Czego nauczył się PiS?

Wybory do Sejmu w 2005 roku wygrał PIS przed PO. Zanim jednak do tego doszło, przeprowadzono kampanię wyborczą, początkowo bardzo spokojną, która pod koniec zaostrzyła się, głównie z powodu gwałtownych ataków Platformy na Prawo i Sprawiedliwość.

Powszechnie oczekiwano zwycięstwa jednej z tych partii, wiedząc, że po aferze Rywina, SLD osiągnie marny wynik i do władzy już nie wróci. Spodziewano się raczej zwycięstwa PO, stało się jednak inaczej. Wybory wygrał PIS, jednak nie dość wysoko, by rządzić samodzielnie.

Polacy liczyli więc na zapowiadaną już wcześniej wielką koalicję PIS i PO, która miała zmieść pozostałości PRL-u z życia publicznego i ożywić gospodarkę. Rzeczywiście po wyborach doszło do rozmów liderów obu ugrupowań, skończyły się one jednak niepowodzeniem. Dzisiaj już wiemy, że nie doszło do porozumienia na skutek postawy Tuska, który stawiał na tyle wygórowane żądania co do resortów, jakie miała objąć jego partia. Jarosław Kaczyński nie miał innego wyjścia poza zerwaniem rozmów.

Tusk nie działał w ten sposób, tylko na skutek urażonej ambicji. Ostatnio, jeden z najwybitniejszych opozycjonistów z czasów komuny, Krzysztof Wyszkowski, stwierdził, że Tusk był przez 10 lat przygotowywany na przyszłego przywódcę. Możemy domyślać się, kto go szkolił. Ci, którzy znali przyszłego premiera z czasów gdańskich i późniejszych, mówili, że był zupełnie pozbawiony charyzmy, dość niezdecydowany i niepewny siebie. Szkolenie dało jednak doskonałe rezultaty. Zupełnie inny człowiek – twierdzili jego znajomi – pewny siebie, bezwzględny, pozbawiony skrupułów, mogący zmieniać poglądy z dnia na dzień, bez kręgosłupa moralnego. Zapewne, w czasie rozmów z PIS-em wypełniał przede wszystkim polecenia swoich mocodawców, tak jak przed tym wyciął dwóch z trzech tenorów oficjalnie zakładających Platformę.

PIS miał trzy możliwości: przeprowadzić błyskawicznie nowe wybory, co nie było rzeczą prostą, zawrzeć inną koalicję, lub oddać formowanie rządu PO. Wybrał drugie rozwiązanie; zawarł koalicję z Samoobroną i LPR. Taki związek groził wybuchem i do niego za dwa lata doszło. W tym czasie PIS przeprowadził kilka reform, z których najważniejszą niewątpliwie była obniżka podatków. Pomogła ona nie tylko w latach 2005-2007, ale także później, w okresie światowego kryzysu.

Był to zresztą moment najlepszego poziomu życia dla większości obywateli w całej historii III Rzeczpospolitej i dużego wzrostu gospodarczego.

Trudno jednak zrozumieć dlaczego J. Kaczyński desygnował na premiera K. Marcinkiewicza, polityka z trzeciego szeregu partii. Po 9 miesiącach usunął go z tej funkcji i sam został premierem. Walczono wtedy z wielkim układem i nie bardzo udawało się odkryć gdzie się ukrywa. Nie rozumiano w PIS-ie, ze istnieją wyłącznie małe i większe układy, że tworzą skomplikowaną sieć, w której poszczególne elementy raz ze sobą walczą, a innym razem zawierają nietrwałe sojusze w celu obrony wspólnych interesów.

Tymczasem minister Ziobro i inni zamiast zmieniać prawo i tym samym likwidować poszczególne patologie, zajęli się ściganiem pojedynczych przestępców, co niczego w Polsce nie zmieniało i dodatkowo dawało paliwo opozycji i podległym im mediom, które postarały się o przyprawienie Kaczyńskiemu i całemu PIS-owi gombrowiczowskiej gęby „ciemniaków”, „moherów” itp. Kiedy premier postanowił „załatwić” Leppera, uczynił to skutecznie i doprowadził do przedwczesnych wyborów, z nadzieją, że wygra je bez trudu.

Kampania wyborcza PIS-u była powtórzeniem tej z 2005 roku. Znowu pojawiły się oskarżenia o korupcję i układy. Był to błąd kardynalny, bowiem politycy powinni pamiętać, że nie ma co liczyć na wdzięczność wyborców. Co z tego, że żyło im się lepiej. Polacy mieli dość nieudolnego ścigania przestępców, woleli hasła Platformy, że zbuduje ona nowoczesny kraj i doprowadzi nas do tego, że staniemy się prawdziwymi Europejczykami. Zaczęło się „dobijanie moherów”, mówiąc słowami pewnego ministra spraw zagranicznych. PO wygrała i triumfowała oraz miłowała nieprzyjaciół swoich – jak twierdził z trybuny sejmowej nowy premier Tusk. Następne 8 lat rządów partii miłości miało pokazać na czym ta miłość polegała, choćby poprzez występy we wszelkich telewizorniach prof. Stefana Niesiołowskiego i filozofa Janusza Palikota.

Natomiast społeczeństwo, owszem, dostało najdroższe na świecie autostrady (po co?, wystarczyłyby znacznie tańsze drogi szybkiego ruchu), stadiony, orliki i aqua parki. mnóstwo pieniędzy, zawyżone ceny. Dlaczego? Ktoś się przecież musiał dorobić. Afera goniła aferę, dużą część zamiatano pod dywan. Politycy rządzący stali się bezkarni, nawet gdy zawierali umowy na najdroższy gaz na świecie na dziesiątki lat. Media rozpływały się nad wspaniałością nowej władzy i nad nienawistnym milczeniem Kaczyńskiego. Po katastrofie smoleńskiej zyskaliśmy potężnego przyjaciela – Putina. Era szczęśliwości miała trwać wiecznie, jako że rządzący nie mieli z kim przegrać.

Ale z pieniędzmi w budżecie jest tak, że kiedy wydaje się je bez sensu – zaczyna ich brakować. Nie pomoże nawet prezes Banku Narodowego, bo nie ma skąd dosypać, choćby i chciał. OFE już okradzione.

I tu zaczynają się problemy. Najpierw wybory prezydenckie. 100% pewniak, urzędujący prezydent Komorowski (jak mogli Polacy wybrać kogoś takiego na najwyższy urząd nie rozumiem i zawsze będę się za swoich rodaków wstydził, że to uczynili), przegrał z nikomu prawie wcześniej nieznanym Dudą.

Powiało grozą wśród europejskich Polaków, ja natomiast odetchnąłem z ulgą. Jeszcze jednej kadencji Komorowskiego chyba bym nie wytrzymał. A kiedy PIS wygrał wybory samodzielnie odetchnąłem jeszcze bardziej. Nie upłynął nawet tydzień od wyborów i rozpoczęły się gwałtowne ataki opozycji, tak w kraju, jak i zagranicą.

Tym razem jednak PIS już nie popełnia poprzednich błędów. Zaczął od zmian prawnych i zmian w instytucjach. Część mediów wreszcie go popiera, dużo zrobił niedoceniany dotąd internet. Walka trwa a nie zostały otworzone wszystkie fronty. Dobrze, że Prawo i Sprawiedliwość nie przejmuje się instytucjami europejskimi i robi swoje. Najważniejszy sprawdzian nadejdzie za trzy lata. Bo jeśli zmiany, które wprowadza mają przetrwać, trzeba napisać nową konstytucję. A do tego potrzeba jest większość 2/3 liczby głosów w parlamencie.

→ Zbigniew Rutkowski

9.02.2017

• grafika: fragment logo PiS

• więcej tekstów Rutkowskiego czytaj: > tutaj

 

 

2
3

3 thoughts on “Czego nauczył się PiS?

  • 09/08/2017 at 12:04
    Permalink

    Idealnym kandydatem jest oczywiscie Bartek, ktory u boku Antoniego Macierewicza „wiele sie nauczyl, nabral oglady, rozwinal swoj talent organizacyjny”. Sebastian K. znalazl sie pod takim naciskiem prokuratury, ze ze stresu doznal porazenia nerwu twarzowego i nie zdal na wymarzone studia.

    0

    1
    Reply
  • 10/02/2017 at 18:41
    Permalink

    Mam nadzieję, że ten komentarz z odnośnikami się ukaże. Piszę taką uwagę, ponieważ zaobserwowałem, że na tę stronę wchodzą wrodzy hejterzy i sabotażowe trolle i co niektóre nie bardzo wygodne i politycznie poprawne wpisy usuwają czy blokują albo banują. Wobec Polski kilka państw ma różne roszczenia i pretensje. I o nich należy wiedzieć, mówić, ostrzegań i informować polskich obywateli. Niemcy nie mają z nami podpisanego Traktatu Pokojowego i na tej podstawie, co JEST w niemieckiej konstytucji zawarowane uważają, że obowiązywać powinny granice z 1937, a więc Śląsk, Warmia, Mazury, całe Pomorze, część Wielkopolski mają wrócić do Vaterlandu. Rosja chce mieć tutaj sferę wpływów politycznych i gospodarczych bezwarunkową i jedyną, z eksploatacją bogactw i ekonomii polskiej, jak było za PRL – stocznie pracowały praktycznie dla armatorów radzieckich ok.80%, wydobyli wszystek uran dla swojej bomby atomowej, nadal pragną nas łupić. Ukraina ma żądania terytorialne, już nie tylko Przemyśl, Rzeszów, również prastary ukraiński gorod KRAKÓW, takie są marzenia, a jak są, to prędzej czy później zostaną z siłą wyrażone (w Polsce już jest 1,5 miliona ukraińskich emigrantów, z 10% z nich to agenci ukraińskich SS). Białoruś chce województwo podlaskie z Białymstokiem. Czechy resztę Śląska Cieszyńskiego. Litwa okolice Sejn. Słowacja skrawki Orawy. Państwo Izrael poprzez organizację HEART od Polski chce 65 miliardów $ za majątek ofiar Holokaustu, od Czech coś również i Węgrów, lecz mniejsze kwoty, bo to mniejsze kraje. Jest czego się obawiać. A w polityce nawet najbardziej fantazyjne sprawy mogą i są wykorzystywane i realizowane byle dały korzyści, wpływy i władzę. Teraz odnośniki o sytuacji Polski pod władzą PiS –
    http://www.pch24.pl/religia-holocaustu–a-polskie-obozy-smierci,49308,i.html
    http://www.legitymizm.org/sprawa-kazimierza-ujazdowskiego
    http://prawy.pl/45798-czyz-to-nie-szczesliwa-wina/
    Prawda, że ciekawe i do dyskusji odnośniki. A podobnych jest multum. Prawdziwe czy nie bardzo prawdopodobne warte są przemyślenia, rozważenia i obgadania, aby więcej wiedzieć, nie być zaskoczonym rozwojem sytuacji i znaleźć drogi wyjścia, nie można się dać zaskoczyć fantazyjnymi nawet problemami i kłopotami, jakie by one nie były możliwe, czy niemożliwe. Kłaniam się i pozdrawiam tych wrogich trolli i hejterów takoż.

    3

    1
    Reply
  • 09/02/2017 at 20:06
    Permalink

    Panie Autorze jest Pan optymistą, jednak mam wątpliwości…. . Dobry tekst. Jednak nie uwzględnia on, że w Polsce JEST agentura wpływu obcych i sąsiednich mocarstw, która realizuje sprzeczne, wręcz szkodliwe, z dobrem Polski obce interesy. A większość Polaków okłamana, zmanipulowana, zdezinformowana i bez wiedzy ogólnej, a szczególnie historycznej będzie głosować wbrew sobie i na zasadzie – „zrobię babci na złość i odmrożę sobie uszy”. Mnie jest wstyd, że po 1990 roku Polacy wybrali na prezydenta Polski pana towarzysza komunistę Kwaśniewskiego Aleksandra. Lecz jest ważna i fundamentalna zasada – „nie ważne kto, na kogo i jak głosuje, ważne, kto liczy głosy, a jeszcze ważniejsze, kto sporządza listy wyborcze i desygnuje liczących do komisji wyborczych”. Rozumiemy się?

    5

    4
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.