Jacy są bohaterowie?

W moim już dość długim życiu miałem okazję poznać, co najmniej, kilkunastu bohaterów. Piszę te słowa bez żadnej ironii. Dokonywali oni niezwykłych czynów, wymagających wielkiej odwagi, odwagi na którą nigdy by mnie nie było stać. Wielu z nich już nie żyje.

Jedni walczyli z okupantami w czasie II Wojny Światowej, inni dawali świadectwo heroicznych czynów w latach stalinizmu i później w czasach PRL-u. Pierwszą taką osobę spotkałem w Polskim Ośrodku Społeczno Kulturalnym w Londynie. Był on kombatantem walk z hitlerowcami na szlaku bojowym Polskiej Armii na Zachodzie.

Kiedy dowiedział się ode mnie, że jestem obywatelem Polski Ludowej i w Londynie przebywam jednie czasowo, stał się niezwykle ostrożny w swoich wypowiedziach. Prawdopodobnie uznał mnie za komunistycznego szpiega, który przyjechał tutaj infiltrować środowisko polonijne. Pamiętam też, że jego zachowanie trochę mnie uraziło, bo żadnym szpiegiem nie byłem, lecz też nie miałem sposobu, żeby go o tym przekonać. Poza tym zdradzał pewną tchórzliwość w zachowaniu, co, przynajmniej dla mnie, kontrastowało z jego wojenną przeszłością. Zresztą wkrótce mnie pożegnał i odszedł, jakby obawiając się, że niebacznie zdradzi mi jakąś tajemnicę.

Miałem kiedyś sąsiada, ojca szkolnego kolegi, który walczył pod Monte Casino , bardzo spokojnego i cichego człowieka, trzymającego się na uboczu życia towarzyskiego. Zajmował się naprawą samochodów i był tyranizowany przez własną żonę. Nigdy nie mówił o swojej wojennej przygodzie. Myślę, że osoba nic o nim nie wiedząca, nie domyśliłaby się, że ma przed sobą bohatera.

Znałem też ludzi walczących w partyzantce. Jedni po wojnie przeżyli katownie ubeckie i żyli dalej, często osiągając wysoką pozycję społeczną, czy naukową. Inni, po traumatycznych doświadczeniach, nie potrafili dostosować się do nowej rzeczywistości, żyjąc w poczuciu krzywdy i niespełnienia. Niektórzy rozpili się, spadli na dno i już się z niego nie podnieśli.

Ale znałem też bohaterów, dowódców oddziałów grup partyzanckich, którzy po odsiedzeniu politycznych wyroków komunistycznych sądów, prowadzili aktywne życie. W czasie wojny, a także po niej potrafili toczyć krwawe walki z Niemcami i Rosjanami, odbijać więźniów z katowni Gestapo czy UB, wykonywać wyroki śmierci na zdrajcach narodu polskiego.

Z niektórymi rozmawiałem, pytając przede wszystkim, jak radzili sobie w tych trudnych warunkach w lesie, w czasie walk, jak również o to, jak utrzymywali dyscyplinę wśród swoich żołnierzy, z których większość stanowili młodzi chłopcy, pragnący spotkań z dziewczynami, albo napicia się alkoholu. Okazało się, że w różny sposób, ale radzili sobie bez trudu, podobnie, jak ze stresem, którego nie odczuwali. Nie odczuwali też wahań.

Jeśli podjęli decyzję o jakiejś akcji, wykonywali ją zdecydowanie, nie przeżywając wówczas żadnych rozterek. Słuchałem tych odpowiedzi z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony podziwiałem odwagę i upór tych ludzi, porównując je z moimi ciągłymi wątpliwościami i wieczną niepewnością, czy dobrze czynię podejmując się jakiegoś działania. Z drugiej strony zauważyłem, że odwaga i stanowczość bohaterów, których miałem poznać, może wynikać po prostu z braku ich wyobraźni.

Człowiek z bujną wyobraźnią w naturalny sposób przewiduje różne sytuacje, jakie mogą się wydarzyć w związku z działaniami zbrojnymi, w tym najgorsze, czyli śmierć na polu walki, lub choćby poważna rana, niewola, czy tortury zadawane przez wroga. Ale istnieją ludzie, którzy nie biorą takich możliwości pod uwagę i to właśnie nierzadko skutkuje tym, że te tragiczne możliwości ich omijają.

Zwykle zakładają, że wszystko się uda, lub po prostu o tym przed akcją nie myślą, a jeżeli trafią do więzienia, potrafią tam przetrwać tortury i przesłuchania, myśląc o tym, co będą robić po wyjściu na wolność. Są urodzonymi optymistami, osobami głęboko wierzącymi w ich słuszną sprawę, pojmującymi życie prosto, dla mnie chwilami aż boleśnie za prosto. Tym niemniej oni tworzą trzon każdej armii, oni są wzorami dla innych, oni wykonują najtrudniejsze zadania.

Nie po to zostali żołnierzami by dyskutować, ale by wykonywać rozkazy i to takie, o jakich inni powiedzieliby, że to szaleństwo. Nie ma wielu takich ludzi, dlatego wszystkie armie i wszystkie wywiady biją się o takie osoby. Natomiast porozumienie w sensie ludzkim pomiędzy zwykłymi osobnikami, których jest większość, a owymi wybranymi do bohaterskich czynów może być poważnie utrudnione. Jedni z drugimi niezbyt się rozumieją, tak jak wzajemnie nie rozumieją swych motywacji życiowych.

Podobnie ma się rzecz z bohaterami „Solidarności”. Jedni z nich usunęli się w cień życia społecznego, żyjąc skromnie z mizernej renty, czy emerytury, z kolei inni porobili kariery w polityce, albo biznesie i czują się w obecnej Polsce, jak pączki w maśle. Nie dość tego, potrafili zmienić na tyle poglądy, że potrafią bronić byłych esbeków, nie wierzą, że Wałęsa był „Bolkiem”, a nawet poznałem kogoś, kto w stanie wojennym został internowany, a teraz twierdzi, że Jaruzelski był wielkim człowiekiem i mężem stanu.

Napisawszy to wszystko, złapałem się na refleksji, że po pierwsze na bohatera się nie nadaję i zamiast poczuć smutek oraz zawód, poczułem, że to bardzo dobrze się stało. Bohaterowie nadają się na pomniki, a ja wolę zdecydowanie żyć spokojniej i robić, to na co mam ochotę niż walczyć o coś, zdobywać i wykazywać się. To są zajęcia męczące i kto wie, czy z wielkiego człowieka nie zostałbym wielką świnią. A tak, ponieważ jestem leniem i łapserdakiem, moje życie najbardziej mi odpowiada.

→ Zbigniew Rutkowski

17.12.2016

• foto: facebook.com

 

 

6
2

2 myśli na temat “Jacy są bohaterowie?

  • 18/12/2016 o 12:40
    Permalink

    Synek w PO to i tata wspiera KOD i PO. Tą panią już dawno nie powinni piotrkowianie wybierać na posła RP. Lekarz powinien leczyć pacjentów a jak zapomniał jak to się robi, powinien wyleczyć się sam. W stanie wojennym wspierałem tego pana z siwym wąsem krzycząc wraz z innymi na manifestacjach w Łodzi i w Warszawie „Chcemy Lecha nie Wojciecha” i oraz „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści” . I co nam to dało?

    4

    2
    Odpowiedz
  • 18/12/2016 o 00:47
    Permalink

    Dobre! Bardzo dobre !!!!! Mam podobne odczucia i przeżycia !!!!!!! „Jacy są bohaterowie?” Rozumiem, że dzisiejsi, z ostatnich circa 30 lat? Jeżeli tak? „TO ŻADNI !!! – niestety”. Pisze Pan Autor: „krwawe walki z Niemcami i Rosjanami”. Hmmm! Proszę pisać z „Sowietami” albo „.ludziami. RADZIECKIMI”, bo chodzi o walkę z Armią Czerwoną, będącą Armią Rosji Sowieckiej czyli Związku Sowieckich Republik, ZSRR – Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, a w takiej ARMII byli nie tylko i przede wszystkim Rosjanie, lecz również przedstawiciele ponad 120 narodów i ludów żyjących w ZSRR. Komunizm, przepraszam za wyrażenie KURWIŁ wszystkich i każdego, jako jednostkę i zbiorowość. Sprowadzanie jedynie wrogów do Rosjan jest trochę dla nich krzywdzące i niesprawiedliwe. Niestety !!!!!!! I trwa to do dziś, czego mamy przykład z dzisiejszych warszawskich ulic pod Sejmem i Prezydenckim Pałacem. Pozdrawiam ,przeciwników ideowych i politycznych również, bardzo mocno i szczerze !!!

    2

    1
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.