Dyskusja polityczna

Studio telewizyjne. U szczytu stołu – redaktor prowadzący. Po jego lewej stronie zasiadł poseł partii Y, Alojzy Mops, naprzeciwko zajął miejsce poseł ugrupowania Z, Wincenty Karakuł. Redaktor rozciągnął  usta w sztucznym uśmiechu i zagaił:

– Poproszę panów o ustosunkowanie się do zagadnienia podatków. Podnosić je, a może obniżać, oto jest pytanie – tu prowadzący zarechotał, wyraźnie zadowolony z siebie – to może zacznie pan Mops.

Wywołany do odpowiedzi, świński blondyn, dosyć tłustawy, o małych niebieskich oczkach, skrytych za okrągłymi okularkami, nerwowo załamując palce, zaczął dosyć pospiesznie mówić:

– Można dodać jeszcze jedną opcję do tych dwóch wymienionych przez pana redaktora, a mianowicie, ani nie podnosić ani nie obniżać. Majstrowanie przy podatkach jest niebezpieczne i może źle się skończyć dla naszej gospodarki – tu przerwał i zanim zdążył powiedzieć coś więcej, redaktor zwrócił się do drugiego uczestnika dyskusji:

– A pan Karakuł, co sądzi o tym zagadnieniu?

Ten z kolei był wysokim brunetem, o zapadłej twarzy. Głos miał niski, stentorowy.

– Zupełnie nie zgadzam się z moim przedmówcą. Należy jak najszybciej obniżyć podatki, a najlepiej w ogóle je znieść.

– To wariacki pomysł – przerwał przedstawiciel partii Y – nie uwzględniający istotnych potrzeb państwa, które ma swoje obowiązki wobec obywateli.

– Tak, szczególnie wobec pana i pana partii, bo akurat jesteście u koryta – zdenerwował się Karakuł.

– Panowie, panowie – łagodził sprzeczkę prowadzący – bardzo proszę o powstrzymanie się od osobistych wycieczek.

Mops poczerwieniał i wysyczał w kierunku przeciwnika: – A ciekawe z czego utrzymuje pan dwoje nieślubnych dzieci? Z państwowych dotacji?

– Co, zazdrościsz mi pan? Jak się już nie może, to lepiej się tym nie chwalić.

– No, to już bezczelność – Mops wyglądał, jakby zaraz miał wybuchnąć. Panie redaktorze, ja w takich warunkach dyskusji prowadzić nie zamierzam.

Dziennikarz z rozpaczą rozejrzał się dokoła, jakby w nadziei, że ktoś przyjdzie mu z pomocą. Ponieważ nikt się nie zjawił, musiał coś zrobić.

– Panowie, ja bardzo proszę – rzekł umęczonym głosem – wróćmy do dyskusji o podatkach.

– Jak można poważnie rozmawiać, kiedy rozmówca jest człowiekiem nieokrzesanym – nie ustawał Mops – i zachowuje się w sposób chamski.

– Chamski? – zapytał Karakuł – a kto tu wspomina o nieślubnych dzieciach? Dlatego uważam, że należy znieść podatki, żeby tacy, jak on – tu wskazał na konkurenta politycznego – nie mieli dostępu do żadnych dotacji na prywatne życie. Ja za swoje wydatki płacę z własnej kieszeni.

– Nic a nic pan nie rozumie z polityki państwa – wyniośle odezwał się przedstawiciel partii Y – z podatków finansuje się wojsko, szpitale i szkoły, a nie pańskie kochanki.

– A, co pan nigdy nie miał kochanki? Współczuję – uśmiechnął się złośliwie członek ugrupowania Z .

– Ja sobie wypraszam, to niedopuszczalne –Mops wstał z fotela –  żądam przeprosin.

– Za co, to chyba ja tu zostałem obrażony? Zresztą nie potrzebuję przeprosin od jakiegoś prostaka. Nie masz pan zdolności honorowej.

– Panowie, panowie – jęknął redaktor – ja proszę…

– Prostaka, prostaka? – zaperzył się Mops – tak mnie nazywasz? Nie mam zdolności honorowej? – to mówiąc przechylił się nad stolikiem i uderzył otwartą ręką w twarz Karakuła. Ten zerwał się z siedzenia i chwycił Mopsa za gardło. Obaj runęli na stolik, który załamał się pod ich ciężarem, wobec czego znaleźli się na podłodze studia. Przerażony redaktor prawie przestał oddychać. Całkiem stracił głowę. Kamery nadal pracowały, mikrofony również. Widać było turlających się po wykładzinie polityków. Któryś z nich wycharczał przytłumionym głosem:

– Puszczaj chamie, daruję cię zdrowiem.

Dalej trzymali się za gardła, przy czym jeden próbował kopnąć drugiego w kostkę i ugryźć go w ucho. Prowadzący dyskusję nieco ochłonął i zwrócił się do telewidzów:

– Proszę państwa, i tak dobiega końca ta niezwykle interesująca rozmowa o podatkach. Widać, że nasi goście jeszcze zażarcie dyskutują, ale my zapraszamy na kolejny program z cyklu „Jeden idiota na drugiego idiotę”, o przepraszam, pomyliłem się, oczywiście „jeden na jednego”…

Nie zdążył dokończyć, bo posłowie zerwali się na nogi i pobiegli do dziennikarza.

– Jak powiedziałeś kretynie? Nazwałeś nas idiotami? – oburzył się Karakuł.

– Tak rzeczywiście nas nazwał – zdumiał się Mops – co z nim zrobimy?

– Damy mu w mordę – Karakuł wystrzelił prawym prostym w zęby redaktora. Ten poleciał z fotela do tyłu w kable oświetlenia. Musiał niektóre z nich pozrywać, bo w studio i na ekranach telewizorów zapanowała ciemność. Ale mikrofony działały, a przynajmniej ten prowadzącego, gdyż zdołał wybełkotać:

– Dzisiaj wystąpili posłowie Mops i Karakuł oraz ja, Maciej Dzięcioł. Do zobaczenia za… – widocznie zemdlał, albo wyłączono fonię, bo nie dokończył. Po chwili widzowie zobaczyli, że ekran pojaśniał i pojawił się  napis: „Reklamy”.

→ Zbigniew Rutkowski

25.02.2017

• foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• więcej opowiadań Z. Rutkowskiego: > tutaj

 

 

3
3

One thought on “Dyskusja polityczna

  • 25/02/2017 at 17:13
    Permalink

    Tak wygląda wolność wypowiedzi i tolerancji. Nie tylko w Polsce i w Piotrkowie.

    6

    4
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.