Polska polityka zagraniczna – Gazeta Trybunalska

Polska polityka zagraniczna

Polska od 1997 r. jest w NATO i od 2004 w Unii Europejskiej. Te dwa fakty właściwie wyznaczają kierunki polskiej polityki zagranicznej.

Ale sytuacja na świecie staje się dynamiczna, i to co wczoraj było oczywiste i zdawało nas zbliżać się do końca historii, dzisiaj na skutek wydarzeń ostatnich lat wymaga przedefiniowania dotychczasowej strategii. Przede wszystkim UE przechodzi tak duży kryzys, że nie wiadomo, czy za parę lat diabli nie wezmą całą tej międzynarodowej organizacji.

Wielka Brytania opuszcza już szeregi unijne, a jeśli we Francji wygra pani Le Pen i ten kraj pójdzie w ślady Anglików, to wtedy rozpad będzie przesądzony. Do tej sytuacji przyczyniła się nieodpowiedzialna polityka migracyjna Niemiec, ale nie tylko, bo np. w Szwecji strach zagląda w oczy rdzennym mieszkańcom. Muzułmanie robią, co chcą, a rządy zachodniej Europy zamiatają brutalne napaści na białych pod dywan.

Profesor Krzysztof Szczerski w wydanej ostatnio książce zauważa, że Europa nie dość, że zamiast dawać swym obywatelom więcej wolności, coraz bardziej tę wolność ogranicza, to jeszcze pozbawia się dobrowolnie jednego z podstawowych filarów swojego istnienia, a mianowicie ruguje z prawodawstwa i obyczajów, wartości chrześcijańskie, które stanowią o godności każdej istoty ludzkiej.

Wolny przepływ towarów, usług i ludzi jest wielkim osiągnięciem, lecz niewystarczającym. Potrzebne jest spoiwo łączące poszczególne kraje, a tym spoiwem może być jedynie wspólna wartość, jaką powinno być poszanowanie drugiego człowieka, ale nie poprzez wyznawanie ateizmu i tzw. humanizmu, nie opartego na żadnej sile wyższej. Europa próbuje popełnić samobójstwo poprzez wyzbywanie się wiary w Boga, przy okazji szydząc z jego coraz mniej licznych wyznawców.

Prof. Szczerski twierdzi, że idea państwa narodowego nie zawiera sprzeczności z ideą wspólnoty europejskiej. Ognia nie gasi się benzyną, dlatego pomysły eurokratów proponujące na wszelkie kłopoty Unii jeszcze więcej Unii wydają się szaleństwem. Nasz kraj próbuje się temu szaleństwu przeciwstawić, współtworząc grupę wyszehradzką, ale czy kilka niezbyt dużych państw jest w stanie zahamować staczanie się do przepaści pozostałych?

Dla nas Unia jest niezwykle ważna, nie możemy pozostać osamotnieni, bo jak wiemy z historii, wówczas albo poddamy się woli możnego protektora, albo przestaniemy istnieć, jako niezależny byt państwowy. Nie zdołamy w żaden sposób sami, czy nawet przy pomocy kilku państw, zatrzymać upadku Europy. Możemy tylko liczyć na to, że dojdzie na naszym kontynencie do na tyle wstrząsających i groźnych wydarzeń, że Europa ratując swój tyłek, zawróci z drogi prowadzącej do całkowitej katastrofy.

Jeśli chodzi o NATO wiele będzie zależeć od nowej administracji amerykańskiej. Dzisiaj nie sposób przewidzieć, jak się zachowa prezydent Donald Trump, i czy jego sympatia dla Putina wytrzyma próbę czasu. Zresztą, ja osobiście, nie bardzo wierzę, że NATO przyjdzie nam z pomocą w razie ataku konwencjonalnego. Ten brak wiary wynika nie tylko z doświadczeń historycznych naszego kraju, ale przede wszystkim z faktów, które widać gołym okiem.

Gdyby rządom natowskim rzeczywiście zależało na obronie Polski, już teraz stacjonowałoby na naszej ziemi co najmniej 20 tys. żołnierzy innych państw, posiadających wysokiej klasy sprzęt bojowy, w tym rakiety uzbrojone w broń atomową. Wtedy i tylko wtedy nabrałbym wiary, że nie zostaniemy skazani na własne siły. Ostatni przykład: Rosja zabrała Krym Ukrainie, pomimo gwarancji, jakich udzieliły państwa zachodnie, że Krym zostanie częścią Ukrainy, jeśli ta odda będącą na jej terytorium broń atomową. Tak też się stało, broń została oddana, a co zrobił Zachód po bezczelnej agresji Rosji? Niewiele. Nałożył sankcje ekonomiczne i na tym się skończyło. Z nami może być podobnie.

Nie ma w tym zresztą niczego dziwnego. USA mają swoje globalne interesy i jeśli chcą nie stracić pozycji światowego hegemona, muszą zatrzymać Chiny, szczególnie ich handel drogą morską. Poza tym będą próbować zbudować jakieś porozumienie z Rosją przeciwko Chinom, co im się zresztą nie uda, bo Putin zręcznie lawirując pomiędzy tymi potęgami zrobi co się da, by ugrać jak najwięcej dla siebie. Niewiele ma atutów poza gazem i ropą, i oczywiście, bronią atomową, której jednak nie może użyć, bo gdyby nawet wygrał wojnę jądrową, panowałby nad skażoną przez setki, czy tysiące lat ziemią bez ludzi.

Słusznie ktoś powiedział, że bomba atomowa powinna dostać Nagrodę Nobla, bo jak nic dotąd, przyczynia się do utrzymania globalnego pokoju. Jednak to ogromny kraj o nie wyzyskanym potencjale. Polacy powinni obawiać się raczej jakiejś formy wojny hybrydowej ze strony Rosji. Dlatego należy się na potęgę zbroić na własną rękę i liczyć, że to wystarczy do zatrzymania nieprzyjaciela aż NATO przybędzie z pomocą, albo modlić się i czekać na cud.

Jedno mnie pociesza – może i Rosja chce odbudować imperium, ale na szczęście gospodarczo jest na tyle niewydolna, że nie da rady prowadzić kilku wojenek na raz. I w tym sensie, każde osłabienie Rosji działa na naszą korzyść, a każde jej wzmocnienie jest dla nas groźne. I nie ma co liczyć, że Rosja się zmieni. Żyje ona w podobnym systemie od setek lat i pewnie tyle jeszcze trzeba czasu na wprowadzenie w niej demokratycznych zmian. Jeśli to w ogóle możliwe.

→ Zbigniew Rutkowski

9.03.2017

• foto: pixabay.com

 

 

2
0

One thought on “Polska polityka zagraniczna

  • 10/03/2017 at 13:08
    Permalink

    Obserwując rządzących i opozycję, do czego prowadzą nasz nieszczęsny kraj, z nami na pokładzie, Panie Autorze – POZOSTAJE MODLITWA I CZEKANIE NA CUD! Dotyczy to wezwanie nie tylko Polski ale i całej Europy.

    2

    1
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.