Święto samorządowca

Pochód ruszył z wielkiego placu w centrum miasta X w kierunku Rynku Staromiejskiego, na którym kilka lat temu postawiono pomnik zasłużonego samorządowca, sfinansowanego ze zbiórek wdzięcznych mieszkańców.

Na czele pochodu maszerowali dobosze, dziarsko bijąc w bębny, za nimi dwóch osiłków dźwigało wielki, rozwinięty transparent z napisem „Niech żyje samorząd”. Dopiero za transparentem szli w pierwszym szeregu burmistrz ze swoją świtą. Ubrani byli w żupany przetykane srebrną nicią i ozdobione wymyślnymi haftkami oraz złotymi guzami. Na głowach mieli sobolowe czapki.

W pewnej odległości za nimi podążali pozostali uczestnicy pochodu, zasłużeni obywatele miasta, odziani w drogie garnitury. Na końcu wlekli się, najmniej ważni, w nieco podniszczonych ubraniach, zazdrośnie wpatrując się w plecy idących przed nimi. Na chodnikach uformowali się zwykli mieszkańcy, bez żadnych zasług, machając monotonnie chorągiewkami z herbem grodu.

Nad całością rozciągał się błękit wiosennego nieba, rozświetlony radosnymi, z niewiadomego powodu, promieniami. Pochód przemierzał główny deptak miasta, powoli i dostojnie. Niekiedy tylko zza pleców stojących na ulicach ludzi wyrywały się głośne okrzyki:

– Złodzieje, złodzieje!

Burmistrz zerkał niespokojnie, a jego nalana twarz drgała w niemiłym grymasie, wydatny zaś brzuch podrygiwał niespokojnie.

– O co im chodzi? – zwrócił się do swojego sekretarza, osobnika niskiego i szczupłego, o chytrej, lisiej twarzy.

– Myślę, Wasza Wielmożność, że niczego nie dostali i burzą się.

– Czy oni zgłupieli – burmistrz nie mógł zrozumieć – sądzą, że dla wszystkich wystarczy? Nigdy tak w historii nie bywało, żeby hołota, poza odpadkami, więcej dostawała.

Sekretarz zgiął się w ukłonie.

– Mądre, jak zwykle są słowa Waszej Dostojności. Aliści hołota ostatnio głowy podnosi, o jakowejś demokracji przebąkuje, praw się domaga i podarków od władzy oczekuje.

Mówiąc te słowa, sekretarz pochylił głowę i w tej niewygodnej postawie, twarz wykręcił w górę, w stronę burmistrza, zgadując, czy się nie gniewa, za te słowa niebaczne.

Burmistrz zastygł na chwilę i oczy do nieba wzniósł.

– A tośmy Panie, czasów doczekali – wymruczał – i co z nimi zrobić? – pytanie, może i retoryczne, sekretarz odebrał, jako zwrócone do niego.

– A może by tak nahajkami po grzbietach im przelecieć, to zawsze skutkowało – zaproponował.

– Skutkowało, albo i nie. Różnie to w dawnych czasach bywało. A nuż większy ogień wznieci? – burmistrz nie był przekonany – a zresztą od czego ciebie mam. Wymyśl, co mądrego, bo jak nic, za próg wyrzucę i psami poszczuć każę.

– Tak jest, Wasza Prawomyślność – sekretarz skulił się i starał się być niewidoczny.

Tymczasem pochód zbliżał się z wolna do Rynku i wchodził w wąskie uliczki, pamiętające najazdy Tatarów i Szwedów. Z okien starych kamienic sypały się na uczestników owego marszu pierwsze wiosenne kwiaty. Jakaś niewiasta, pewnie nieświadoma, że przed jej oknami najwyżsi dostojnicy miejscy przechodzą, wylała na głowy przechodzących miskę brudnej wody, z okrzykiem:

– Mam już tego dosyć! – nie wiadomo do kogo skierowanym. Służby miejskie interweniowały.

Czoło pochodu docierało już do miejsca docelowego i przed oczami wchodzących na rozległy plac, otoczony starożytnymi kamieniczkami, ukazał się trzymetrowej wysokości posąg odlany z brązu.

Przedstawiał postać w długiej todze, z prawą ręką wyciągniętą w przód, wprost w kierunku uczestników marszu. Lewa ręka spoczywała swobodnie, nogi oparte były na okazałym, marmurowym postumencie. Twarz z pomnika kogoś przypominała, aczkolwiek niedokładnie, raczej była to jakby kontaminacja  oblicza Juliusza Cezara, Kaliguli i Józefa Wissarionowicza.

Dobosze i niosący transparent stanęli z boku. Werble miarowo uderzały w bębny, kiedy z podanym sobie wieńcem burmistrz powoli zbliżył się do pomnika i złożył kwiaty, opierając je na postumencie, na którym wyryty był napis „Chwała i cześć zasłużonym pracownikom Samorządu”. Po kolei podchodzili następni, w kolejności szarż i zasług. Wkrótce płyty wokół pomnika pokryte były grubą warstwą kwiatów. Burmistrz wygłosił przemówienie. Ponieważ nie różniło się niczym od wielu innych, nie będziemy go tu powtarzać. Po jego zakończeniu najwyższy urzędnik miasta zapowiedział tombolę – zabawę ludową i loterię fantową.

Główną nagrodą był samochód osobowy. Jak to zwykle, bywa nagrodę tę, zupełnie przypadkiem, wylosowała żona burmistrza. Niektórzy głośno wyrażali niezadowolenie. Tymi zajęła się straż miejska. Po uciszeniu zamieszek, zagrała orkiestra i pierwsze pary ruszyły w tany. Piwo i inne trunki lały się strumieniami. Jedną z beczek z piwem ufundował sam burmistrz, poświęcając na ten cel pieniądze z kasy miejskiej, przeznaczone na nagrody dla niektórych urzędników. Ludność, widząc ten hojny gest, zgotowała burmistrzowi spontaniczną owację. Nie klaskali wyłącznie ci urzędnicy, którym zabrano zasłużony chleb.

Zabawa trwała do późnego wieczora. Już księżyc wpłynął na granatowe niebo i już wielu poległo snem sprawiedliwych w bramach i pomiędzy straganami, gdy z nagła dał się odczuć dość silny podmuch wiatru. Początkowo nikt na to nie zwrócił uwagi. Jednak gdy podmuchy powtórzyły się raz i drugi ze zwiększoną siłą, zaczęto wznosić oczy w górę, w kierunku nieba, na którym pojawiły się nie zapowiadane czarne, potężne chmury.

Nagle niebiosa otworzyły podwoje i wylały na miasto ogromne ilości wody. Po chwili kompletnie przemoczeni mieszczanie zniknęli w pobliskich bramach. Wtedy odezwały się grzmoty, narastające z wolna do ogromnego huku, przypominającego wystrzały armatnie. Pioruny biły w dachy kamienic, aż wreszcie jeden z nich, najpotężniejszy, trafił w czubek głowy posągu, na skutek czego cały posąg rozpadł się w drobne kawałki. Lud zdumiony i przerażony patrzył na gruzy symbolu samorządu.

Tymczasem burza powoli cichła, tylko bezgłośne błyskawice przecinały sine od chmur niebo.

Ludzie w milczeniu rozchodzili się do domów, otrzepując ubrania z kropel deszczu. Niebo wreszcie się wypogodziło i nastała cicha, wiosenna noc. Nawet pojawiła się jeden biały obłok, który z wolna ułożył się w napis „ Szlag i tak was w końcu trafi”.

→ Zbigniew Rutkowski

18.12.2016

• foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

 

 

4
2

One thought on “Święto samorządowca

  • 18/12/2016 at 21:15
    Permalink

    Tak. A na OLX pojawiło się kolejne ogłoszenie: gruz darmo oddam.

    2

    2
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.