Dariusz Dzwonnik. Czy mnie jeszcze pamiętasz?

Dariusz Dzwonnik (ur. 1961) był od końca lat 80. ubiegłego wieku jedną z najbardziej rozpoznawalnych osób w Piotrkowie.
Plakat wyborczy z 2002 r. Foto: graffiti24.pl. Kliknij, aby powiększyć.

W 1987 r. w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego zdobył uprawnienia do prowadzenia lokali gastronomicznego (tzw. kurs gospodnika) i wkrótce potem wydzierżawił od Zarządu Wojewódzkiego ZSMP część kamienicy przy ul. Szewskiej i pod szyldem „U Bony” otworzył tam młodzieżowy klub z dyskoteką. Przewodniczącym młodzieżowej przybudówki PZPR był wtedy Munik, obecny sekretarz w Urzędzie Miasta.

W owych czasach przedsiębiorczy młodzi ludzie zarabiali mnóstwo pieniędzy na indywidualnym imporcie towarów spożywczych i przemysłowych (głównie elektroniki użytkowej) z Węgier, Czechosłowacji, NRD, a nawet Grecji. Zyskami dzielili się z Dzwonnikiem płacąc za wstęp do dyskoteki, jadło i napitki. Lokal był oblegany, przynosił duże zyski. Po 10 latach popyt znacznie się zmniejszył, Dzwonnik rozwiązał umowę z właścicielem kamienicy – Urzędem Miasta, gdyż nie udało mu się budynku odkupić, swoje interesy gastronomiczne przeniósł na Wygodę i do Bełchatowa.

Hossa trwała nadal, dzięki swoim zdolnościom menedżerskim nawiązał współpracę z Polskim Radiem i stał się producentem imprez plenerowych w ramach akcji „Lato z radiem”, które otrzymały nazwę „Wielkie gotowanie”. Pomysł był bardzo prosty: na objazdowej scenie występowały popularne zespoły muzyczne, a ludzie Dzwonnika gotowali w wielkim garze darmową zupę dla zebranych, oprócz tego z przyczep gastronomicznych firma „Bona” sprzedawała fast foody, piwo, napoje. Sponsorzy, wśród których były m. in. potęgi spożywcze, nie szczędzili grosza, a Dariusz Dzwonnik zarobione setki tysięcy złotych przeznaczył na zbudowanie floty samochodów ciężarowych i świadczenie usług transportowych.

Równolegle przejął klub piłkarski „Concordia”, którego stał się prezesem, do współpracy zaprosił Andrzeja Ziębakowskiego i wyznaczył mu rolę wiceprezesa. Zaczął pojawiać się na sesjach Rady Miasta, w lokalnych mediach, zaangażował się w gminną politykę. W roku 2002 brał czynny udział w kampanii wyborczej Waldemara Matusewicza, przy okazji sam ubiegał się o funkcję radnego. Liczył, że Matusewicz, który ostatecznie został prezydentem Piotrkowa, będzie mu pomagał lub ułatwiał zawieranie korzystnych umów z miastem. Te nadzieje spaliły na panewce.

Dwa lata później Matusewicz trafił do aresztu, a w kolejnych wyborach fotel prezydenta przypadł zastępcy Matusewicza – Chojniakowi. Zmieniła się kadra, nie tylko w UM, ale także w miejskich spółkach i instytucjach. Nowi ludzie nie bardzo chcieli z Dzwonnikiem współpracować, nawet bliska znajomość z Munikiem na niewiele się zdała. Urzędnicy znali trudny charakter Dariusza Dzwonnika, jego nieustępliwość, skłonność do utarczek słownych, konfrontacji i załatwiania prywatnych interesów pod płaszczykiem działalności społecznej.

Plakaty wyborcze z 2010 r. Foto: graffiti24.pl. Kliknij, aby powiększyć.

Prezes „Concordii” powoli zaczął być spychany na margines, a środowisko skupione wokół Regionalnej Izby Gospodarczej i Witolda Maćkowiaka – zięcia Andrzeja Kantorskiego właściciela Zakładu Pracy Chronionej „Roka” i dziesiątek innych spółek rozsianych po całym kraju – zaczęło być Dzwonnikiem zmęczone.

Porażką okazało się referendum zorganizowane w 2005 r. przez Piotrkowską Inicjatywę Obywatelską firmowaną przez Marcina Pampucha w sprawie odwołania prezydenta Chojniaka. Cała akcja propagandowa, w którą zaangażowany był także Dzwonnik spaliła na panewce.

W 2010 r. ponownie starał się o mandat radnego, do polityki usiłował wciągnąć także swojego najstarszego syna Marcina, jednak obaj przegrali z kretesem. Wyborcy nie zaufali człowiekowi, który miał opinię watażki.

W tym samym roku przegrał proces o zniesławienie S. Sipy szefa Okręgowego Związku Piłki Nożnej w Piotrkowie, natomiast rok później do piotrkowskiego sądu trafił akt oskarżenia przeciwko działaczom Klubu Sportowego „Concordia” w sprawie o finansowe machlojki. Prezes Dzwonnik, powiedział wtedy: „Nie mam sobie nic do zarzucenia i o finał procesu jest spokojny. Wierzę w sprawiedliwość i cieszę się, że sprawa trafia do sądu, bo daje to możliwość dokładnego jej wyjaśnienia.”

W kwietniu 2015 r. sąd II instancji uznał Dzwonnika winnym wyłudzenia dotacji z Urzędu Miasta na rzecz klubu i skazał go na rok i 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz grzywnę 5 tys. złotych, ten w wypowiedzi dla portalu „epiotrkow.pl” stwierdził: „Jestem głęboko zawiedziony. W mojej ocenie sąd nie zajął się tymi wątkami, którymi powinien się zająć i przedstawionymi dowodami. W mojej ocenie sąd popełnił bardzo duże błędy.”

Co ciekawe i szokujące wiceprezes Ziębakowski również skazany w tym procesie ( art.: > „Piotrkowski OSiR – przechowalnią przestępcy!”) otrzymał lukratywną posadę w Ośrodku Sportu i Rekreacji kierowanym przez dyrektora Heinzla.

Dariusz Dzwonnik już od dawna przestał być widywany „na mieście”, nie pojawia się w niegdyś życzliwych mu miejscach, co aktualnie robi? Dokładnie nie wiadomo.

→ (mb)

6.06.2017

• foto: © Mariusz Baryła / graffiti24.pl

 

 

8
5

One thought on “Dariusz Dzwonnik. Czy mnie jeszcze pamiętasz?

  • 06/06/2017 at 19:38
    Permalink

    „Jestem głęboko zawiedziony. W mojej ocenie sąd nie zajął się tymi wątkami, którymi powinien się zająć i przedstawionymi dowodami. W mojej ocenie sąd popełnił bardzo duże błędy.”

    Dlaczego nie jestem zdziwiona?

    12

    4
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.