Druga kadencja, a potem demencja

Rok temu wybraliśmy partię, która notorycznie spełnia obietnice wyborcze, choć wielu tego się nie spodziewało.

Oczywiście, każdej opozycji trudno dogodzić i gdyby PIS nie robił nic szczególnego, to byłoby źle, zaś gdy przekracza plan legislacyjny, jest jeszcze gorzej. Zamiast jednak zająć się zmianą ordynacji wyborczej oraz przyczyną tej zmiany, przeanalizujmy metody odbierania władzy, posługując się wiedzą historyczną, śledząc przebieg rozwoju ludzkości.

Od kiedy ludzie pierwotni zaczęli się gromadzić w grupy społeczne, przyświecała im potrzeba wyłaniania przywódcy, wodza, kogoś odpowiedzialnego za przeżycie. Z biegiem czasu wykreowały się trzy cechy, które gwarantowały przejmowanie władzy. Były nimi: siła, inteligencja i zamożność.

Można zatem obalić aktualną władzę pięścią, podstępem, bądź za dotację zorganizować przewrót. Państwa kierujące się przemocą, są określane mianem kultury turańskiej, zaś bogactwo wpłynęło na rozwój struktur władzy, która podbijała innych kulturą, aczkolwiek z wieku na wiek stawała się coraz bardziej przeżarta dyktatem. Z biegiem czasu dyktatury zamieniały się w tyranie oświecone, a siepaczy zaczęły zastępować hordy urzędników. W Chinach istniały specyficzne egzaminy, które wyłaniały średnią warstwę aparatu władzy, podczas gdy w Europie liczyło się jak zwykle urodzenie i stan posiadania.

Od początku też przykładano wagę do zachowania ciągłości władzy. Najlepszą i najbardziej efektywną okazała się dziedziczność, która umacniała rody i służyła kumulacji majątku. Nie muszę tutaj dodawać, że ten rodzaj sukcesji rozpowszechnił się w całym świecie cywilizowanym i przetrwał tam, aż do czasu wprowadzenia doktryny demokracji. Oczywiście istniało spore zróżnicowanie, między poszczególnymi monarchiami, jednak idea była wspólna, władza musiała być niepodważalna, a przejście na wyższy poziom hierarchii społecznej, miał być niemożliwy dla przeciętnego obywatela w jego świadomości.

Władza wszelako potrzebowała coraz więcej złota, by opłacać aparat zarządzania i prowadzone wojny, stąd musiała zapożyczać się u Żydów bankierów, których a priori nie szanowała, ale była zmuszona w pewnym stopniu tolerować. Bankierzy musieli znosić upokorzenia, wetując to sobie w sposób relatywny, aż wreszcie doszło do tego, że byli masowo wysiedlani z takich monarchii jak Hiszpania, Francja, Niemcy, czy Anglia. W odwecie, to oni zajęli się wywoływaniem rewolucji, które w ciągu wieku zmieniły mapę polityczną naszego kontynentu.

W Rosji powstało państwo bolszewickie, zaś w krajach zachodnich demokracje, na wzór tego, co miało miejsce w Stanach Zjednoczonych. To właśnie tam po raz pierwszy wprowadzono dwu kadencyjność na najwyższym szczeblu w systemie prezydenckim. Kiedy kandydat republikanów Thomas Jefferson na swoim przemówieniu pożegnalnym 11 września 1796 roku, ogłosił, że nie będzie ubiegał się o trzecią kadencję i tym samym wyznaczył niepisaną tradycję dwu kadencyjności. Należy przypomnieć że konstytucja nie ograniczała maksymalnej liczby kadencji prezydenta. Dopiero wybranie Franklina Delano Roosevelta w 1940 roku na trzecią, a w 1944 roku na czwartą kadencję, spowodowało, że uchwaleniem 22 poprawki w 1947 roku uregulowano prawnie tę kwestię.

Zatem demokracja stała się konieczna, by ukrócić monopol na władzę, co wiązało się ze zniesieniem monarchii lub zostawieniem jej we formie symbolicznej, stanowiącej relikt przeszłości. Wybrany mógł być teraz każdy, kto dysponował odpowiednią liczbą stronników, wrodzoną zapalczywością, a także umiejętnością przekonania osób niezdecydowanych. W tym celu posłużono się w Rosji rewolucją bolszewicką, obalając carat, choć efekt końcowy „nie bardzo odpowiadał europejskim standardom”, zaś żydokomuna, miała być odpowiednikiem lewackiej, masońskiej agentury, którą opłacali bankierzy zrzeszeni w uniach walutowych. Później nastąpił zamach na Lenina wykonany przez Esterkę Fanny Kaplan, a w kolejności późniejszy okres „wielkich czystek”, czyli okres stalinizmu.

Demokracja powojenna powstała na bazie dolara, który umożliwiał zadłużać się całemu światu i realizować w Europie oraz Stanach programy socjalne. Samo głosowanie stało się hollywoodzką farsą, albowiem mieliśmy już do czynienia z dynastią wybieralnych, którzy kupowali poparcie w mediach i spełniali warunki tajnych organizacji pozarządowych. W końcu i tak rywalizacja zmierzała w kierunku duopolu, gdzie toczy się walka pomiędzy dwoma partiami, a jej wyniki są z góry ustawiane i raczej przypomina ping-pong, ekscytując społeczeństwo efektowną i często wulgarną walką wyborczą.

Czy zatem ukrócenie możliwości ciągłego wybierania tych samych sługusów, choćby jedynie na poziomie plebejsko-samorządowym cokolwiek zmieni i da możność dokonania radykalnych zmian, odsuwając od władzy zasiedziałych oligarchów, którzy nie mają pomysłu na cokolwiek i stworzyli wygodne synekury dla swoich rodzin? To pytanie pozostawiam, jak na razie bez odpowiedzi.

→ Marek Niegodajew

8.02.2017

• grafika: barma / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• więcej tekstów M. Niegodajewa: > tutaj

• o wyborach samorządowych w Europie czytaj: > tutaj

 

 

7
1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.