Upadek polskiego Kościoła rzymskokatolickiego

Jestem katolikiem. Grzesznym, niepraktykującym, ale wierzącym. Od Kościoła od dawna odpycha mnie postawa jego kapłanów.

Jednak to, co dzieje się ostatnio, czyli wypowiedzi księży, zakonników a nawet biskupa, woła o pomstę do nieba. Niedawno na Placu Defilad podpalił się, a następnie zmarł w szpitalu Piotr Szczęsny, człowiek chory psychicznie, w dodatku przesiąknięty jadem „Gazety Wyborczej”, który zdążył rozrzucić ulotki z tezami żywcem przepisanymi z gadzinówki Michnika.

I to właśnie dziennikarze tej gazety mają krew tego nieszczęśnika na rękach , bo wmawiali jemu i wielu podobnym, że w Polsce brak jest demokracji i panuje faszyzm. A teraz ci pismacy od zatrutego pióra próbują zrobić ze zmarłego prawie świętego. Wyjątkowo haniebne zachowanie.

Tym ludziom, żaden uczciwy człowiek nie powinien podać ręki. Słusznie pisze Stanisław Janecki w portalu „wpolityce.pl” (> link), że trudno nazwać tych redaktorów i pozostałe paskudztwo hienami, bo nie wiadomo, czy w ten sposób nie obraża się hien. Po tych ludziach zresztą nie należało spodziewać się niczego innego.

Natomiast wynurzenia niektórych przedstawicieli Kościoła rzeczywiście szokują. Biskup Pieronek uważa, że P. Szczęsny miał całkowitą rację i nie mógł zrobić nic lepszego, jak popełnić samobójstwo. Od kiedy to Kościół pochwala samobójstwo? Dlatego rację ma ksiądz Isakowicz-Zalewski nazywając Pieronka heretykiem. Podobne wypowiedzi, jak biskupa, padły z ust młodego jezuity oraz księży Bonieckiego i Sowy. Szczególnie Kościół krakowski wydaje się być jaskinią zła i część kapłanów pewnie bardziej wierzy w Marksa niż w Jezusa Chrystusa.

A przecież nowo powołany pasterz diecezji krakowskiej, arcybiskup Marek Jędraszewski miał tam wreszcie zrobić porządek. Na razie z jego strony nie ma żadnej reakcji, podobnie, jak ze strony prymasa, przewodniczącego Episkopatu, jak również ze strony innych hierarchów kościelnych. A przecież księża pochwalający samobójstwo łamią zasady wiary i sieją zgorszenie. Powinni być natychmiast usunięci ze stanu kapłańskiego.

Żeby być dobrze zrozumianym, ja nie potępiam osób, które decydują się na ostateczny krok rozstania z życiem. Wiem, ile cierpienia może przynieść życie, i że nie wszyscy są w stanie znieść nieszczęście i ból, które ich spotykają. Niech ich Bóg osądzi, nie ja.

Ale Kościół ma inne zadanie, ma strzec prawd wiary i przenosić ją nienaruszoną przez wieki. Mowa jego ma być prosta – tak, tak, nie, nie. To jest zadanie Kościoła, a nie relatywizacja wszelkich zasad. Czyż teraz duchowni katoliccy mają zamiar głosić hasło: „Róbta, co chceta”?  Zawsze będą grzesznicy, nawet święci mieli swoje wady, ale po to jest Kościół, żeby nauczać, wspierać i rozgrzeszać. Czyż Jezus nie powiedział: oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu to co boskie? Dlaczego więc Kościół angażuje się w życie polityczne, bo im się obecna władza nie podoba, wykorzystując w tym celu biednego samobójcę?

Nie widać też reakcji Watykanu na to, co wyprawia się w polskim Kościele. W ogóle jest zamęt i wielkie pomieszanie pojęć. Brakuje osobowości na miarę kardynała Wyszyńskiego. I pewnie prędko się nie pojawi. Musimy z tym żyć. Ja wiem, że jest wielu uczciwych i głęboko wierzących księży. Ale obok nich, coraz częściej, pojawiają się osobnicy, którzy nie dość, że żyją, jak osoby świeckie, to jeszcze wyśmiewają się z naszej wiary, bo sami wierzą już tylko w dobra i przyjemności doczesne. Są jak zaraza, która może zniszczyć najbujniejsze plony.

Upadek naszego Kościoła jest głęboki i jeśli on sam nie znajdzie w sobie dość ozdrowieńczych sił, by na nowo powstać, to wszyscy przegramy, wierzący i niewierzący. Bez religii bowiem nie da się stworzyć żadnej moralności. I jak pisał Heidegger „Albo Bóg odwróci w naszym kierunku swoją twarz, albo zginiemy w obliczu jego nieobecności”.

→ Zbigniew Rutkowski

9.11.2017

• foto: pixabay.com

 

 

6
2

3 thoughts on “Upadek polskiego Kościoła rzymskokatolickiego

  • 11/11/2017 at 17:36
    Permalink

    Tak, KK ma problem z samym sobą, ale z drugiej strony trzeba zauważyć, że tych celebrokapłanów (bo tak trzeba chyba nazywać tych księży, którzy pokazują się regularnie w TV, gdzie stawiają swoje tezy, które stoją w poprzek do nauki KK) jest tylu, że można ich zliczyć na palcach jednej, góra dwóch rąk. Nie można przenosić złości z tych celebrytów na cały KK, to ważne bardzo często księża z własnych parafii, jak się okazuje robią wiele dobrego i to się liczy.

    2

    1
    Reply
  • 10/11/2017 at 14:04
    Permalink

    Walka dobra ze złem, kłamstwa z prawdą, szczęścia z nieszczęściem, BOGA z Diabłem, jest od czasu stworzenia człowieka i buntu jednego z aniołów wobec Boga. Czyli nic nowego. Wojna ta będzie do Końca Świata i Sądu Ostatecznego. Raz jej intensywność jest wielka, a raz mała. Nasiliła się ona od 500 lat, kiedy Luter w swojej pysze wystąpił przeciw Bogu i Kościołowi, a kto do tego go natchnął możemy się jedynie domyślać. Potem była rewolucja antyfrancuska zwana burżuazyjną, następnie rewolucja październikowa wykwitła na szaleństwach Marksa, Engelsa i praktykach Lenina, potem Stalin i Hitler, Mao, Kim Ir Sen, Pol Pot, Castro,… To są twarze tego samego zjawiska. W Kościele Rz.-Kat. takim kolejnym przełomem po lutrowskiej rewolucji stał się Sobór Watykański II. Po nim zjazd Kościoła następuje w tempie, nomen omen, piekielnym. Żyjąc tu i teraz nie można do różnych historii i zjawisk politycznych, społecznych, kulturowych i ekonomicznych odnosić się bez odnośników do duchowości, religijności, morale i etyki, z nich wynikających. Niestety odrzucając Boga i Jego nauki, zasady i Biblię wchodzimy w szatańskie pokusy materializmu, konsumpcjonizmu i „rozumu”. Wówczas trudno jest zbudować dobrze świat i życie. Każdy kto obiecuje raj na ziemi jest od Złego i jego pułapek, nawet w niego nie wierząc i nie zdając sobie sprawy z realizacji jego planów, w walce z Bogiem. Iluż biskupów, kardynałów i księży czy zakonników utraciło wiarę i swoje owce prowadzi na zgubę!!? Proszę poczytać „Dzienniczek” siostry Faustyny czy wizje siostry Emernih. To wiele tłumaczy, ale nie wszystko. Chyba musi być najpierw źle i upadek, aby było zwycięstwo Boga i Jego Raj Nieba. Taki strony jak PCh25.pl czy prawy.pl oraz podobne piszą o tym. A na koniec pytanie – czy my, jako wierzący praktykujący i nie bardzo praktykujący, nie jesteśmy współwinni uległości kryzysowi NASZEGO Kościoła Rzymsko Katolickiego, który jest mistycznym Ciałem Chrystusa tu na ziemi i którego bramy piekieł nie przemogą? Co my wierni robimy aby pomóc księżą i sobie w walce ze złem, z diabłem? Czy modlimy się za księży? Czy pościmy, pokutujemy, spowiadamy się, żałujemy za grzechy i za nie zadośćczynimy? Czy łatwo nam krytykować upadki innych, widzieć źdźbła w źrenicach braci, a u siebie nie widzieć belki? Może powinien Pan Autor swój artykuł, bardzo celny i rzeczowy, wysłać do wymienionych Prymasa, Przewodniczącego Episkopatu, Metropolity Krakowskiego, itd. itp., a nawet do papieża? Papieża który od roku nie jest w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na pytania i upomnienia około 100 biskupów, kardynałów, teologów, filozofów etc. w sprawie kryzysu kościelnego? Po Soborze II Watykańskim ktoś powiedział, że dym piekieł wszedł do watykańskich wrót. Pozdrawiam i szczęść Boże w trudach życia doczesnego, na drodze do raju niebiańskiego.

    2

    1
    Reply
  • 10/11/2017 at 12:01
    Permalink

    Jak można być wierzącym skoro nie słucha się Tego w którego się wierzy??? Całkowita sprzeczność. To tak gdyby pan mówił do swej żony: kocham cię kochanie ale z tobą nie będę żył.

    0

    2
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.