Katastrofa drogowa pod Piotrkowem – nocne usuwanie skutków zdarzenia

Już od rana 26 stycznia 2017 roku podpiotrkowską wieś leżącą przy autostradzie A1 okupowały wozy transmisyjne największych stacji telewizyjnych i radiowych w kraju. Ogromny karambol na autostradzie nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego wzbudził zainteresowanie również na świecie.

Jechałem z Częstochowy – mówił nam uczestnik katastrofy – Droga nie była śliska. Pod Piotrkowem pojawiła się lekka mgła, ale za zjazdem na A1 w kierunku Łodzi, tuż za wiaduktem nagle mgła zrobiła się gęsta jak mleko. Zacząłem zwalniać, bo już wiedziała że coś się stało. Po chwili poczułem uderzenie i zjechałem na pobocze…

Kliknij, aby powiększyć.

Karambol rozpoczął się od zderzeniu dwóch tirów. Była godzina 8:45 rano. Kabina jednego z nich zgnieciona została niczym harmonia, co może świadczyć o dużej prędkości W ciągu kilku minut rozbitych było już kilkadziesiąt pojazdów. Wszystko działo się około 1500 metrów od granic Piotrkowa na wysokości wsi Polesie i Bąkowiec.

Po kilkunastu minutach zjawiły się pierwsze wozy ratunkowe: straży pożarnej, pogotowia ratunkowego i policji. Natychmiast trzeba było przystąpić do gaszenia samochodów, które zaczęły się palić oraz do wydobywania rannych zakleszczonych w zgniecionych autach. Ogółem w tym miejscu zniszczonych zostało 46 pojazdów, w tym kilkanaście tirów.

Tymczasem kierowcy jadący na przeciwnym pasie autostrady, od strony Łodzi, zaczęli zwalniać. Ponoć nawet otwierali okna i próbowali telefonami komórkowymi robić zdjęcia. Oczywiście doprowadziło to do kolejnej kraksy, na szczęście już nie tak groźnej. Poważnie zniszczonych zostało 30 pojazdów. Autostrada w obie strony została zablokowana. Objazd wyznaczono przez Srock.

Z całego regionu piotrkowskiego na miejsce zdarzenia przyjechały 22 jednostki Straży Pożarnej, a ponadto dwa specjalne wozy ratownicze z Łodzi. Teren zabezpieczało około stu funkcjonariuszy policji. W karambolu ucierpiało około 50 osób. Z tego 34 trafiły do szpitali w Piotrkowie, Pabianicach, Tomaszowie Mazowieckim, Bełchatowie i Łodzi. 5 osób było w ciężkim stanie.

To cud – stwierdził pracujący przy akcji ratowniczej strażak – że tutaj nikt nie zginął.

Na miejscu wypadku rozpoczęło pracę kilka wozów transmisyjnych stacji telewizyjnych i radiowych. Informacja poszła w świat. Informacje spod Piotrkowa zdominowały inne wydarzenia z kraju. Przekazywały je też stacje zagraniczne.

Akcja była sprawnie prowadzona. Zapewniono ciepłe napoje i koce dla poszkodowanych. Teren został zabezpieczony i oświetlony.

Strażacy usuwający skutki karambolu pokazali mi polną myszkę, która przebiegła obok mojej nogi. Powiedzieli, że ona chyba zgłupiała, bo od kilku godzin tutaj biega i nie boi się ludzi.

Dopiero o godzinie 19.00 otwarty został ruch na pasie w stronę Częstochowy. Natomiast całkowity ruch w tym miejscu prawdopodobnie zostanie przywrócony dopiero w późnych godzinach nocnych.

To największy karambol drogowy w Polsce, nieco mniejszy, w którym brało udział 71 pojazdów wydarzył się grudniu 2010 r. w Międzyświeciu, między Bielskiem-Białą a Cieszynem.

Gdy o godzinie 20.30 wracaliśmy do Piotrkowa, na podpiotrkowskich drogach znów zaczęła pojawiać się mgła, więc to niestety może nie być koniec skutków „czarnego czwartku” na piotrkowskich drogach…

→ Paweł Reising

26.01.2017

• foto: © Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

 

 

2
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.