Dla mnie aktorstwo jest zawodem rzemieślniczym – Marcin Januszkiewicz w rozmowie z Karoliną Filarczyk

Marcin Januszkiewicz – (ur. 1987 r.), piotrkowianin, jest absolwentem II LO w Piotrkowie i Akademii Teatralnej w Warszawie (2010), laureat 38. Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, ale także: piosenkarz, aktor, reżyser, scenarzysta, autor tekstów – jednym słowem człowiek orkiestra.
Kliknij, aby powiększyć.

Na swoim koncie ma występy u boku takich sław jak Marian Opania, czy Piotr Rubik. Od niedawna wokalista piotrkowskiego zespołu Amnezja. Mimo napiętego harmonogramu zawodowego udało nam się zamienić kilka słów, tuż przed niedawnym występem w łódzkiej Atlas Arenie u boku wspomnianego Piotra Rubika.

Karolina Filarczyk: W jednym z wywiadów powiedział Pan, że ogromną Pana pasją jest sport. Jak to się stało, że nie został Pan na przykład wziętym piłkarzem, a piosenkarzem i aktorem?

Marcin Januszkiewicz: Z prostej przyczyny, widocznie nie było talentu i warunków, żeby zostać zawodowym sportowcem. Owszem grałem w siatkówkę w drużynie juniorów w piotrkowskim Volley 5, grałem też w tenisa – uczyłem się u Wiesława Kozicy. Dotarło jednak do mnie szybko, że „z tej mąki chleba nie będzie”, że jest wielu kolegów lepszych ode mnie.

Artystyczne życie od zawsze mi towarzyszyło. Już panie już w przedszkolu angażowały mnie do wszelkich występów, potem w szkole podstawowej śpiewałem na akademiach. Prędko zdałem sobie sprawę, że umiem to robić i sprawia mi to przyjemność. Od zawsze słyszałem w głowie dźwięki, bez problemu zapamiętywałem melodie.

W Szkole Podstawowej nr. 2 w Piotrkowie Trybunalskim trafiłem na pana Bakalarza, który wziął mnie do swojego zespołu – dzięki „fasolkowemu” repertuarowi, podbijaliśmy każdą szkolną akademię – to był mój pierwszy kontakt z tym światem. A potem była Renata Toma w II LO w Piotrkowie. To ona właśnie, dzięki swojemu zaangażowaniu i poświęceniu, ukierunkowała mnie na dalszą drogę – to dzięki niej w dużej mierze, jestem tu, gdzie jestem.

Śpiew, czy aktorstwo… w której dziedzinie czuje się Pan najlepiej?

Nie umiem podjąć decyzji, co bardziej mnie pociąga – nawet nie chcę podejmować takiej decyzji. Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, reprezentuję sobą tzw. biseksualizm zawodowy (śmiech) – kiedy nie mam pracy jako aktor, to zawsze mam coś w zanadrzu, jako piosenkarz. A kiedy nie zajmuję się muzyką, to robię jakiś spektakl. Nie chciałbym ograniczać się tylko do jednej dziedziny. Sprawia mi ogromną frajdę, że mogę robić kompletnie różne od siebie rzeczy, których wspólnym mianownikiem jestem ja, bo oprócz tego jeszcze komponuję, piszę teksty, a ostatnio nawet zdarza mi się coś wyreżyserować.

A „Idol”? To była kolejna rzecz?

„Idol” to był prosty strzał. Zadzwonili do mnie z produkcji tego programu w zeszłym roku i zapytali, czy nie wziąłbym w nim udziału – stwierdziłem czemu nie. Od zeszłego roku nie jestem na etacie w żadnym teatrze, nie miałem wtedy żadnych priorytetów zawodowych, ponadto od dwóch lat próbuję przebić się z własną muzyką, własną popową płytą, którą od dawna mam już w kieszeni – stwierdziłem, że może to jakaś okazja.

Niestety, nie udało się przejść dalej. Nie żałuje pan?

Oczywiście, że nie żałuje! Dość szybko zorientowałem się, jakimi prawami rządzi się ten program, i że ja jestem tam kompletnie od czapy. Włączając teraz telewizor, czy kanał na YouTube i widząc to, co reprezentują sobą finaliści stwierdzam, że to naprawdę jest  żenujące. W jakimś sensie cieszę się, że wyeliminowano mnie we wczesnym etapie tego programu.

W każdy występ wkłada Pan wiele energii. Śpiewając o cierpieniu, ów ból jest niemal wyczuwalny. Nie ma obawy, że z czasem to zaangażowanie zniknie, że za szybko wypali się Pan zawodowo? Czy jest jakiś sposób, na wyładowanie emocji, dajmy na do przez pójście na siłownie, czy…

Ja chodzę na korty (śmiech). Dla mnie aktorstwo jest zawodem rzemieślniczym , który polega na posługiwaniu się emocjami. Każdą z nich trzeba umieć pokazać na komendę, co może bardziej prowadzić do spalenia emocjonalnego, niż do wypalenia. W moim odczuciu wypalić się można pracując w fabryce przez 10 lat. Staram się jednak zachować bezpieczną granicę, bo o wiele bardziej interesuje mnie życie , a nie wykonywany zawód – nic za wszelką cenę.

W tegorocznym, 38. już Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu zdobył Pan  Grand Prix. Nagroda została przyznana za wykonanie hymnu narodowego. Posunięcie bardzo odważne – nawet publiczność nie bardzo wiedziała jak ma się zachować podczas występu. Jedni stali na baczność, inny przysłuchiwali się , jak zwyczajnej piosence.  Nie bał się Pan skandalu, posądzenia o profanację, zwłaszcza, że w obecnej sytuacji politycznej, czepiają się nawet biało-czerwonych pasów na jezdni? Skąd pomysł w ogóle na taki dobór repertuaru?

Zainspirowała mnie anegdota mojego przyjaciela, który opowiedział mi historię swojej koleżanki, studentki grafiki, która na pracę dyplomową w warszawskiej ASP miała złożyć książkę – i złożyła Biblię. Jej wybór wprowadził w ogromną konsternacje grono akademickie. Profesorowie zastanawiali się, jak podejść tematu, jak w ogóle poddać ocenie coś, co w naszym kraju jest rzeczą bardzo delikatną. Dla jednych Biblia to przedmiot sacrum, dla innych zwykła książka bez większego znaczenia. Mnie chodziło właśnie o ten moment zawahania, który powstał u wykładowców. Ułamki sekund, które uruchomiły w nich jakiś rodzaj schematycznego myślenia, jakby spoza nich samych. To samo odczucie chciałem właśnie przenieść hymnem na scenę. I udało się. Pojawiło się zaskoczenie i niepewność. Podczas wykonywania hymnu na eliminacjach nikt nie wstał, dopiero po występie ludzie podchodzili do mnie i mówili, że odczuwali pewną niewygodę i skrępowanie, nie wiedzieli jak się zachować. Dopiero w trakcie finału, kiedy fama się rozniosła po Wrocławiu, że „gość śpiewa hymn” – część widowni wstała.

Mnie bezmyślne wykorzystywanie symboli narodowych mierzi, czasem smuci, ale czy to było jakoś bardzo odważne? Konsultowałem całą sprawę z moim przyjacielem prawnikiem,  pojawiły się oczywiście pewne wątpliwości i obawy, ale on stwierdził, że jeśli występ nie jest ewidentną zniewagą hymnu to nic nie stoi na przeszkodzie, by go wykonać. Ci, którzy widzieli moją interpretację wiedzą, że była czysta, prosta i skromna, ale może przez to  jakże wymowna.

Spotkały Pana na okoliczność konkursu jakieś nieprzyjemności? Kto odwołał koncert, bo „to ten od hymnu”? Czy wprost przeciwnie – nowe propozycje popłynęły szerokim strumieniem?

Paradoksalnie obydwie „strony” mogą być zadowolone z tego wykonania. Jedni mówią, że był to silny manifest, swoisty „Protest-song”, z drudzy, że ktoś nareszcie wykonał patriotyczny utwór.  Do kalendarza wpadło też parę koncertów więcej; być może w końcu zaowocuje to wydaniem płyty „Osiecka po męsku”, którą mam w głowie od jakiegoś czasu. Teraz sprawa nabrała tempa – jestem porozumieniu z fundacją „Okularnicy” i radiową Trójką, być może na jesień w końcu ukaże się ten album – zobaczymy.

O „Idolu” zapominamy, na półce kolejna nagroda. Wspominał Pan o planowanych wydawnictwach płytowych, coś jeszcze jest w planach?

24 maja mam premierę w jednym z warszawskich teatrów, potem zabieram się za spektakl, do którego tworzę scenariusz i reżyseruję go. W pierwszej połowie lipca premiera w Sopocie, w teatrze „Atelier”, później przygotowuję się do dużego przedsięwzięcia w Zamościu (widowisko słowno-muzyczne na podstawie wierszy Bolesława Leśmiana). Oprócz tego jestem już oficjalnie wokalistą piotrkowskiego zespołu Amnezja, z którym mamy plany płytowe. Ponadto piszę teksty, także na zamówienie, terminy gonią. Na razie nie narzekam na nadmiar wolnego czasu.

→ rozmawiała: Karolina Filarczyk

16.05.2017

• foto: archiwum prywatne M. Januszkiewicza

• czytaj także: > Nasz człowiek – Marcin Januszkiewicz – w „Idolu”

• więcej wywiadów i tekstów Karoliny: > tutaj

 

 

 

3
6

4 thoughts on “Dla mnie aktorstwo jest zawodem rzemieślniczym – Marcin Januszkiewicz w rozmowie z Karoliną Filarczyk

  • 19/05/2017 at 12:25
    Permalink

    Nie ma to jak wylać pomyje, a samemu nie zrobić nic…
    Gratuluję – typowy Polak…

    0

    6
    Reply
    • 20/05/2017 at 00:45
      Permalink

      Nie ma to jak cenzurować cudze poglądy, próbując do tego użyć narodowości jako obelgi.
      Gratuluję, również znajomości tytanomachii. Kalipso dość gościnną nimfą była.

      6

      0
      Reply
  • 17/05/2017 at 19:16
    Permalink

    Zapomniałem dodać, że chodziło o opolskie „Debiuty” sprzed 4 lat! 8)

    6

    0
    Reply
  • 17/05/2017 at 14:37
    Permalink

    Nie znam osobiście tego Pana, ale trochę o nim słyszałem i wiem od kilku osób, że w każdym etapie edukacji był butnym i zakochanym w sobie narcyzem (najgorzej było ponoć w G5)… a śpiewakiem jest średnim – ja też tak mogę, zresztą nie tylko JA!!! A jak sobie przypomnę jego „mokowski” występ z lipca 2014, to mi się słabo robi – raz się darł jak nieco zapomniany E. Staniaszek, którego sb cenię od samego początku (choć przed VOP go nie znałem), a innym razem śpiewał falsecikiem jak jakiś homoś… no słuchać się tego nie dało, a o jego wygranej w „Debiutach” to chyba tylko jego exbelfrowie pamiętają! :/ Ciekawe czy w przedszkolu też gwiazdorzył?! Tego lepiej chyba nie wiedzieć… :p
    Wiem, wiem zaraz będę posądzony o ból 4 liter, bycie zazdrosną miernotą itp.

    A na nomenklaturowym skądinąd epiotrkow.pl, jakiś jego dawny rówieśnik (może młodszy kolega?) napisał tak: „Znam go doskonale z SP2, już wtedy wyżej …. niż …. miał!” Może coś w tym jest? 😉

    7

    5
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.