Przemyślenia zaduszkowe

„Umarli są przezroczyści/dlatego widać przez nich Boga” – pisała Anna Kamieńska. A my zostajemy sami na tej ziemi z własnymi wspomnieniami i kulejącą często wiarą.

Wędrówki Polaków po nekropoliach, całymi rodzinami, z dziećmi, wózkami i dziadkami. Trochę tu odpustowo, jarmarcznie, dzieci mają obwarzanki na szyjach lub trzymają w rękach baloniki z helem. Pod cmentarzem sprzedają watę cukrową w różnych kolorach, popcorn, rurki z kremem, bo przecież każdy może mieć ochotę na jakiś smakołyk w te jesienne, smutne dni. Groby toną w kwiatach – żywych, sztucznych i zniczach, choć brakuje mi tego zapachu stearyny, który kiedyś był tak charakterystyczny dla cmentarzy. Zawsze też można spotkać jakiegoś znajomego i podzielić się z nim wspomnieniami o tych, co odeszli, lub zwyczajnie zapytać: co słychać? Bo najczęściej spotykamy się przy stole wigilijnym, wielkanocnym i właśnie na cmentarzu.

Ja zawsze szukam aniołów. Takich z kamienia lub marmuru. Maleńkich, czasem niepozornych i takich dorosłych o wielkich skrzydłach, pod którymi można odnaleźć schronienie. Wszystkie są zamyślone i trochę nieobecne.

Przyglądam się też fotografiom na grobach. Te stare, czarno-białe portrety na porcelanie ukazują zupełnie inny świat z początku XX lub z końca XIX wieku. Kobiety w sukniach zapięty pod szyje, w kapeluszach i mocno upięty kokach, mężczyźnie w garniturach, mundurach i z sumiastymi wąsami. Dzieci nad wyraz poważne. Wpatruję się w te fotografie, choć nigdy nie poznałam tych ludzi i są oni dla mnie zupełnie obcy, odeszli nim się urodziłam. Czasem na płytach nagrobnych nic już nie widać, zniknęło imię nazwisko, data śmierci i urodzin, jakby człowiek w ogóle nie istniał.

Stukają obcasy na cmentarnych chodnikach, dźwigamy znicze w plastikowych torbach, ktoś kwestuje na rzecz starych i potrzebujących renowacji pomników. Podziwiam piękne kwiatowe kompozycje na grobach, są nagrobki puste, zapomniane i te, na których nie ma nawet kawałka wolnego miejsca. Niektórzy dużo albo nawet bardzo dużo wydają na swoich zmarłych.

Czasem słoneczna, listopadowa pogoda przeczy smutnym nastrojom. W tym roku było jednak pochmurna i mokro. Z grobów sprzątnięto liście a zagościły na nich chryzantemy. Obok starych grobów pojawiają się nowe z nowymi tablicami. Te dni przypominają nam o zmarłych i kruchości ludzkiego życia. Jak byłam mała w kiszeniach zawsze miałam orzechy dla wiewiórek mieszkających na cmentarzu, ale one chyba boja się tłumów przemierzających alejki i rzadko się wtedy pojawiają.

W tych dniach to zmarli wypełniają nasze myśli, bo przecież kiedyś nam towarzyszyli w zwyczajnych, codziennych sprawach. Wieczorem, gdy zapada zmierzch na cmentarzach widać tylko setki złotych płomyków świadczących o naszej pamięci, miłości i przyjaźni.

I jeszcze na koniec zacytuję fragment wiersza księdza Jana Twardowskiego, odzwierciedlający te nasze cmentarne wędrówki: „można odejść na zawsze/by stale być blisko”.

→ Magdalena Cybulska

2.11.2017

• foto: Magdalena Cybulska / GazetaTRYBUNALSKA.pl

 

 

5
1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.