Święto Kwiatów, Owoców i Warzyw w Skierniewicach

„Święto Kwiatów, Owoców i Warzyw” odbywające się w Skierniewicach w dniach 16-17 września nazwałabym inaczej, a mianowicie „Świętem Rzeczy Różnych”.

Bo czego tam nie było. Sprzedających sprowadzili chyba z całego kraju. A ci sprzedający w kramach i na stoiskach nie mogli narzekać na brak kupujących. Tłumy ludzi płynęły bowiem wśród roślinek, owoców, balonów, ryb, chałwy, chleba, serków z Podhala, obwarzanków, kiczowatych maskotek, biżuterii, słoników i żab na szczęście, zapiekanek oraz win owocowych.

Były karuzele dla małych, co kręcili się w kolorowych kaczuszkach wraz z tatą lub mamą i tych starszych, żądnych mocnych wrażeń i lubiących wisieć do dołu głową.

Z roślinek można było zakupić kaktusy na parapet w pokoju, rożne odmiany i gatunki drzewek owocowych, krzaczki borówek amerykańskich, fioletowe wrzosy, trawy ozdobne. Powodzeniem cieszyły się cebulki tulipanów, krokusów, narcyzów, czosnku ozdobnego, hortensje, róże i różne iglaki. Można było wysłuchać porad ogrodników i tych, co naprawdę znają się na uprawie owoców i warzyw. Dla mnie na stoiskach było za mało polskich owoców i warzyw, choć pojawiały się gruszki, śliwki, królowały zaś wielkie, zielone winogrona.
To było rzeczywiście wydarzenie w formacie XL jak reklamowali organizatorzy, bo minęło czterdzieści lat od pierwszego „Święta Kwiatów, Owoców i Warzyw”. Dawno nie widziałam tylu kramów i stoisk i tylu chętnych do zakupów. Oferowano także traktory, fontanny ogrodowe, sękacze, drzewka miłorzębu japońskiego, kolorowe dynie. Miłośnicy roślin mieli, co wybierać i w czym przebierać. Degustacje zup: grochówki, grzybowej, gulaszu, pieczonych jabłek z żurawiną lub pasztetu przyciągnęła na Rynek tych zmęczonych chodzeniem, kupowaniem oraz głodnych.

Mnie wyjątkowo przypadł do gustu koncert zespołu O. P. New Orleans Blues Band, który odbył się w muszli koncertowej w parku. Jazz, swing, blues bardzo pasował do tej budzącej się wokół jesieni. Choć padało, wszyscy pod parasolami słuchali.

Można było także zwiedzić trochę same Skierniewice, zrobić sobie zdjęcie na Rynku z posągiem profesora Szczepana Pieniążka, który zajmował się właśnie sadownictwem, odwiedzić Parowozownię, w której czekały na nas wielkie lokomotywy, już na emeryturze i Pałac Prymasowski, który zachwyca swoimi wnętrzami.
Potem na dworcu wielu podróżnych mijało posąg Wokulskiego z reklamówką z drzewkiem lub jakimiś krzaczkami róż. Na pewno dzięki takim targom można sobie zagospodarować cały ogród, aby cieszył nasz wzrok i węch.

→ Magdalena Cybulska

18.09.2017

• foto: Magdalena Cybulska / GazetaTRYBUNALSKA.pl

 

 

1
1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.