Kilka słów na dzień Wszystkich Świętych

Nie jest to żadne święto zmarłych, jak niektórzy je nazywają. Zmarli nie obchodzą swoich świąt.

To dzień wszystkich zbawionych i jako chrześcijanie powinniśmy o tym wiedzieć. Nie rozumiem, smutku jaki pojawia się 1 listopada. Powinniśmy być radośni, że tylu wiernych osiągnęło wieczną szczęśliwość. Lampki na grobach symbolizują dusze zbawionych. Niematerialny byt unosząc się do Nieba doznaje łaski zbawienia, więc nie powinien być trywializowany przez wypominki.

Kościół katolicki dba o dusze zmarłych, odprawiając msze św. w ich intencji. To nie dla nas żywych te msze, nie dla spokoju naszych sumień, to pomoc tym umarłym, którzy dopiero dążą do połączenia się ze swoim Panem, Jezusem Chrystusem. Mamy nadzieję, że wszyscy zostaną zbawieni, a na końcu, jak chciał zdaje się Szestow, nawet diabeł zostanie zbawiony. Co prawda, to już herezja.

Dlatego, tak bardzo bolesny jest dla mnie ten powszechny w naszej kulturze strach przed śmiercią. Z tym strachem radzili sobie już starożytni – Platon, Epikur, stoicy, Seneka i  wreszcie wyrosły w kręgu tej filozofii, św. Augustyn. Nie pora tu na rozwinięcie tematu, zajęłoby to zbyt wiele czasu. Można tylko powiedzieć, że w czasach św. Augustyna nasza wyobraźnia religijna była znacznie żywsza i obejmowała również zaświaty. Od XIX wieku obserwujemy wyraźny uwiąd tej wyobraźni, a zaświaty zupełnie znikły z widnokręgu myśli teologicznej. Nikt nie wierzy dzisiaj w beczki z piekielną smołą, w której smażą się grzesznicy. Te średniowieczne wyobrażenia nigdy nie zostały zmodyfikowane i nie rozumiem dlaczego brak jest współczesnego odpowiednika obrazów potępienia, ale i zbawienia.

Nie wszystkim jednak ten brak jest obojętny. Zdarzają się współcześni gnostycy, którzy chcieliby wiedzieć, jak tam jest i tęsknią za tamtym, lepszym światem, przy ogromnym zwątpieniu w ten nasz, przemijający świat. Może nazywanie ich gnostykami jest na wyrost, są to raczej ludzie poszukujący prawdziwej wiedzy. Niedawno odkryłem w internecie mój wiersz, o którym dawno zapomniałem. Myślę, że trochę się wiąże z powyższymi uwagami.

                     * * *
Niech się stanie ciemność powiedział.
Zgasił światło i położył się do łóżka.
Oni zaraz przyjdą, zaraz powiedzą jak tam jest.
Czekał cierpliwie odpychając natrętną myśl, że nikt
dzisiaj się nie przyjdzie. Słyszał oddech
wiatru, spływające po szybie krople deszczu,
smutną muzykę płynącą nie wiadomo skąd.
To były jedne jedyne głosy, jakie go dobiegały.
Mówiły mu o tym, o czym wiedział,
że wszystko jest rozbite i nie może się
połączyć, o braku nadziei, o powszechnym
smutku, z którym musi się zmierzyć każdy,
kto spogląda w głąb czasu i o tym, że nie wolno
godzić się, chociaż niczego nie można zmienić.
Długo trwał w bezruchu zanim zrozumiał, że to,
co słyszy, to pewnie głosy na które czekał,
nie należące do żadnej osoby, z jej ciepłem,
spokojem i blaskiem. Nie było blasku ani światła.
Płacz, powiedział, płacz. Wstał z łóżka, nacisnął kontakt.
W świetle żarówki zobaczył
stół, krzesła, szafę, zasłony na oknach.

Na zakończenie pragnę przytoczyć fragment wstępu Leszka Kolankiewicza do wydanych w 1989 roku esejów Carla Gustava Junga „Podróż na Wschód”. Choć Jung pisze w nich głównie o buddyzmie, w jaki sposób ta religia radziła sobie z problemem śmierci, ale i o związkach buddyzmu z chrześcijaństwem. Przytaczam ten tekst, bo jest wyjątkowej urody i daje głębokie pocieszenie.

Wkrótce po zawale Jung miał dziwny sen. Śnił, że idzie jakąś dróżką, z której roztaczał się rozległy widok na pagórkowatą, rozsłonecznioną okolicę. Wędrując po niej dotarł do przydrożnej kapliczki. Drzwi były zapraszająco uchylone, postanowił do niej wstąpić. Wewnątrz, zaskoczony, stwierdził, że na ołtarzu nie ma krucyfiksu, ani nawet tradycyjnej figury Najświętszej Panienki. Stoi tam za to cudowny bukiet kwiatów. Przed ołtarzem zaś siedzi w pozycji lotosu, twarzą do niego, jakiś jogin zatopiony w głębokiej medytacji. Jung podszedł bliżej, by mu się przyjrzeć. Twarz tego jogina była jego własną twarzą! Jung stanął jak osłupiały, zdumiony do ostatnich granic swym niezwykłym odkryciem. Obudził się z niezbitym przeświadczeniem, że ten jogin jakby śni o nim, że go wyśnił, wyczarował, wydumał swoją medytacją i że kiedy się wreszcie z niej ocknie, w tej samej chwili Jung przestanie istnieć.

Ten sen dobrze ilustruje, w jakim wzajemnym związku pozostaje nasze <ja>, zanurzone w nunc fluens ziemskiego bytowania, w mijającym czasie i trójwymiarowej przestrzeni, z jaźnią w nas, tkwiącą w nunc stans <tamtego świata>, świata wieczystości i pełni. Jesteśmy niczym innym, jak sennym majakiem, bladym refleksem, rzucanym na ten tu świat przez jaźń! Dobrze znamy ten obraz i z mahajany, i z klasycznej wedanty. Trzeba prawdopodobnie całego ludzkiego życia – życia spełnionego – powiada gdzieś Jung, aby mogło dokonać się takie odwrócenie sposobu widzenia rzeczy. To właśnie jest metanoia – przewrót w świadomości. Jakie było pierwsze słowo Chrystusowego nauczania? Metanoeite – nawracajcie się! Jest to chyba niedokładnie to samo, co – jak tłumaczy Wulgata – poenitemini, odprawiajcie pokutę. Tak jak całkowitość – kategoria ontologiczna – to nie to samo, co doskonałość – kategoria etyczna.

→ Zbigniew Rutkowski

1.11.2016

• foto: pinterest.com / repr. Luca Signorelli „Piekło” (1499-1504) – fragment fresku

 

 

0
3

2 thoughts on “Kilka słów na dzień Wszystkich Świętych

  • 02/11/2016 at 10:17
    Permalink

    1 LISTOPADA – Wszystkich Świętych to zmarli ludzie, którzy żyli NAUKĄ CHRYSTUSA i zostali świętymi, lecz ludzie z nimi żyjący nawet o tym nie wiedzieli i do tej pory o tym nie wiedzą. To są tacy TAJNI ŚWIĘCI. My żyjący mamy nadzieję, że każdy zmarły krewny i bliski stał się świętym w Oczach Boga, a my o tym nie wiemy, lecz mamy taką wiarę i nadzieję. Chodzi oczywiście o dusze nieśmiertelne ludzi.
    2 LISTOPADA – Dzień Zaduszny. I to jest dopiero święto zmarłych, wszystkich zmarłych tych zbawionych i już świętych oraz tych co jeszcze czekają na wybawienie, odbywają karę. Każdy z nas ma większe i mniejsze grzechy i grzeszki, za które będzie cierpieć. Niestety. Zgodnie z rosyjskim powiedzeniem – Przed Bogiem nie ma nikogo bez grzechu, a przed carem nie ma nikogo bez winy. Dlatego są wypominki i msze za zmarłych. Mamy nadzieję i wiarę, że dusze naszych zmarłych już są w świecie Świętych, lecz jednak nie mamy pewności, dlatego, na wszelki wypadek, te msze i wypominki, aby pomóc duszom naszych zmarłych dostać się do Raju, do Nieba, do Szczęścia Wiecznego. Proste ? Bardzo proste. Pozdrawiam – szczęść Wam Boże !!!

    2

    3
    Reply
  • 01/11/2016 at 20:29
    Permalink

    A ja dwa razy widziałam śmierć z bliska. To znaczy: widziałam kończące się bezpowrotnie życie w sensie, jaki życiu nadaje nauka. Dotykałam śmierci. Słowo: śmierć odnosi się do przedmiotu obserwowanego; zaś słowo: umieram – do podmiotu. W tym ustępie zatem moja wiedza jest ograniczona; podobnie jak wiedza każdego z nas. Nie zaistniał jeszcze przypadek, żeby być w tej kwestii jednocześnie przedmiotem i podmiotem. Chociaż, sztuka próbuje dać wyraz.
    Cóż, dajmy może spokój filozofom; dosyć nam zostawili zagadek.
    Mnie, mnie osobiście interesuje jedna zagadka: dlaczego tak niewielu ludzi dotyka zwłok? Bez miliona tłumaczeń: dlaczego wielu nie potrafi pocałować trupa, kiedy jeszcze przed chwilą ten trup był nietrupem?

    2

    8
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.