Walentynki, walentynki, do licha!

Walentynki. Święto, które gości u nas zaledwie od ćwierć wieku. Zwyczaj dedykowany wszystkim zakochanym.

Ja bym może powiedziała: wszystkim kochającym. Różnica może niewielka w nazwie, ale istotna w treści. I mająca uzasadnienie w historii pochodzenia. Świętych Walentych było kilku, z upływem czasu zlali się w obraz jednej postaci. Dzisiaj nie ma to już znaczenia, ważne jest przesłanie.

Myślę, że w walentynki wcale nie jest więcej zakochanych, tylko bardziej się rzucają w oczy. Może zachowują się bardziej otwarcie i swobodnie, ośmieleni nadanym przez uroczysty dzień prawem. Zdarza się, że bywają obiektem kpin lub otwartej niechęci, bo wokół zdarzają się osoby samotne, które czują się zranione widokiem szczęścia innych.

Żyjący w pojedynkę przeważnie cierpią z powodu samotności. Często temu zaprzeczają. Samotność jest postrzegana jako rezultat jakiegoś defektu; jeżeli dzieje się w młodości, budzi podejrzenia. Później staje się pretekstem do współczucia. Bo tak naprawdę, niewielu jest ludzi, którzy decydują się na nią. Zwykle jest rezultatem niekorzystnych wydarzeń, złych zawirowań życiowych.

Czy w naszym społeczeństwie obserwuje się nacisk na życie w związku? Dla osób samotnych, zwykłe, wynikające z życzliwej ciekawości, pytanie: „Jak tam, masz kogoś?” może wydawać się nachalne; nierzadko jest krępujące. Czy jest to nacisk? W pewnym stopniu tak: bycie w związku postrzegane jest jako „normalne”. Czyjaś samotność budzi zdziwienie, zaniepokojenie. Ktoś, kto jest sam, jest inny, a inność przeważnie budzi lęk; nie lubimy osób, których życie odbiega od utrwalonego, bezpiecznego wzorca.

Walentynki jednak nie są opresyjne, jak chcieliby je widzieć niektórzy single. Walentynki nie narzucają, nie żądają łączenia się w pary. Walentynki to święto tych, którzy przekazują sobie znaki miłości. Zarzut, że jest „za dużo miłości” jest raczej chybiony? Każda okazja jest dobra, żeby być ciepłym i milszym, niż zwykle. Zarzut, że jest to sztuczne święto, mające za cel napędzanie sprzedaży, również wydaje się być naciągany. 14. lutego jest niedługo po szaleństwie wydatków bożonarodzeniowych i sylwestrowych, a przed Wielkanocą. Budżety domowe są osłabione. Balon – serce, pizza w knajpce czy wspólny wypad do kina mieszczą się w nim. Poza tym, Walentynki nie muszą być świętem komercyjnym, ponieważ istnieją nieskończone sposoby wyrażania uczuć. Bezkosztowe.

„Święto miłości”, uplasowane w najzimniejszym miesiącu roku, to dobry pomysł. Kiedy, jak nie teraz, potrzeba nam ciepła, łagodności, żywszego spojrzenia? Skulonym od zimna ciałom bystrzej krążąca krew nadaje koloru. Stężałe mięśnie łagodnieją, choćby na ten jeden dzień. Otuleni kocem, spod przymkniętych powiek, leniwie obejrzymy sobie jakiś aksamitny film.

Pogardzanie komediami romantycznymi en bloc jest chyba przejawem specyficznego szpanerstwa, nie wypada przecież w towarzystwie przyznać się do łezki w oku podczas oglądania „Dumy i uprzedzenia” czy „Bezsenności w Seattle”. To takie mało hipsterskie. Czy tęsknota do szczęśliwego zakończenia jest oznaką głupoty i niedojrzałości?

Tak naprawdę, uwielbiamy kicz. Kicz daje radość, poczucie niezobowiązania, dziecinnej radości, nielękania się, że coś się pobrudzi czy potłucze. Kicz jest tani. Jest bezpieczny. Przyznać się: kto nie tęskni do kolorowych jarmarków? A tam się sprzedaje czerwone korale dla ukochanej, obarzanki do chruptania we dwoje (nie mylić z kukurydzą)…

Dla świeżo zakochanych – radość, idylla, szczęśliwość i słodycz. Dla par z trzydziestoletnim stażem – okazja do przypomnienia i powtórzenia dawnej żarliwości… Nieśmiali, w tym ogólnym szaleństwie czerwonych serduszek i poduszeczek, odważą się może na wyznanie swoim bogdankom uczuć; nieśmiałe może się zdobędą na uśmiech w kierunku miłego… I jeszcze jedna, niedoceniana funkcja walentynek: skłóceni mogą się ze sobą pogodzić. W tym dniu można zapomnieć o tym, co wypada, kto rządzi, a kto wyjdzie na słabeusza, przepraszając. Jeśli się nie uda, zawsze można zrzucić swoje zachowanie na karb tego, że się uległo nastrojowi chwili. I kłócić się dalej.

Tak, czy owak, walentynki to afirmacja życia, wiara w powodzenie, triumf witalności. Naturalnie, nikt nie zabrania zignorowania tego święta, ale bojkot i sabotaż to przesada.

→ Maryla Miła

14.02.2017

• foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• więcej tekstów Maryli : > tutaj

 

 

2
3

2 thoughts on “Walentynki, walentynki, do licha!

  • 14/02/2017 at 19:30
    Permalink

    W „Noc Kupały” to dopiero była ruja i porubstwo!

    3

    1
    Reply
  • 14/02/2017 at 18:36
    Permalink

    Walentynki – święto miłości czy spółkowania, a raczej anglosaski wymysł do robienia lódziuf (nie błąd, a specjalnie!) w kieszeń. I tyle w tem temacie. Święto kopulowania w słowiańskim, szczególnie polskim kręgu kulturowym jest NOC KUPAŁY czyli szukanie paproci w najkrótszą noc; na to jest zgoda i przyzwolenie. A nie jakieś Walentynki??!!!! A i jeszcze ten święty jest jednocześnie patronem epileptyków i innych drżących.

    4

    0
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.