Życie w promocji – Gazeta Trybunalska

Życie w promocji

Niektórzy żyją na kredyt, a ja żyję z promocji. W poniedziałek, w godzinach popołudniowych otwieram skrzynkę na listy, a stamtąd z siłą górskiego strumienia wysypują się gazetki reklamowe różnych sieci handlowych, mniej lub bardziej znanych w okolicy.

Czasem podziwiam listonosza, że jeszcze jakoś udaje mu się umieścić nasze listy i kartki między tymi gazetkami i reklamami. Jak zauważyłam niektórych moich sąsiadów w ogóle nie interesuje oferta hipermarketów, supermarketów, drogerii, aptek oraz wszelkie promocje i od razu wyrzucają gazetki do kosza, nawet nie wiedzą jakie wyjątkowe okazje ich omijają i co tracą. A zdarzają się gazetki całkiem pokaźnych rozmiarów, to takie mini – książeczki z kolorowymi obrazkami, lektura na cały wieczór lub na kilka minut, jak ktoś szybko przerzuca strony.

Ja natomiast jako przykładna klientka tych hipermarketów, supermarketów, drogerii i aptek przeglądam gazetki i wszystko, co mi tam do skrzynki włożą. Uważnie studiuję obrazki i napisy pod nimi.
I co? Na pierwszej stronie materiały działkowe: altanki, grille, łopatki, grabie ogrodowe, jakieś roślinki kolczaste lub liściaste, konewki….a ja nie mam działki, więc nie potrzebuję wielkiego opakowania węgla do grilla w promocji ani zestawu kaszanek i kiełbas. Czyli na mnie nic nie zarobią. Ich strata, wybrali niewłaściwego klienta, muszą szukać dalej.

Druga strona: dziesięć sztuk napoju gazowanego w promocji. Jak ja to zatargam do domu? Będę ciągnąć po ziemi? Potrzebuję silnego faceta. Kupię mu w nagrodę czteropak piwa, może to jakoś go zachęci do pomocy w moich promocyjnych zakupach a na pewno poprawi humor na cały wieczór.

Napis „promocja” ma w sobie magię, moc przyciągania i hipnotyzowania, nie możemy się jej oprzeć. A ci spece od reklamy i marketingu umieją wykorzystać wszelkie nasze słabości i są w tym bezwzględni. Instynkt łowcy wcale nie osłabł we współczesnym człowieku.

Promocje kosmetyków przyciągają do sklepów tłumy kobiet, bo my też lubimy wybierać się na łowy, które z wypiekamy na twarzy przeglądają te szminki, pudry, podkłady, tusze do rzęs, lakiery, błyszczyki… wybrzydzają, odkładają na inne miejsce i robią okropny bałagan. Personel patrzy na to wszystko z głębokim niesmakiem. A jak wiadomo kobiety zawsze mają problem z podjęciem właściwej decyzji. I długo, nawet bardzo długo wybierają dla siebie produkt, przecież musi być to coś wyjątkowego.

I dzięki gazetkom reklamowym pod koniec miesiąca zbiera mi się pokaźna sterta makulatury. Czyli można powiedzieć kolejna korzyść z opróżniania skrzynki na listy.

Czasem produktu promocyjnego, który jest aktualnie w ofercie, nie ma na półce. Wyparował? Sprzedawcy tłumaczą, że albo został wykupiony, albo nie dojechał. Niekiedy zdarza się, że nigdy nie dojeżdża, widocznie ktoś go gubi po drodze. Ale jak już jesteśmy w sklepie to trzeba przecież coś kupić, więc nerwowo biegam między półkami i biorę to, co jest pod ręką, drugi raz nie będę przychodzić do hipermarketu po kilka rzeczy, a muszę z czegoś zrobić obiad.

Dwa produkty w cenie jednego, to stały chwyt hipermarketów. Można kupić dwa wielkie opakowania lodów i objeść się na cały rok, to się nazywa oszczędność. Gorzej jak ktoś dostanie anginy.

Najbardziej zaś podobają mi się promocje poświąteczne, kiedy to możemy sobie w niskiej cenie nabyć całe stado żółtych kurczaczków lub Świętych Mikołajów na choinkę, świąteczne gadżety zawsze się przydadzą, jak nie w tym, to w przyszłym roku. A potem podczas porządków w lipcu znajduje kilka srebrnych łańcuchów, o których zupełnie zapomniałam, a nawet nie pamiętam, że je kiedyś nabyłam.

Idę do kasy. Dlaczego taki duży rachunek? Dziwię się. Przecież kupiłam wszystkie artykuły w promocji a do tego mam kartę stałego klienta do tej właśnie sieci, czyli jeszcze mogę liczyć na kolejne obniżki. Im więcej kupisz, tym mniej płacisz – tak głoszą gazetki reklamowe. Coś się tu chyba nie zgadza.  A może powinnam wziąć kredyt?

Oczywiście można mieć i kredyt i kupować w promocji. Wtedy jest pełna harmonia. A pogoń za promocjami też nie jest łatwa ani przyjemna. Najpierw trzeba zapoznać się z gazetką promocyjną a potem przeszukać sklep, aby natrafić na wybrany przez nas artykuł.

Kiedyś nie było promocji, gazetek promocyjnych, na osiedlu był jeden sklepik, no może dwa i jakoś wszystko było łatwiejsze. Nikt nie biegał z gazetką promocyjną w ręku po rozległych powierzchniowo hipermarketach, nie pchał przed sobą wielkiego wózka na zakupy, nie dostawał od tego zadyszki i odcisków a potem nie zastanawiał się, po co kupił kilka opakowań serków topionych albo dwie identyczne spódnice. Wiadomo, drugi raz taka super oferta może się nie trafić, trzeba korzystać póki można.

→ Magdalena Cybulska

16.07.2017

• foto: google.com / screen GT

 

 

1
2

One thought on “Życie w promocji

  • 17/07/2017 at 19:17
    Permalink

    Tak. Pan Bóg dał człowiekowi rozum i w tym ustępie przesadził.

    0

    0
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.