Matki potwory

W moim, już dość długim życiu miałem kilkanaście okazji poznania bliżej matek-potworów.

Skąd się takie matki niszczące własne dzieci biorą? Najlepszą odpowiedź na to pytanie daje fragment wiersza angielskiego poety W.H. Audena. Cytuję z pamięci: „To prawda znana nawet przez dzieci, Ci, którym wyrządza się zło, sami zło czynią w odwecie”.

Większość matek-potworów doznała fizycznej i psychicznej przemocy w dzieciństwie od najbliższych osób i już jako dorosłe osoby, może nie całkiem świadomie, postanowiła wziąć odwet za swoje krzywdy

W dzieciństwie, kiedy moi rodzice przeprowadzili się do Piotrkowa, poznałem kolegę, mniej więcej w moim wieku, z którym zaprzyjaźniłem się podczas wspólnych zabaw.

Poznałem też jego rodziców, bardzo miłego ojca i despotyczną, pełną gniewu matkę. Matka Jacka (tak miał na imię), nie znosiła mnie, uważając za złego ducha, który odciąga jej syna od prac fizycznych, do których go zapędzała. Jacek był słabego zdrowia, miał astmę i jak każde normalne dziecko wolał się bawić niż zbierać pomidory, ogórki, jabłka i gruszki. Kiedy zdał maturę, dostał niezłą, spokojną, dobrze płatną pracę w pewnym urzędzie.

Niestety, pod naciskiem matki, zwolnił się i założył sklep warzywno-owocowy. Wyjeżdżał po towar o czwartej rano, dźwigał ciężkie skrzynie, sklep otwierał o 9 rano, zamykał o 18 wieczorem. Po jakimś czasie zaczął pić wieczorami, a w niedzielę przez cały dzień. Potrafił wtedy wpić litr mocnej wódki.

Widziałem, jak leczył kaca wermutem. Po kilku latach zaczął odczuwać bóle w okolicy brzucha. Poszedł leczyć się do znachora, zgodnie z życzeniem matki, zamiast pójść do lekarza. Proponowałem, że załatwię mu terapię odwykową. Nie zgodził się, bał się matki, bo nie zniosłaby tego, żeby znajomi dowiedzieli się, że jej syn jest alkoholikiem.

Wkrótce wylądował w szpitalu. Jego trzustka znajdowała się w fatalnym stanie. W czasie operacji zapadł w śpiączkę i po tygodniu, nie odzyskawszy przytomności, zmarł. Miał 42 lata. Był dobrym człowiekiem.

Na pogrzebie zjawił się tłum ludzi. Po kilku tygodniach spotkałem jego matkę. Powiedziałem, że gdyby Jacek tyle nie pił, dalej by żył. Była oburzona. Stwierdziła, że to brednie, Jacek wypijał najwyżej jedno piwo tygodniowo. Nie dyskutowałem z kimś, kto zakłamuje rzeczywistość. Matka wystawiła Jackowi pomnik na cmentarzu za 20 tys. zł.

Sporo lat temu, kolega ze studiów zaprosił mnie do Skierniewic na Sylwestra. Poznałem tam dwie ładne dziewczyny, zachowujące się w sposób niekonwencjonalny, ale interesujący. Przyjeżdżałem później do tego miasta przez kilka miesięcy, nie tyle do kolegi, ile po to, żeby spotykać się z tymi dziewczynami.

Zawsze trzymały się razem. Bywałem w ich mieszkaniach. Ojców nie było. Jeden odszedł, drugi pracował w Anglii. Były za to matki. Jedna, agresywna alkoholiczka sprawiła, że jej córka zdradzała nie tylko skłonności do alkoholu, ale była też z pewnością chora psychicznie.

Druga rodzicielka, miała czasami wzrok bazyliszka i jeśli zdarzyło się, że spojrzała na mnie, ciarki przechodziły mi po plecach. Brała leki psychotropowe. Jej córka, inteligentna osoba, chwilami sprawiała wrażenie niebezpiecznej, gotowej na jakieś szalone zachowanie, co też się zdarzało.

Będąc w Piotrkowie dostałem list od tego kolegi ze Skierniewic, w którym pisał, żebym raczej dał sobie spokój z tymi znajomościami, bo obie dziewczyny są lesbijkami. Pojechałem do nich jeszcze raz, by spytać, czy to prawda. Potwierdziły, że tak jest istotnie, i że od roku są parą. Spytałem o ich dzieciństwo. Jedna była wykorzystywana seksualnie przez kochanka matki, drugą wielokrotnie była bita skórzanym paskiem. Ze strachu chowała się pod łóżko. Wyjechałem i nie wiem, co się dalej z nimi stało.

W czasie studiów poznałem interesującego i zdolnego studenta z Warszawy. Bywałem wtedy dość często w stolicy i zawsze z przyjemnością się z nim spotykałem; przy okazji poznałem sporo ciekawych osób, także poetów i pisarzy.

W czasie wakacji Janek zaprosił mnie na tydzień do swojej rodziny, mieszkającej na Mazurach. Pogoda była piękna, małe jezioro ukryte wśród lasów, żadnych turystów. W domu był ojciec, matka i dwie młodsze siostry. O wszystkim decydowała matka. Nigdy wcześniej i nigdy później nie spotkałem podobnego potwora.

Duża kobieta, jasnowłosa, prawie się nie odzywała. Nie musiała. Wystarczyło jej spojrzenie. Mąż pracował od 5 rano do 11 wieczorem. Jeśli usiadł na chwilę na brzeżku krzesła, na jedno jej spojrzenie zrywał się na nogi i pomimo późnej godziny, natychmiast zabierał się do jakiejś pracy.

Ta kobieta miała w sobie jakąś niezwykłą magnetyczną siłę, siłę zdecydowanie złą i niezwykle destrukcyjną. Ja, co prawda, nie bardzo się nią przejmowałem, bo wiedziałem, że zaraz wyjadę i nigdy tu nie wrócę. Jej syn, czuł się, to było widać, fatalnie. Był zbyt wrażliwy, by wytrzymać tak duże ciśnienie.

Miał kłopoty z kobietami, ostatnia jego kochanka skarżyła się, że nie rozumie, dlaczego ją porzucił. Wkrótce po powrocie z wakacji napisał do mnie, że rzuca studia i wyjeżdża do rodziny w Chicago. Później dostałem list, że przeniósł się na Florydę. Następnie zamilkł. Kiedy kilka lat potem byłem w Londynie, próbowałem się do niego dodzwonić. Odebrał ktoś inny. Dowiedziałem, że Janek wyjechał na stałe do Meksyku. Okazało się, że matka wynajęła amerykańskich, prywatnych detektywów, aby odnaleźli jej syna. Na tę wieść uciekł do Meksyku. Nie chciał, żeby go dopadła. To było coś na kształt ratowania własnego życia. W rok po jego wyjeździe, pojechali do jego rodziców na wakacje, koledzy Janka. W domu wytrzymali jeden dzień. Następnego dnia wynieśli się pod namiot. Po powrocie, spytali skąd wiedziałem, że nie wytrzymają. „Bo tam byłem” – odpowiedziałem.

Wiele lat temu postanowiłem przypomnieć sobie lata dzieciństwa i spędzić lipiec na wsi, jak kiedyś u babki. Ponieważ z mojej rodziny nikt już na wsi nie mieszkał, znalazłem sobie „wczasy pod gruszą” w odległej ok. stu kilometrów wsi, zaszytej w lasach i „zabitej deskami”.

Zamieszkałem w osobnym pokoju, w domu 4 osobowej rodziny. Ojciec był nerwusem, mieszkał w osobnym pomieszczeniu i nie odzywał się do żony. Ta była zimną osobą, o skłonnościach do tyranizowania swoich dwojga dzieci – córki Karoliny i syna Roberta. Szczególnie odczuwał tę tyranię Robert i jednocześnie nie mógł bez niej żyć. Wrażliwy chłopak, bardzo silny fizycznie i słaby psychicznie.

Kiedyś pojechałem z nim do miasta. Chciałem zrobić kilka zakupów. Już po godzinie chodzenia po mieście zauważyłem, że robi się niespokojny. Chciał wracać. Nie dał się namówić na obiad w restauracji. Co było robić? Wróciliśmy. Widziałem nie raz, jak pił bimber z kolegami. Raz spróbowałem tego napitku. Miał co najmniej 60%. Po wyjeździe nigdy już ich nie spotkałem. Dopiero po latach natknąłem się przypadkowo na sąsiada tej rodziny. Spytałem, co się u nich dzieje. Matka już nie żyła, ojciec jeszcze się trzymał. Karolina rozbiła dwa małżeństwa i wyjechała gdzieś na Śląsk. Natomiast Robert zapił się na śmierć. Miał wtedy 37 lat.

Mógłbym opowiedzieć znacznie więcej takich historii, znanych mi osobiście. W tych opisanych tutaj zmieniłem imiona i pominąłem drastyczne szczegóły. Matki-potwory istnieją i nie są wyjątkami. Bardzo mnie zaskoczyło, gdy zorientowałem się, że ofiary nadal kochają swoich katów, co więcej, bronią tej miłości.

Kilkanaście lat temu w I programie Polskiego Radia wysłuchałem wywiadu ze znanym psychologiem. Zapytany, co można zrobić z takimi destrukcyjnymi matkami, odpowiedział: „Wiem, że to nie w mojej mocy, ale gdyby ode mnie zależało, takie matki wsadzałbym do więzienia. Ich niszczące działanie jest groźne dla całego społeczeństwa. W miesiącu przyjmuję co najmniej kilkanaście osób, skrzywdzonych przez takie matki. Niewiele mogę im pomóc”.

→ Zbigniew Rutkowski

16.11.2016

• foto: pixabay.com

 

 

6
5

2 thoughts on “Matki potwory

  • 17/11/2016 at 17:48
    Permalink

    Jeżeli są takie kobiety, A SĄ, to może oprócz intensywnego leczenia przez specjalistów od umysłów, powinni się nimi zająć księża egzortyści, bo to są wcielenia diabła. Oprócz więzienia oczywiście !!!! Ciekawe jak na ten tekst, na opis prawdy, zareagują feminazistki, z których wywodzą się wyżej opisane kobiety ???? Oj pojawią się wyzwiska, wulgaryzmy i agresja, oj pojawią !

    6

    3
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.