Andrzeju Dudo, Mateuszu Morawiecki nie idźcie tą drogą

Z ekonomią, psychologią i socjologią jest jak z rzeką: gdy powstanie tama, woda wyleje w innym miejscu.

Obie ustawy podpisane przez prezydenta Dudę jeśli nie są złe, to z pewnością niedopracowane. Zarówno prawo ograniczające handel w niedziele i święta, jak i nowelizacja Ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi idealnie trafiają w najczulszy punkt polskiego społeczeństwa, naszą narodową dumę – w niezgodę na ograniczenia.

Wódka

W przypadku napojów wyskokowych jesteśmy liderami w obchodzeniu wszelkich zakazów. Kiedy w październiku 1982 roku zmniejszono ilość punktów dostępu i zezwolono na sprzedaż wódki od godziny 13. kilkukrotnie wzrósł popyt na piwo, a nielegalne punkty dystrybucji zwane powszechnie „metami” cieszyły się wielką popularnością i znacznymi zyskami, z których ustawodawca nie miał nic.

Wyśrubowane do granic przyzwoitości podatki zawarte w cenie wysokoprocentowych napojów doprowadziły pod koniec lat 90. do rozwoju turystyki alkoholowej. Z Czech i Słowacji „mrówki” przenosiły tysiące hektolitrów „elementu bajkowego” i także tym razem państwo nie osiągało z tego żadnych korzyści.

Wszystko wskazuje więc na to, że dobre praktyki będą kontynuowane, a przepisy ustawy (> link) okażą się martwe, jak karp na wigilijnym stole.

Zakaz handlu w niedzielę i święta

Polskie ustawodawstwo słynie z możliwości interpretacji oraz rozmaitych wyjątków. Prawo o zakazie handlu (> link) jest skierowane w głównej mierze wobec operatorów średnio i wielkopowierzchniowych sklepów, z których znaczna część należy do kapitału obcego. Łaskawie potraktowano przedsiębiorców „będących osobami fizycznymi pracującymi wyłącznie osobiście, we własnym imieniu i na własny rachunek”, a także podmioty prowadzące stacje benzynowe, apteki, placówki pocztowe i handlowe „z przeważającą działalnością gastronomiczną” i in.

Już teraz można przewidzieć, że stacje paliw poszerzą swoją ofertę artykułów spożywczych i przemysłowych, a to oznaczać będzie, że po majonez, pomidory, cukier, pieczywo i inne dobra będziemy chodzić zamiast do sklepów spożywczych właśnie na stacje. Już teraz marże na produkty w tych miejscach są bardzo wysokie, więc jest mało prawdopodobne, że w przyszłości ulegną zmianie. Kto za to zapłaci? Wiadomo.

Istnieje także prawdopodobieństwo, że powierzchnie sklepowe staną się coraz większe, aby zapełnić półki towarami, a paliwo oferowane będzie niejako przy okazji. Największym sprzedawcą detalicznym w tym segmencie jest PKN Orlen – nasz narodowy operator. Skarb Państwa posiada w spółce 27,52% udziałów, ale akcjonariuszami są także podmioty zależne banku PKO BP, PZU, Poczty Polskiej – co roku czerpią poważne dochody z dywidendy. Kto więc na tym zyska najwięcej? Wiadomo.

Resume

Polityka solidarności ekonomicznej, jaką od początku swego powstania prowadzi rząd Prawa i Sprawiedliwości jest ze wszech miar godna pochwały, ale przede wszystkim przez tę część społeczeństwa, której bliskie są ideały socjalistyczne. W tej części nie ma ona nic wspólnego z liberalnym handlem, wolną gospodarką. Tak zwane „życie” jest w Polsce coraz droższe, na tle naszych zachodnich sąsiadów jesteśmy wręcz nędzarzami. Siła nabywcza złotówki jest niska, a dalsze zaciskanie pasa może doprowadzić do niepokojów społecznych.

Rządowi udało się pokonać KOD, Obywateli RP, rozbić i skłócić opozycję, ale zawsze w powojennej historii Polski zrywy narodowe miały podłoże ekonomiczne, bo pusty brzuch determinuje ludzi bardziej niż chęć odzyskania niepodległości. Kto więc na tym straci? Wiadomo.

Przy okazji warto zwrócić uwagę na paradoks: opozycja organizowała marsze w obronie trybunału, sądów, sprawiedliwości itp., a jak dotąd nie przesadzają jej przyszłe podwyżki cen podstawowych artykułów.

→ Mariusz Baryła

31.01.2018

• foto: prezydent.pl, premier.qov.pl

 

 

62
1

2 thoughts on “Andrzeju Dudo, Mateuszu Morawiecki nie idźcie tą drogą

  • 01/02/2018 at 10:01
    Permalink

    No nie wiem. Komentarz redakcyjny traktuje wady i przywary narodowe
    jak dziedzictwo, które należy ochraniać i hołubić. Dokonale pamiętam
    czasy met i alkoholu po 13. Niejedokrotnie zamawiałem z kolegą do tatara
    oranżadę w Hotelowej przed 13. Około południa był tam rejwach nie mniejszy
    o 20 w Europie w sobotę. Co nie znaczy, że z tego nie wyrosłem.
    Liberalizm z hasłem ,, co nie zabronione jest dozwolone” skutkował dziurą
    ozonową, wycięciem lasów deszczowych i zmianami klimatycznymi i oceanami
    pełnymi śmieci. Zamiast popularyzować zachowania rozumne, redakcja nawołuje
    do utrwalania ciemnogrodu strasząc rewoltą.
    Co złego w tym, że będziemy pić mniej, za to lepszy alkohol? Komu może przeszkadzać
    niedziela spędzona z książką, na spacerze, czy na rozmowie, zamiast zdyszanej gonitwy
    do kasy z wózkiem pełnym wiktuałów, które przez resztę dni tygodnia też są dostępne
    w każdym sklepie. Czasy półek wypełnionych octem na szczęście przeminęły.
    Media popularyzują najróżniejsze sposoby omijania przepisów, jakby nie rozumiały,
    że kultywują tym samym nasz narodowy brak poszanowania dla prawa, potocznie
    zwany – warcholstwem.
    Pora sobie uświadomić, że tą drogą nie możemy iść, no chyba, że mamy zamiar zostać
    skansenem Europy.

    3

    1
    Reply
  • 31/01/2018 at 19:00
    Permalink

    No celne! Bardzo trafne!! Pierwszy krok do prohibicji? Czym się to skończyło w St.Zjed.A.P.? Powstała mafia, gangi, korupcja, zbrodnia i draństwo. „Dobra Zmiana” zaczyna popadać w pychę i arogancję, co doprowadzi do nieszczęść. Do bardzo dziwnych posunięć rządu P (ropagandy) i S (ocjalizmu) dorzucę jeszcze chęć i zdaje się, że jest to już przyklepane, likwidacja jednej z gałęzi w branży rolniczej – hodowli zwierząt futerkowych. Z pobudek ideologicznych EKOfaszystów, a może nie tylko, jakich(???), będzie zniszczone źródło utrzymania dla około pół miliona ludzi (producenci pasz z odpadów po rybach i drobiu [tak w nawiasie te odpady należy jakoś zutylizować i zrobią to firmy przede wszystkim niemieckie, a rynek jest wart co najmniej 100 milionów], wytwórnie klatek, firmy szyjące odzież z futer, farmacja dla zwierząt, itp.) i zostanie wykończona tradycja ze 100 letnią, co najmniej historią, a konkurencja z Rosji, Danii, Niemiec i innych się cieszy. Logicznie myśląc, bo zwierzątka cierpią i ludzi mieszkający obok tych hodowli też, to zniszczmy i zlikwidujmy hodowle świń, bydła, drobiu, kóz, owiec, bo również i te zwierzątka cierpią, robi się z nich jedzenie, a ze skór odzież, buty, galanterię wszelką, a najbardziej damską. Czy jest w tym coś nagannego i bardzo złego? Kto za tymi dziwnymi działaniami stoi? Czy może co? Lewica zawsze nie lubiła, a wręcz nienawidziła ludzi i ich przedsiębiorczości, więc dąży do ograniczenia i zniewolenia dla sobie podporządkowania jednostek i całych społeczeństw. Jeszcze się w Polsce zakołysze, oj i to bardzo. Niestety. Kłaniam się i pozdrawiam.

    2

    3
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.