicy nie chcą dobrych, rzetelnych książek historycznych? Dlatego, że przez lata nadmuchano całą masę „autorytetów”, które nie mają wiedzy i/lub umiejętności, a książki takie jak Furmana, Muchy, Majewskiego itd. po prostu obnażają braki różnej maści Agaw i Kissonów.

W trosce o utrzymanie „wiarygodności” autorytetów robi się po prostu wszystko, by wartościowa książka się nie ukazała, a jak się ukaże najlepiej ją przemilczeć, a wiadomo, że przemilczenie jest najgorszym rodzajem kłamstwa. Piotrków jest tu ewenementem, bo każdemu miastu zależy na solidnych monografiach historycznych.

Wystarczy zobaczyć zresztą kto siedzi w radzie redakcyjnej tego wydawnictwa. Nie wiem kto obecnie, ale jeszcze kilka lat temu był tam Kisson, Rzędowska i inna „śmietanka”. Jak więc mogą puścić rzetelną książkę obalającą ich mity? Lepiej wydać grafomańskie wiersze, lub kolejną książkę Kissona, jak zwykle o tym samym. Po co więc wydawać jakąś wartościową książkę o garnizonie wojskowym, życiu kulturalnym Piotrkowa albo Węgrach, Szkotach i Ormianach, skoro psują one obraz historii miasta wymyślony przez Agawy i Kissonów.

Co z tego, że to książki wartościowe, co z tego, że oparte na źródłach, co z tego autorzy spędzili nad nimi kilka lat życia. Najważniejsze są lokalne autorytety. Nie można przecież powiedzieć, że owi znawcy, odznaczani i hołubieni przez miasto się mylą. Lepiej, by piotrkowianie słuchali bajek i to nie o Piotrkowie, tylko żeby polecieć Gajdą i Józefackim i częścią urzędników „o tym mieście”. Nie naszym, tylko tym, bezosobowym.

Sprawa nie dotyczy tylko książek. Pamiętacie zapewne kompletny brak zainteresowania władz filmem „Piotrków wielokulturowy”, który władze powinny wziąć z pocałowaniem ręki, skoro same chwalą się wielokulturowością Piotrkowa. W zamian za to urządzono uroczysty pokaz w Rynku wzruszającego filmu o dzikach, które jak wiadomo w historii Piotrkowa odegrały ogromną rolę.

Mariusz Furman napisał świetną książkę, ale po mieście oprowadza Agawa opowiadając mitologiczne historie. Ja na spacerze z tą panią byłem raz – po Piotrkowie filmowym i tu być może zadanie dla Redakcji – na Rwańskiej usłyszeliśmy opowieść o „W ciemności” Agnieszki Holland i kręconej na terenie starego aresztu scenie. Pokazano nam zawieszoną tablicę informacyjną. W opisie sceny napisano, że kręcono tu scenę likwidowania Żydów przez granatową policję, a więc Polaków, a przecież w tej scenie nie było granatowej policji tylko ukraińska.

I mam teraz pytanie, jak wierzyć w rzetelność materiałów promocyjnych miasta, skoro nawet tablica oznaczająca szlak jest przekłamaniem? Kto wziął pieniędzy za umieszczoną na niej treść?

Mam też inne pytania: władze Piotrkowa za główny punkt 800-lecia uznały dni przyjaźni polsko-węgierskiej. Byli prezydenci, była konferencja. Skoro Majewski pisał o Węgrach, dlaczego władze nie zainteresowały się np. przetłumaczeniem tego na angielski czy węgierski i wręczenie gościom? Dlaczego nie wpadły na pomysł, by wygłosił jakąś prelekcję? Wtedy to by pokazało, że związki Węgrów z Piotrkowem są starsze i głębsze niż nieszczęśliwy wypadek węgierskiego lotnika.

Inna sprawa – z opisu na książce dowiedziałem się, że otrzymał on jakąś ważną nagrodę – czy prezydent Chojniak, który zaprasza nawet czwartoligowych piłkarzy zaprosił historyka również? Pogratulował mu? Bo ja sobie nie przypominam. Mariusz Furman też nie znalazł uznania, nawet zwykłego „fajnie, że napisał pan taką książkę”. Szkoda, bo Ci wszyscy ludzie to ogromny potencjał, zwłaszcza młodzi – powinni być „solą tej ziemi”, a traktuje się ich jak chwast, który jak najszybciej trzeba wyrwać, by kwitło nowe pole zielonych historycznie Kissonów przeplatanych Agawami.

– Piotrkowiak

_

Kto z Państwa zna odpowiedź na postawione pytania?

→ (mb)

4.01.2018

• grafika: barma / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• czytaj także: > „Kult mierności, czyli o książkach niechcianych przez piotrkowskich urzędników”

 

 

13
4

3 thoughts on “Ludzie listy piszą… Jeszcze o książkach i piotrkowskich „erudytach”

  • 04/01/2018 at 18:02
    Permalink

    Brak łaski urzędników to jedno. Przemilczenie publikacji, gdy działa referat promocji to podłość i złe wypełnianie obowiązków.

    15

    4
    Reply
  • 04/01/2018 at 17:45
    Permalink

    Mam na sprawy pisania i wydawania książek bardzo liberalne zdanie. To jest „tylko” i AŻ wydawniczy INTERES. Pisarz i wydawnictwo ryzykują i za swoje pieniądze wydają i promują książkę, a jak chwyci mają zyski. Po za tym dzięki temu są naprawdę niezależni i nie muszą działać na polityczne zamówienia władz, jaka by ona nie była, czy to z prawa, czy z lewa. Tutaj żaden grosz publiczny, czy to samorządowy, czy państwowy nie powinien być zamieszany. Podobnie zresztą jak w tzw. służbą zdrowia i oświatą oraz każdą inną działalnością, np. produkcją filmową. Prywatne JEST zawsze tańsze i efektywniejsze od państwowego. To bardzo dobrze, że ci pisarze są niezależni od władzy, od jej łaski i od jej rozkazów. I nie ma co płakać, że władza kisi się we własnym sosiku kolesi, kuzynków i powiązań. I na koniec zapytałbym o jednego z Piotrkowskich pisarzy=dziennikarzy=historyk o różne sprawy z życiorysu, lecz tego nie zrobię, bo niniejszą stronę i samego siebie naraziłbym na kłopoty. Obyśmy zdrowi byli! Tego życzę.

    5

    6
    Reply
  • 04/01/2018 at 16:21
    Permalink

    Spadkobiercy Gwardii Ludowej i Armii Ludowej na kazdym kroku zycia publicznego w Piotrkowie.
    Kiedys na sowieckich czolgach a dzis na panstwowych etatach.

    15

    4
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.