Kult mierności, czyli o książkach niechcianych przez piotrkowskich urzędników

Niedawno, w liście skierowanym do naszej redakcji pewien czytelnik napisał, że w Piotrkowie „uprawia się wyłącznie kult mierności”. Chodziło o fakt, iż wokół ciekawej książki młodego historyka panuje zmowa milczenia.

List ten zainspirował mnie do przedstawienia czterech znakomitych książek, które nie zostały przyjęte do wydania w serii „Biblioteka – Piotrków 800”. We wszystkich przypadkach powtarzał się podobny scenariusz: autorzy udawali się do piotrkowskiego Urzędu Miasta, a tam traktowano ich niczym kłopotliwych intruzów.

Kliknij, aby powiększyć.

Kazimierz Ruzga i „Chłopiec z taborowego płotu”

W pierwszym przypadku wydawało się początkowo, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. W 2011 roku Kazimierz Ruzga złożył w Referacie Kultury UM maszynopis swojej powieści autobiograficznej pt. „Chłopiec z taborowego płotu” i podpisał odpowiedni formularz. Drukowana w odcinkach na łamach czasopisma „KurieR – Kultura i Rzeczywistość” opowieść zbierała świetne opinie czytelników, których urzekały barwne opisy, dynamiczna akcja i realistyczne, a często humorystyczne dialogi.

Wkrótce materiał został także wysoko oceniony przez komisję w UM i… na tym się skończyło. Dalsze, kilkukrotne rozmowy z miejskimi decydantami przekonały autora, iż robią oni wszystko, żeby go spławić. Wobec tego Kazimierz Ruzga, w 2012 r. wydał powieść własnym sumptem w bibliofilskim nakładzie zaledwie 40 egzemplarzy! Cztery lata później autor zmarł, nie doczekawszy żadnej konkretnej odpowiedzi z UM.

Prof. Bogusław Mucha i „Dawny Piotrków Trybunalski”

Chyba każde władze samorządowe byłyby szczęśliwe, gdyby o ich mieście ciekawą książkę napisał ceniony naukowiec, profesor, wykładowca akademicki, autor ponad dwudziestu cenionych wolumenów. Ale tak nie jest w Piotrkowie. Tutaj prof. Bogusław Mucha zgłosił się do UM ze swoim opracowaniem, które powstało w oparciu o artykuły drukowane „KurieRze”. Jednak od razu przekonał się, że jego praca nie wzbudziła zainteresowania. Wobec tego „Dawny Piotrków Trybunalski” wydało łódzkie Wydawnictwo Astra, a sfinansowało Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Książka prof. Muchy, to jedna z najcenniejszych publikacji, jakie dotychczas ukazały się na temat historii Piotrkowa. Przedstawia blaski i cienie z życia miasta, przypomina ciekawe, zapomniane fakty oraz przytacza unikalne źródła wiedzy historycznej.

Kliknij, aby powiększyć.

Mariusz Furman „Między prowincją a wielkim światem”

Do urzędników nie miał również szczęścia młody historyk Mariusz Furman. Pochodzący z Piotrkowa absolwent i stypendysta naukowy Wydziału Historycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego zaproponował do realizacji swoje opracowanie na temat życia społeczno-kulturalnego gubernialnego Piotrkowa w latach 1867-1884. Brak zainteresowania ze strony potencjalnego wydawcy spowodował, że w 2012 roku wydrukował 200-stronicową pozycję własnym sumptem.

Prof. Julian Dybiec tak napisał w recenzji tej publikacji: „Liczne opracowania i częściowo archiwalne źródła przytaczane w tekście mogłyby sugerować, że praca jest przeglądem tego, co już do tej pory zrobiono. Tak jednak nie jest, gdyż w wielu miejscach Autor wprowadza nowe informacje i koryguje dotychczasowy stan badań odwołując się do źródeł; niektóre z nich wprowadził po raz pierwszy do obiegu. […] W kontekście toczonych dyskusji na temat centrów i peryferii Autor zajął bardzo wyważone stanowisko, wykazał jednak, że nie można uważać Piotrkowa za miasto prowincjonalne, ale za jeden z ważniejszych pozawarszawskich ośrodków”.

Jerzy Jan Sobczyk i „Cyganeria piotrkowska czyli Studencki Teatr Satyry”

W 2015 roku ukazała się książka zatytułowana „Cyganeria piotrkowska czyli Studencki Teatr Satyry”. Jej autor Jerzy Jan Sobczyk, emerytowany nauczyciel i animator kultury, opisał działalność piotrkowskiego środowiska studenckiego na przełomie lat 50. i 60., a także dalsze losy jego członków. Zrobił to w znakomity, barwny i przystępny sposób. Wydany za jego własne pieniądze tom ozdobiły liczne, unikalne zdjęcia. Autor przypomniał i utrwalił dla potomności bardzo ciekawy fragment dziejów miasta. Przedstawił zdolnych ludzi, których talent był niewygodny dla lokalnych aparatczyków i komunistycznych pachołków.

Zadziwiająco podobna sytuacja istnieje w Piotrkowie pod rządami Krzysztofa Chojniaka. Dlatego nie ma się co dziwić, że Urząd Miasta wcześniej pozbył się Sobczyka, zamiast promować jego twórczość. Lepiej wspierać miernych, ale wiernych!

→ Paweł Reising

3.01.2018

• repr. P. Reising / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• czytaj także: > „Historyk dr Majewski ostro o piotrkowskich „popularyzatorach historii”: Kissonie-Jaszczyńskim, Warchulińskiej, Gajdzie i Józefackim”

 

 

 

9
2

3 thoughts on “Kult mierności, czyli o książkach niechcianych przez piotrkowskich urzędników

  • 04/01/2018 at 07:09
    Permalink

    Pan Reising jest kojarzony w UM z przedsiębiorcą, który ma na pieńku z władzą. Dlatego nic, co choćby ociera się o Pana Raisinga czy o jego periodyk, nie zostanie pozytywnie zaopiniowane. To po prostu polityka…

    10

    1
    Reply
  • 03/01/2018 at 22:42
    Permalink

    Zgadzam się z Panem. Promowane są miernoty w stylu Agawy o innych nie wspomnę, żywcem niekiedy „rąbiącej” z innych opracowań. Kiedyś zamieniłem z tą Panią kilka słów przed wydaniem jej książki o lotniczym Piotrkowie wspominając o absolutnie zapomnianym epizodzie w historii miasta jak obecność dwóch francuskich eskadr niszczycielskich Salm 580 i jeszcze krócej Salm 581 będące elementem Grupy Lotniczej Armii Hallera. Są zdjęcia i samolotów i nawet dwa zdjęcia pilotów służących w tej jednostce. Zostałem zbyty głupawym uśmieszkiem. To tylko przykład.
    Publikacje o których Pan piszę, mają niezaprzeczalny walor naukowy (szczególnie książka Pana Furmana) i stanowią świetne przyczynki do historii miasta.
    Kilka lat temu rozmawiałem o książce „z osobami które decydują”, która opowiadała by o kolejnym słabo znanym epizodzie z historii miasta a mianowicie garnizonie piotrkowskim 1815-1830 i obecności strzelców konnych w naszym mieście. No cóż… Dość powiedzieć, że książkę przygotowuje do druku ktoś inny. Naszych urzędników interesuje tylko historia, którą znają więc… książki mamy, jakie mamy.

    15

    2
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.