Burdel dziennikarski

Przechodziłem przez park i niespodziewanie zobaczyłem siedzącego na ławce Romana, kolegę, którego nie widziałem od dłuższego czasu.

Przysiadłem obok niego i zapytałem:

– Co tu robisz?

– Ławkuję – odpowiedział.

– Co robisz? – nie zrozumiałem.

– Ławkuję – powtórzył.

– Nie rozumiem, co to znaczy?

– To znaczy, że gdy jest ładna pogoda, siedzę na ławce i odpoczywam, a jak jest brzydko, to siedzę w domu i trochę maluję – wytłumaczył.

– To z czego żyjesz?

– Z renty.

– No dobrze, ale przecież, o ile wiem, byłeś dziennikarzem?

– No, owszem nawet w czterech miastach, oczywiście prowincjonalnych – przyznał

– W P. o ile pamiętam, też – dodałem.

– Tak, w P. i innych pobliskich miastach, w prasie, telewizji, radiu – powiedział.

– Wyrzucili cię? – spytałem

– Nie, sam się zwolniłem.

– Ale dlaczego? – zdziwiłem się – Za mało płacili?

– Nie płacili dużo, ale miałem więcej gotówki niż teraz, głównym powodem zwolnienia się była moja wątroba.

– Jak to?

– Wątroba zaczęła mi wysiadać od picia wódki, rozumiesz? W redakcji nie masz życia, jak się z innymi nie napijesz. Mogą pomyśleć, że donosisz do konkurencji. A ja tak prawie przez 10 lat piłem. Nie wytrzymałem.

– To tam wszyscy piją? – pomyślałem, że to nie możliwe.

– Prawie wszyscy, jedni tylko po pracy i niewiele, inni dużo i często. Ilu już przeniosło się na tamten świat, czy to z przepicia, czy w wypadku, oczywiście po pijaku. Na przeciwko budynku redakcji w P. jest przejście dla pieszych. Na chodniku obok powinny cały czas palić się znicze.

– Ale dlaczego tak dużo piją? – nurtowało mnie pytanie.

– No, cóż, stres spowodowany ciągłym naciskiem, żeby pisać, jak trzeba…

– Jak trzeba? – przerwałem – czyli jak?

– Widzę, że muszę ci dokładniej wytłumaczyć specyfikę tej pracy. Otóż media prowincjonalne są albo samorządowe, albo uzależnione od pieniędzy samorządowych, niektóre od zamożnych przedsiębiorców. A prawie wszyscy biorą pieniądze od Niemców, zdarza się, że i od Rosjan. Widzisz, to idzie od góry. Niemieckie czy rosyjskie pieniądze płyną do właścicieli mediów np. w postaci reklam, wszystko, jak najbardziej legalnie, a ci już wiedzą, co mają pisać ich dziennikarze.

– I nie ma żadnych wyjątków?- zapytałem.

– Zdarzają się wyjątki w postaci niezależnych mediów, ale te niszczone są ze szczególną starannością. Opluwa się je na łamach swoich gazet i portali, dręczy procesami, hejtuje itd.

– Ale powiedz mi czemu ci pismacy dalej w takich mediach pracują?

– Z kilku powodów – zaczął mi wyjaśniać – po pierwsze coś tam zarabiają. Niewiele, ale zawsze to lepsze niż stanie przy taśmie produkcyjnej. Dobrze ich nazwałeś – pismacy – są zbyt tępi i niezbyt utalentowani, żeby poważna redakcja ich zatrudniła. Posługują się kalkami językowymi, nowomową, przypominającą do złudzenia artykuły z „Trybuny Ludu”, marną manipulacją. Poza tym wyobrażają sobie, że są miejscowymi gwiazdami, nie wiedzą tylko, że z papieru. Mają też oprócz pensji różne inne obrywki. Trzeba umieć się tylko dobrze podlizywać miejscowej władzy. Zaproszą cię wtedy na imprezy, bankiety, które fundują przy rozmaitych okazjach, nażresz się wtedy i napijesz do syta. Ale to nie wszystko. Dadzą ci poprowadzić jakąś imprezę i zapłacą za to kasę. Twoja siostra, brat , kolega nie ma pracy? Dostanie, jeśli zasłużyłeś się odpowiednim lizaniem d… I wiele innych spraw da się w ten sposób załatwić, rozumiesz? Do tego dochodzi dodatkowy stres, bo wydawcy gazet z każdym rokiem obniżają wysokość wierszówki, za to dodają dodatkowe obowiązki. W internecie liczy się tylko ilość odsłon, nie jakość materiału. Dlatego pisze się o byle czym, byle jak, najlepiej o wypadkach drogowych. Policja podsyła gotowce, od klikania ctr+c i ctrl+v można dostać zapalenia stawów. W B. był bardzo zdolny fotograf, otrzymał kilka nagród w konkursach, a szef kazał mu cały styczeń fotografować studniówki, bo to dawało odsłony…

– Wyjaśnij mi jeszcze jedno – chciałem dobrze zrozumieć – na czym polega ta marna manipulacja?

– Na przykład nie podajesz niektórych informacji, żeby kryć miejscowych notabli, inne podajesz na 12 stronie, małym drukiem, zamiast na pierwszej. Podajesz część informacji, czy cytatu, ukrywając pozostałą, bo nie jest zgodna z polityką redakcyjną, stosujesz zwyczajne kłamstwo, żeby, jeśli zajdzie taka potrzeba, przeprosić też na odległej stronie. W telewizji odpowiednim ujęciem z tłumu możesz zrobić garstkę osób lub odwrotnie, jeśli ludzie gwiżdżą, pokazujesz oklaski itd. itp.

– Wygląda, że to obrzydliwa robota, gdy media są tak zależne od cudzych pieniędzy – zauważyłem – Jak to wszystko wytrzymywaliście?

– Piliśmy. Zdarzyło mi się, że chciałem jakieś wydarzenie opisać po swojemu, ale redaktor nie wyraził zgody. Później już nie próbowałem. Jak nie było o czym, pisałem o kotku ze złamaną nogą, o bocianie, który został na zimę, albo chwytające za serce wynurzenia na temat świąt, jak to cała rodzina spotyka się przy jednym stole, znikają dawne urazy, a wszyscy mają łzy w oczach, obejmując się serdecznie. Ludzie to lubią. I obowiązkowe relacje ze wszystkich możliwych uroczystości, gdzie pojawiają się urzędnicy.

– A jak stosunki między wami piszącymi panowały?

– No, cóż niektórych nawet lubiłem, ale trzeba było uważać, część donosiła na innych, pamiętam taką, wredną, wysoką, starą babę, ta była niebezpieczna.

– I co się z nią stało?

– Nie wiem, pewnie pracuje dalej, zresztą g… mnie to obchodzi.

Roman wyraźnie miał dosyć tej rozmowy. Był zirytowany. Ale jeszcze spytałem.

– Nie zamierzasz powrócić do zawodu?

– Do tego burdelu? – zdenerwował się – i w przenośni i dosłownie to burdel. Ledwo utrzymałem moje małżeństwo. A myślisz, że do czego są potrzebne stażystki? Młode, zgrabne dziewczyny, które ubzdurały sobie, że jest to idealne zajęcie dla nich, że mają misję…

– No tak, więc co zamierzasz robić dalej w życiu?

– Nie wiem, na razie jest mi dobrze, zobaczymy, co dalej, może założę coś własnego. Tylko kiedy przypominam sobie, jak się zeświniłem w tych mediach, wtedy nie mogę zasnąć ze wstydu.

Więcej już na te tematy nie rozmawialiśmy. Powiedziałem trochę o sobie i pożegnałem go.

Współczułem mu i życzyłem żeby doszedł do zdrowia fizycznego i psychicznego. Niestety zmarł niedługo potem. Nie zasłużył na to, bo w gruncie rzeczy był uczciwym człowiekiem.

→ Zbigniew Rutkowski

18.11.2016

• foto: lol24.com / grafika gt

 

 

5
26

2 thoughts on “Burdel dziennikarski

  • 10/05/2017 at 12:50
    Permalink

    Opowiadanie kiepskie, ale jest w nim sporo prawdy.
    A Konopka to niemiluch był.

    0

    4
    Reply
  • 04/04/2017 at 19:52
    Permalink

    fakt, szkoda Tomka,dobry chłopak był

    4

    1
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.