Zabić, wyskrobać, czy puknąć się w czoło?

Nie będzie to tekst o aborcji. Już o niej pisałem, i mimo następnych wygłupów feministek, nie zamierzam ich komentować.

Może i są osoby lubiące babrać się w podobnych głupotach i mowie nienawiści, ja do nich nie należę. Aborcja, jako zjawisko, będzie jednym z przykładów, dokąd tak naprawdę zmierza zachodnioeuropejska cywilizacja.

Przeczytałem ostatnio, że w Holandii zajęto się nowym projektem o eutanazji. Prace nad nim mają potrwać do końca 2017 roku. Zgłosili go ministrowie: zdrowia i sprawiedliwości. Nie znane są na razie szczegółowe rozwiązania, wiadomo tylko, że poprawiona ustawa (jeżeli w ogóle wejdzie w życie) ma rozszerzać zakres eutanazji.

Do tej pory z dobrodziejstw prawa mogły skorzystać osoby śmiertelnie chore i doznające wielkich cierpień. Nowe rozwiązania dają szansę na odejście z tego świata tym, którzy udowodnią, że ich życie stało się kompletne i dalsze przebywanie na tym łez padole nie ma dla nich sensu.

Rząd Holandii jest dobrej myśli, co losów ustawy, która ma być bardzo szczegółowa, a ostateczną decyzję o pozbawieniu kogoś życia podejmować będzie specjalna komisja, po zasięgnięciu rady lekarza i etyka. Władze spodziewają się, że z nowego prawa skorzystają, przede wszystkim, ludzie starsi, chociaż poziom wieku nie został jeszcze określony. Niektóre źródła podają, że dokonanie eutanazji będzie możliwe już od 12 roku życia, z tym że do 16 roku trzeba będzie mieć zgodę rodziców. Nie jest informacja pewna, jako że dokument jest dopiero w trakcie tworzenia. Warto dodać, że podobną ustawę, jaką obecnie ma Holandia, wprowadziły już Belgia i Luksemburg.

Rozumiem, że na przykład, siedemnastolatek przeżyje zawód miłosny i targnie się na swoje życie. Jest to oczywista głupota, bo gdyby przeżył, to pewnie najdalej za rok, sam śmiały się ze swojej rozpaczy, szczególnie gdyby spotkał właściwą dziewczynę. Młodość, niestety, najczęściej jest głupia, takie jej naturalne prawo. Miała rację mądra pisarka Agata Christie, kiedy włożyła w usta swojej przemiłej staruszki-detektywa, panny Marple, słowa: „Młodzi myślą, że starzy są głupi, ale starzy  w i e d z ą,  że młodzi są głupi”.

Teraz, myślę tu o Holandii, a sądzę, że ta zaraza rozniesie się po wielu krajach Europy, to dorośli próbują tworzyć nie dość, że głupie, to jeszcze potwornie niebezpieczne prawo. Po co odkryto i stworzono wielkie osiągnięcia naukowe XIX i XX wieku, jakimi są psychologia i psychiatria? Czy nie można nastolatkowi, a nawet dorosłemu człowiekowi pomóc, szczególnie w tak bogatym kraju, jak Holandia, jeśli nie da się inaczej, to sięgając do rozlicznych środków farmakologicznych, w tym przeciwbólowych? Trudno sobie wyobrazić, że szesnastolatek, z pełną świadomością oświadcza, że przeżył życie w całej, możliwej dla niego pełni, i że znajdzie się lekarz, któremu nie zadrży ręka, wstrzykująca śmiertelną truciznę. Bardzo możliwe, że przesadzam i żadne takie prawo nie będzie wprowadzone. Sam jednak projekt, nawet gdyby dotyczył wyłącznie ludzi np. po sześćdziesiątce, powinien włączyć u każdego, wrażliwego człowieka, dzwonki alarmowe.

Jak daleko stąd do obozów koncentracyjnych i zastrzyków z fenolu? Moim zdaniem, niezbyt.

Co prawda, w obozach zabijano bez zgody więźnia, jednakże ten eksperyment skończył się wielką katastrofą. Cel nie został osiągnięty przez Hitlera, nie udało się stworzenie nowego świata i nowego społeczeństwa, społeczeństwa bez Boga i bez religii, pozornie wolnego, naprawdę zniewolonego i wielbiącego swą niewolę.

Obecnie, współcześni inżynierowie dusz zrozumieli, że skuteczniejsza jest metoda zmiany świadomości ludzi, żeby później, już bez przesądów religijnych wyzwolić człowieka z wszelkiej opresji, jaka może go spotkać, z wszelkiego cierpienia, na które nie zasłużył. Zastrzyk śmierci wyzwoli nas z niedogodności życia, z braku sensu, raz na zawsze.

Nie bez winy jest tutaj Kościół katolicki i inne Kościoły. Wielka idea chrześcijaństwa powoli umiera, z ogromną szkodą dla naszej cywilizacji. Przez wieki od powstania chrześcijaństwa Kościół daleko odszedł od rzeczywistych wartości tej religii. Wszelkie herezje, wszelkie ożywcze ruchy w jej łonie, czy na obrzeżach chrześcijaństwa były z zapałem, godnym lepszej sprawy, niszczone i tępione w zarodku. Żadna religia nie przetrwa, jeśli nie włącza w swój główny nurt, pobocznych, ożywczych strumieni. Nędza współczesnej teologii jest widoczna dla każdego, kto śledzi uważnie życie duchowe Kościoła. Myślę, że papież Franciszek wyczuwa to niebezpieczeństwo i jak może, stara mu się zapobiec.

Warto przypomnieć słowa Czesława Miłosza, który postulował powrót do czasów Jezusa, do czasów pierwszych chrześcijan. Gdybyśmy na nowo przeczytali Nowy Testament, zobaczylibyśmy, jak niewiele ma on wspólnego z nauką, głoszoną obecnie przez Kościół. Nie pora tu pisać o tych różnicach, bo i nie o tym jest ten felieton. Lepiej przytoczyć fragment ostatniego wywiadu Martina Heideggera, w którym pytany, jak będzie wyglądał XXI wiek, odpowiedział: „ Albo Bóg odwróci do nas twarz, albo zginiemy w obliczu braku jego obecności”. Inny myśliciel dodał: ”Albo XXI wiek będzie religijny, albo nie będzie go wcale”.

Kto wie, czy nie stajemy przed Hamletowskim pytaniem: „Być albo nie być?” Tyle, że Szekspir dodawał, że przed śmiercią wstrzymują nas obawy przed snami, które po tamtej stronie mogą się przyśnić. Doświadczenie metafizyczne w jego epoce było jeszcze żywe. Ci, którzy podają się eutanazji, widocznie nie mają szekspirowskich obaw. Dla nich śmierć jest końcem wszelkiego życia, czyli doczesnego, bo według nich, innego nie ma. Naprawdę, chciałbym wiedzieć, skąd mają taką pewność? Nie można naukowo dowieść istnienia Boga, ale tak samo nie da się dowieść jego nieistnienia. Ja nie lubię zakładu Pascala, wolę wielotysięczne doświadczenie ludzkości, potrzebującej Boga, choćby dla higieny psychicznej, a przede wszystkim, dla utrzymania kanonu wartości, bez którego życie na dłuższą metę, staje się bez sensu. Człowiek, sam z siebie, takiego systemu wartości nie jest w stanie stworzyć. Wszelkie takie próby kończyły się niepowodzeniem. Znakomicie pokazał ten proces Witold Gombrowicz w ostatniej swojej powieści „Kosmos”.

Na razie jeszcze istniejemy. Robimy jednak wiele, żeby przestać istnieć. Aborcja na życzenie, śmierć na życzenie, co jeszcze? W Polsce bronimy się jak dotąd, tylko jak długo? Żaden rząd nie trwa wiecznie, może przyjść następny, a wiemy z doświadczenia, że Polacy potrafią do rządzenia wybrać ludzi, którzy normalnemu człowiekowi, nie przyśniliby się w najczarniejszym śnie. Zresztą, co my możemy, jako państwo?

Niektórzy wojskowi analitycy przewidują, że Europa w obecnym kształcie nie potrwa dłużej niż dziesięć lat, że rozpadnie się NATO, a Polska w części zniszczona, znajdzie się po tej stronie, po której nikt z nas, no może z wyjątkami, nie chciałby się znaleźć.

Nie wiem, czy tak będzie, nie jestem wróżką. Czasami tylko, jak ten głupi szczur z opowiadania Mrożka „Lolo” słyszę wewnętrzny głos „Uciekaj, przegryź kratę i uciekaj”. Ale dokąd?

→ Zbigniew Rutkowski

25.10.2016

• foto: pixabay.com

 

 

1
3

2 thoughts on “Zabić, wyskrobać, czy puknąć się w czoło?

  • 26/10/2016 at 17:09
    Permalink

    poprosimy więcej podobnych artykułów , dających do myślenia

    1

    1
    Reply
  • 25/10/2016 at 20:13
    Permalink

    Raz się żyje i umiera się raz. Bóg daje życie i tylko Bóg ma prawo odebrać.

    6

    2
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.