Prezesa Rzeplińskiego oranie prawdy

Gdy usłyszałem, że „Gazeta Wyborcza” (nr z 24-25.09.2016) zamieściła wielki, zajmujący aż 6 stron wywiad z prof. Andrzejem Rzeplińskim, zaraz postanowiłem ją kupić.

Lubię czytać rozmowy z inteligentnymi ludźmi, a już sam fakt, iż zajęła ona tak niespotykanie dużą objętość sugerował, że rozmówca ma wiele ciekawego do powiedzenia. Poza tym coraz głośniej mówi się o jego kandydowaniu na stanowisko prezydenta RP, choć jest postacią kontrowersyjną o bliżej nieznanym życiorysie.

rzeplinski-2
Kliknij, aby powiększyć.

Portret prezesa Trybunału Konstytucyjnego na okładce „Gazety Wyborczej” wskazał, że mam w ręku właściwy numer czasopisma. Jednak prof. Rzepliński nie wygląda dobrze. Na zdjęciu jest nieogolony, twarz jakby opuchnięta, włosy tłuste lub pokryte żelem. Zdjęcie jest wyretuszowane, co widać pod oczami prezesa. Zastanowił mnie tytuł wywiadu: „Lubię orać”, lecz wziąłem to jako humorystyczną zapowiedź wywiadu.

Rozmowa zaczyna się nietypowym, dwuznacznym stwierdzeniem dziennikarza Tomasza Kwaśniewskiego: „Słyszałem, że pan kosi”. W odpowiedzi prezes odparł: „Kiedyś”. I dalej wyjaśnił, że brat ma duże gospodarstwo, a ojciec był kułakiem…

Następnie czytamy, jak prof. Rzepliński był członkiem „Przewodniej Siły Narodu”: „Bo ja, choć byłem jeszcze w PZPR, to już zupełnie się nie limitowałem. W 1976 roku, żyje jeszcze jeden świadek tego, byłem przeciwko kierowniczej roli PZPR i sojuszowi ze Związkiem Radzieckim.”.

Następnie dziennikarz zapytał wprost: „A po co się pan w ogóle zapisał do PZPR?”. Na co padła odpowiedź: „Bo zostałem przekonany przez dwóch profesorów, z których jeden w 1968 roku miał pewne problemy, że tacy jak ja – tak mi powiedzieli – są potrzebni, bo to, czy ten system zostanie przewrócony, w dużej mierze zależy od samych członków partii. I dawali bardzo dobry przykład Czechosłowacji. Gdzie system obalali partyjni…”.

W tym miejscu pomyślałem, że dziennikarzy i sędziów powinna łączyć wspólna cecha: nie powinni ufać ludziom, którzy jako argumenty podają wypowiedzi jakichś całkiem anonimowych osób! W powyższym przypadku chodzi o jedynego żyjącego świadka z 1976 roku, oraz dwóch profesorów. Czyżby więc prezes Trybunału Konstytucyjnego nie miał świadomości, że posługując się takimi niesprawdzalnymi „dowodami” staje się niewiarygodny?

Dalej rozmowa w „GW” powraca do spraw rodzinnych, czyli do postaci ojca i matki prof. Rzeplińskiego. Na propozycję dziennikarza: „Wróćmy do taty”, prezes Rzepliński odpowiada: „Introwertyk. Podobnie jak ja. Nigdy nie tknął alkoholu, nigdy nie palił. Był bardzo szanowany przez rodzinę, sąsiadów. A jeśli chodzi o przekaz, to on mnie uczył, że trzeba być człowiekiem solidnym, odpowiedzialny.”

W tym miejscu przypomniała mi się wypowiedź na temat ojca z poprzedniej strony gazety, gdzie prezes stwierdził: „Nasza komunikacja polegała głównie na mowie ciała”. Wydało to mi się dziwne, gdyż nie wyobrażam sobie, żeby w kontaktach z dzieckiem posługiwać się głównie mową ciała. Wychowanie to nie pantomima. Dlatego nie rozumiem, jakim cudem można było tym sposobem uczyć dziecko solidności i odpowiedzialność?

Zaskoczyło mnie też zdanie: „Ojciec mojej matki był powstańcem styczniowym…”. Coś tu chyba nie tak? Czyżby w tej rodzinie dzieci rodziły się w wieku przedemerytalnym?

Tematy dosłownie przyziemne wydają się bardzo bliskie redaktorowi „GW”, gdyż po powrocie do problematyki rodzinnej, tym razem powrócił do tematu uprawy roli: „Wróćmy jeszcze na chwilę do tego koszenia. Bo jak słyszałem…”. Na co prezes szybko zareagował pytaniem: „Wie pan, jak się orze ziemię na traktorze?”.

Po czym otrzymujemy krótki wykład na temat orania, który płynnie przechodzi do młodzieńczych marzeń o posiadaniu samochodu marki Jaguar. Wątek zakończony jest zaskakującym stwierdzeniem i odważnymi obawami: „Wtedy nie było mnie na niego stać, a dzisiaj nie stać mnie na trzy tygodnie, żeby zrobić prawo jazdy. Poza tym mógłbym oblać, a wtedy już widzę te tytuły w tabloidach.”

Na tym jednak wątek „przyziemny” nie kończy się. Prezes przyznaje, że ma kosiarkę elektryczną i bardzo lubi kosić trawę. Chętnie rozwija wątek, lecz kilkanaście zdań dalej zaprzecza sam sobie stwierdzeniem: „Ja to robię głównie dlatego, że żonie podoba się, jak trawnik jest przycięty…”. Czyli niby lubi kosić, lecz kosi nie tyle dla przyjemności, ile dla żony.

Są jednak wątki, których prof. Rzepliński nie chce rozwijać. Na przykład na pytanie „Pan jest katolikiem?”, odpowiada „Tak”. Albo gdy dziennikarz stwierdza: „W 2015 roku został pan odznaczony papieskim krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice”, również mówi „Tak”. Jednak dziennikarz ustępuje tylko na krótko, gdyż po pytaniach dotyczących prof. Osiatyńskiego oraz klauzuli sumienia, powraca wątek medalu. Wtedy prezes odpowiada: „Papież Franciszek docenił mój życiorys, także to, co robiłem w ramach Kościoła. Oraz moje zaangażowanie w pomoc dla biednych…”.

Tak więc z tekstu w „GW” można wnioskować, że odznaczenie „Pro Ecclesia et Pontifice” jest wyrazem nadzwyczajnego uznania ze strony Watykanu. Tymczasem, wbrew pozorom, nie jest ono wyjątkowo prestiżowe. Na wnioski biskupów otrzymało je kilkuset Polaków, w tym prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, prezydent Gdyni Roman Szczurek, prezydent Sopotu Jacek Karnowski, a nawet urzędnik Tomasz Arabski! Nazwiska większości odznaczonych nic nie mówią przeciętnemu obywatelowi.

Wątek papieskich odznaczeń powraca jeszcze przy okazji wspomnień z wizyty na Jasnej Górze: „W końcu doszedłem do klasztoru – mówi prezes Rzepliński – a tam już byli senatorowie, posłowie, a pomiędzy nimi ten, którego widok szczególnie mnie uradował – profesor Zembala. On i ja mamy papieski order. I oczywiście obaj mieliśmy jego miniaturkę wpiętą w klapę, co jest naturalnym miejscem dla tego typu odznaczeń. Ale żeby pan widział tych posłów rządzących, jak oni na nas patrzyli.”

„Jak?” – pyta dziennikarz. „Źle. – odpowiada prezes i dodaje: – Właśnie dlatego, że to my mamy te miniaturki, a nie oni…”. W tym miejscu powstrzymam się od oceny poziomu logicznego argumentowania.

Przyjdźmy do pytania o zarobki, na które prezes Rzepliński odpowiada: „To jest sześć średnich krajowych plus dwadzieścia procent za wysługę lat. Do tego… Zaraz, zaraz, przecież ja dostaję kwity, co nam je tu raz w miesiącu dają, żeby w razie potrzeby, jakbym musiał w szpitalu się znaleźć, było wiadomo, że jestem ubezpieczony. O, mam. Proszę zobaczyć.”

„27 755,14 zł.” – odczytuje dziennikarz. Po czym prezes wyjaśnia: „Czyli na rękę po opłaceniu wszelkich należności podatkowych mniej więcej 17 tys. zł.”. W tym miejscu publicysta „GW” popełnia wyraźny nietakt mówiąc „Nieźle”. Wobec tego prof. Rzepliński uświadamia go: „Prezes czeski ma w przeliczeniu 55 tys. zł Podobnie słowacki. Ale ja do końca lubię mówić prawdę, a ona jest taka, że w Czechach sędziowie nie mają odrębnego systemu emerytalnego.”

Dziennikarz z pewnością nie miał pojęcia o czeskim i słowackim systemie emerytalnym, i zdezorientowany nie wiedział, czemu prezes nagle wyskakuje z przykładami zza południowej granicy. Zadał więc naiwne pytanie: „Chodzi o ten stan spoczynku?”. Na co Rzepliński odpowiada krótko: „Tak”.

Po takiej wymianie zdań pomyślałem, że ktoś robi ze mnie wariata. Czy pracownik „GW” nie odróżnia systemu emerytalnego od stanu spoczynku? Czy nie wie, że tylko w Polsce istnieje specjalny system emerytalny dla sędziów i prokuratorów, którzy nie płacą składek na ZUS? Ale jak widać na przykładzie prezesa Rzeplińskiego, o tym lepiej nie mówić głośno, bo przecież ten fakt jest jawnym łamaniem Konstytucji RP, która zakłada równe prawa i obowiązki dla wszystkich obywateli. Tymczasem na niedawnym Nadzwyczajnym Kongresie Sędziów Polskich delegaci określili się jako „zupełnie nadzwyczajna kasta ludzi”. Czyli z tego wszystkiego wynika, że nadal mają mieć specjalne przywileje będące rażącym przykładem niesprawiedliwości społecznej, ewenementem w skali cywilizowanego świata.

Prezes Rzepliński pięknie stwierdził, że do końca lubi mówić prawdę. Jednak w wywiadzie zupełnie tego nie potwierdza. Zamiast wyjaśnienia niedouczonemu dziennikarzowi, co rozumie pod pojęciem „odrębny system emerytalny”, również zapomniał o trzynastych pensjach, nagrodach jubileuszowych, zwrotach kosztów przejazdów, bezpłatnym zakwaterowaniu itd. Gdzie jest więc ta prawda mówiona do końca?

Z pewnością wielu Czytelników powinien zainteresować fakt, w jaki sposób prof. Rzepliński został prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Na zadane pytanie: „Nie chciał pan zostać sędzią, prezesem TK?”, odpowiedział „Nie”. Dziennikarz nie dowierzał, więc rzekł: „Naprawdę?”. W odpowiedzi usłyszał pytanie: „Wie pan, jak zostałem sędzią Trybunału?”. Na co redaktor odparł w dziwny sposób: „Skąd”.

Wobec tego Rzepliński zaczyna mówić: „Byłem wtedy, to też zresztą była sędziowska robota, członkiem Komitetu Praw Gospodarczych i Społecznych ONZ w Genewie….”.  Wreszcie dziennikarz próbuje skierować rozmowę na właściwe tory proponując: „Wróćmy do tego, jak pan został sędzią TK”. Prezes odpowiada: „Tusk zapytał, czybym nie chciał. Do dzisiaj nie wiem, skąd mu to przyszło do głowy”. Tak więc wybór Rzeplińskiego na prezesa TK można chyba uznać za kaprys Donalda Tuska?

W czerwcu 2015 roku Platforma Obywatelska łamiąc prawo wybrała przed upływem kadencji trzech nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Oni również złamali prawo godząc się na taką praktykę i udowodnili, że absolutnie nie nadają się do pracy w tak ważnej instytucji. Jednak zamiast wyjaśnienia tej podstawowej kwestii, ważniejszy dla „Gazety Wyborczej” jest problem, dlaczego oni nie otrzymują wynagrodzenia…

*     *     *

Sześć stron w „Gazecie Wyborczej” to nie wszystko. Całość obszernego wywiadu można znaleźć na stronie internetowej „GW”. Polecam tę lekturę, gdyż tylko w ten sposób każdy będzie mógł wyrobić sobie opinię na temat kompetencji prezesa TK oraz przekonać się, czy czasopismo kierowane przez Adama Michnika jest wiarygodne?

Kiedyś wydawało mi się, iż prezes Trybunału Konstytucyjnego powinien wyróżniać się umiejętnościami retorycznymi, a nawet erystycznymi. Tymczasem w Polsce człowiek pełniący tę funkcję ma problemy z logicznymi odpowiedziami na pytania, z jasnym formułowaniem myśli, a nawet z poprawną stylistyką…

→ Paweł Reising

3.10.2016

• repr. : Paweł Reising / GazetaTRYBUNALSKA.pl

 

 

2
1

3 thoughts on “Prezesa Rzeplińskiego oranie prawdy

  • 28/12/2017 at 19:07
    Permalink

    po wystapieniu pani I prezes sadu najwyzszego zapewne nie ma pan złudzen ze nadzwyczajna kasta pochodzi spod rawy mazowieckiej i jesdt szubrawa.

    0

    2
    Reply
  • 04/10/2016 at 07:53
    Permalink

    BRAWO! Więcej, jeszcze więcej wyważonej rzetelności i rzeczowego obiektywizmu !!!! Tak Trzymać !!!!

    1

    1
    Reply
  • 03/10/2016 at 17:14
    Permalink

    Znając Panie Pawle Pańskie „inklinacje” propisowskie nie spodziewałem się innego tekstu…pozdrawiam

    1

    0
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.