13 grudnia. Rutkowski o 36 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego

36 lat mija od tego mroźnego, zimowego poranka, kiedy przestępcy w mundurach, na czele z człowiekiem w ciemnych okularach, wypowiedzieli wojnę narodowi polskiemu.

Idąc tego dnia ośnieżonymi i pustymi ulicami Piotrkowa, wspominałem z gorzką satysfakcją moje sprzeczki z kolegami, którzy uważali, że zdobycze „Solidarności” są trwałe. Ja twierdziłem, że ta namiastka wolności długo nie potrwa, bo Breżniew jest zbyt silny i użyje swoich wojsk, stacjonujących na naszym terytorium. Po latach okazało się, że wszyscy się myliliśmy. Sowieci nie chcieli walczyć z Polakami ze względu na swe zaangażowanie w wojnie z Afganistanem i z obawy przed drastycznymi zachodnimi sankcjami, a szczególnie sankcjami amerykańskimi, które zapowiedział prezydent Reagan.

Gen. Wojciech Jaruzelski w studiu telewizyjnym, 13 grudnia 1981, Warszawa. Źródło: NAC

Przygotowania do interwencji zbrojnej lub stanu wojennego trwały już w czasie strajków sierpniowych 1980 roku, a zakończyły się realizacją 13 grudnia 1981 roku. Powstała tzw. WRONA, czyli Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego, która faktycznie powinna nazywać się Wojskową Radą Ocalenia Własnej Dupy. Oni, mówię tu o Jaruzelskim, Kiszczaku i pozostałych zdrajcach, byli przerażeni wprowadzając stan wojenny, bo spodziewali się narodowego buntu i ogólnopolskich strajków. Nie mogli też liczyć na bratnią pomoc. Wiedzieli, że wszechwładny szef KGB Andropow  powiedział, że jeśli nawet „Solidarność” wygra, to ZSRR straci jedynie Polskę, a dla  Sowieckiej Rosji groźniejsze są zachodnie sankcje. Dlatego junta Jaruzelskiego wyłączyła linie telefoniczne, zabroniła podróżowania po Polsce bez zezwoleń, wyprowadziła wojsko na ulicę, łącznie z czołgami i wsadziła do więzień ok. 10 tys. ludzi, Zabiła też co najmniej kilkadziesiąt niewinnych osób. Jaruzelski mówił towarzyszom, że im większy terror wprowadzimy, tym prędzej rozbijemy wszelki opór.

Stan wojenny został zawieszony 31 grudnia 1982 roku, a zniesiony 22 lipca 1983 roku. Nie będę tu opisywał poszczególnych wydarzeń tego okresu, ponieważ każdy, kto zechce, ma do dyspozycji wiele książek historycznych i wspomnieniowych, oraz mnóstwo materiału w internecie. Chcę napisać kilka słów o konsekwencjach stanu wojennego, które pojawiły się późniejszych latach, i których skutki odczuwamy do dziś.

Uczestnicy posiedzenia Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, 1983. Warszawa,. Źródło: NAC.

Wojskowe rządy zniszczyły w niebywały sposób polską gospodarkę. Niewątpliwie przetrąciły też moralny kręgosłup milionom Polaków, w tym wielu odważnym działaczom Wolnych Związków Zawodowych. W ciągu następnych 9 lat wykastrowano „Solidarność” z najbardziej patriotycznych przedstawicieli, zostawiając w kierownictwie głównie agentów bezpieki i rozmaitych szemranych doradców, ostrzących sobie zęby na kawałek władzy, lub niezłe pieniądze.

Od przynajmniej 1984 roku trwały przygotowania do Magdalenki i Okrągłego Stołu. Komuniści wiedzieli już, że całkowitej władzy nie utrzymają. W tym czasie postanowiono wymordować najbardziej opornych, w tym m.in. księży. Najbardziej znane jest zabójstwo błogosławionego ks.  Jerzego Popiełuszki.

Prześladowano i wyłapywano ukrywających się opozycjonistów. Czyszczono sobie pole do wygodnych dla partii rozstrzygnięć. Wybrano do negocjacji ludzi, którzy w ten, czy inny sposób, byli już zblatowani z władzą. Kiedy wszystko było już gotowe do podzielenia się Polską, rozpoczęto rozmowy we wrześniu 1988 roku. Opowiadał znany opozycjonista i wydawca Piotr Jegliński, jak w 2009 roku przyszedł do niego, bardzo podniecony profesor Paweł Wieczorkiewicz. Było to niedługo przed śmiercią profesora. Okazało się, że po długim okresie starań Wieczorkiewicz otrzymał audiencję w domu Czesława Kiszczaka. Przez większą cześć rozmowy komunistyczny zbrodniarz odgrywał rolę dobrotliwego staruszka. Dopiero kiedy profesor zapytał, czemu Kiszczak po drugiej stronie tzw. opozycyjnej, posadził swoich agentów, ten poczerwieniał na twarzy i wykrzyknął: – A co, miałem tam posadzić takich, którzy by nam później poderżnęli gardła?

Tak właśnie powstawała III Rzeczpospolita. Najpierw prezydentem został zbrodniarz Jaruzelski, później agent „Bolek”. Nie doszło do reprywatyzacji majątku narodowego, rozkradli go agenci WSI, SB, wysoko postawieni członkowie PZPR i niektórzy z nowo dokooptowanych przedstawicieli tzw. środowisk opozycyjnych.

Powstała sitwa, taki PRL-bis, i stan ten trwał, z niewielkimi przerwami, do 2015 roku, czyli do zwycięstwa w wyborach prezydenckich Andrzeja Dudy i parlamentarnych Prawa i Sprawiedliwości. Ale fakty te nie zakończyły wcale walki o niepodległą Polskę. Widzimy, co się od dwóch lat dzieje w naszym kraju, i jak reaguje na zmiany totalna opozycja. Jej reprezentanci nie ukrywają, że nie chodzi im o zwykłych Polaków, chodzi im jedynie o powrót do koryta i są gotowi posunąć się nawet do zdrady narodowej i krwawej jatki na ulicach, byleby powrócić do władzy.

Oczywiście, marksistowska Europa wspiera, jak może, opozycję w Sejmie. Ma ona tutaj, jak i w Parlamencie Europejskim swoich agentów wpływu. Główną rolę odgrywają w tej destrukcji Niemcy. A nie zapominajmy o opcji rosyjskiej i jej agenturze w polskiej polityce i, powiedzmy, polskich mediach. No i pozostaje armia pożytecznych idiotów. Oni naprawdę wierzą w słowa pułkownika Mazguły, że stan wojenny został przeprowadzony z pewną kulturą.

Jesteśmy obecnie w sytuacji przełomowej. Albo obecny rząd potrafi wlać wiarę w Polaków, że sami mogą decydować o swoim kraju i przekona miliony rodaków, że możemy stać się państwem liczącym się w Europie, albo tego nie zdoła osiągnąć. Przegramy wszyscy, jeśli nie ukażemy zdrajców i obcych agentów. Przegramy, jeśli z honorami wojskowymi będziemy chować największe kanalie w naszej historii. Pamiętajmy, zaczęło się w sierpniu 1980 roku wielkim zrywem 10 milionów polskich obywateli. To były piękne dni. I choć przez lata ten wspaniały ruch był marnowany przez agentów, esbeków i  zwyczajnych sprzedawczyków , nie dajmy sobie odebrać wiary, że jako naród możemy dokonać jeszcze rzeczy wielkich.

→ Zbigniew Rutkowski

13.12.2017

• foto: zdjęcia ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

 

 

4
4

One thought on “13 grudnia. Rutkowski o 36 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego

  • 14/12/2017 at 14:43
    Permalink

    To jednostronna ocena wydarzeń z agentami w tle. Prawda jest bardziej złożona.
    W ocenie brakuje choćby tego, że tak naprawdę, to nikt nie wiedział jak to się potoczy,
    wielu których wydarzenia wyniosły byli po prostu zbyt głupi, by sprostać wymogom chwili,
    a równie wielu grało do własnej bramki. Nikt nie może twierdzić, że istniał jakiś sensowny
    plan, który zapewniłby znacznie korzystniejszy przebieg wydarzeń. Wszystko działo się
    po raz pierwszy i nie były opcji innej, lepszej. Teraz można sobie dywagować, ale faktem jest,
    że 13 grudnia rano miasto było jak wymarłe, z budynku Zarządu Regionu usunięto wszystkie
    ulotki i informacje, nikt nie protestował, a szef regionu bodajże po trzech dniach podpisał lojalkę
    i zniknął z widoku na zawsze. Prędki, który założył związek, odnalazł się w USA. Na stadionie
    stały skoty, a d-ca kompani handlował paliwem.
    Aha, gdzieś do południa działały telefony, które przez pomyłkę włączono(jedyny przypadek w kraju).

    0

    2
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.