Amerykański nalot na syryjską bazę

W nocy z 7 na 8 kwietnia 2017 r. 59 pocisków typu Tomahawk wystrzelonych z dwóch amerykańskich okrętów znajdujących się na Morzu Śródziemnym precyzyjnie trafiło w bazę sił powietrznych prezydenta Syrii Baszara el-Asada zlokalizowaną w pobliżu miasta Homs.
Kliknij, aby powiększyć.

Atak na al-Shajrat został przeprowadzony z niszczycieli USS Ross i USS Porter i był odwetem za wtorkowy, syryjski nalot z użyciem sarinu – śmiercionośnego gazu bojowego na miejscowość Chan Szajchun, który spowodował śmierć w męczarniach blisko 90 cywilów, w tym 30 dzieci.

Lata wcześniejszych prób zmiany zachowania Asada nie odniosły skutku, i to bardzo dramatycznie. W wyniku tego kryzys uchodźczy pogłębia się, a region wciąż się destabilizuje, zagrażając Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom – powiedział prezydent USA Donald Trump wkrótce po wydaniu rozkazu do odpalenia rakiet.

We wtorek syryjski dyktator Baszar al-Asad dokonał okropnego ataku za pomocą broni chemicznej na niewinnych cywilów. Używając śmiercionośnych związków V, Asad zdusił życie bezbronnych mężczyzn, kobiet i dzieci. To była dla wielu powolna i brutalna śmierć. Nawet piękne niemowlęta zostały okrutnie zamordowane w tym barbarzyńskim ataku. Żadne dziecko Boga nie powinno nigdy doświadczać takiego horroru – dodał Trump.

Prezydent Rosji Putin, wspierający przywódcę syryjskiego el-Asada, określił amerykańską operację próbą „odwrócenia uwagi społeczności międzynarodowej od licznych ofiar wśród ludności cywilnej w Iraku”, natomiast armia syryjska nazwała wydarzenie „jawnym atakiem agresji”.

W porannych komentarzach świat zachodni staje po stronie amerykanów, którzy występując w roli globalnego szeryfa wysłali wyraźny sygnał, że mają już dość tej brudnej wojny, w której dziesiątkowana jest ludność cywilna.

→ (mb)

7.04.2017

• foto: pentagon

• źródło: CNN.com

• czytaj także: > „Chłopiec z Aleppo”

 

 

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.