Rozmowa

Usiadłem przy barze. Inne miejsca były zajęte. Obok mnie siedział facet i smętnie wpatrywał się w resztki piwa w szklance.

– Dwie wódki, dla mnie i dla tego pana – powiedziałem do barmana i wskazałem osobnika siedzącego przy mnie.

Człowiek ten spojrzał w moim kierunku i skinął głową, nie wiem, czy wyrażając zgodę, czy dziękując za poczęstunek. Wypiliśmy.

– Wygląda Pan na kogoś z kim można poważnie porozmawiać. A ja ostatnio nie mam z kim. A tu tyle problemów… – spojrzałem na niego. Milczał.

– Na przykład problem braku rozbrojenia. Tysiące bomb atomowych, wodorowych i Bóg wie jakich i niech i niech znajdzie się nowy Hitler albo Stalin i niech to kiedyś pieprznie, to może skończyć z nami raz na zawsze, co wtedy? – dodałem.

– Dupa – odpowiedział.

– W zasadzie ma pan rację, ale czy nie można by znaleźć zawczasu środków zaradczych, pisać listy, protestować, domagać się likwidacji całego, tego arsenału?

– Gówno – rzekł lakonicznie, wpatrując się w pusty kieliszek.

– No, tak, pewnie nic by to nie dało – odparłem.

– Niech pan da nam jeszcze po wódce – zwróciłem się do barmana – i jedno piwo dla tego gościa.

Miałem nadzieję, że się bardziej zaktywizuje

– Albo zwróćmy uwagę na patologię w polskiej rodzinie. Pijaństwo wzrosło o trzydzieści procent od czasu 500+, i co z tych dzieci wyrośnie? Już teraz narkotyki, pijaństwo, rozboje, napady, kradzieże. I nikt się tym nie zajmuje. Jak tak dalej pójdzie, do czego może dojść? – spytałem.

– Bagno – powiedział, przełykając resztkę piwa.

– Całkowicie się z panem zgadzam – mówiłem – Lecz coś trzeba z tym zrobić. Nie możemy biernie czekać. Nie ma pan jakiegoś pomysłu?

– W mordę

– Pomysł dosyć radykalny, ale czy skuteczny? – spojrzałem na butelki na półkach – rodzina to jedno, a szkoła, co tam się dzieje? W szkole prawie same nauczycielki, nie dadzą rady. Przed wojną nauczycielami byli mężczyźni i mieli autorytet, nie to co dziś.

Widząc, że niektóre szczegóły naszej rozmowy zaczynają mu umykać, zaordynowałem:

– Jeszcze raz to samo.

Wypiliśmy. Przepił piwem, pokiwał głową, lecz nic nie powiedział.

– No, bo narkotyki zakazane, ale alkoholu nie da się zakazać. Wie pan, jak to było z prohibicją w Stanach?

– Tylko nie to – wreszcie powiedział więcej niż jedno słowo.

– Popieram i mam nadzieję, że nigdy tak się nie stanie – wiedziałem, że muszę się z nim zgodzić w tej kwestii.

– Ale jakby tak podnieść cenę, żeby nie wszyscy mogli z tej używki korzystać? Tylko tacy, jak my, na pewnym, wyższym poziomie?

– Brednie.

– Może i tak, bo inaczej jakieś świństwa będą pić, rakietówki, metyl, denaturat, nawet bimber będzie za drogi.

– Panie ober, jeszcze raz to samo – powiedziałem w kierunku barmana.

Wypiliśmy. On zaczął kolejne piwo.

– A co Pan sądzi o naszej, obecnej literaturze. Nie uważa Pan, że poziom jej wciąż spada, że jest z nią dużo gorzej niż w Drugiej Rzeczypospolitej, może też gorzej niż w poprzednim ustroju? – zmieniłem temat

– Paskudztwo

– Otóż to, ale czemu, pytam, czemu? Nigdy dobrze za pisanie nie płacili ( z wyjątkami), a jednak zapał był, coś z tego powstawało, parę Nobli dostaliśmy. Zmiana ustroju wszystkich rozleniwiła?. Gdzie indziej lepiej płacą?. Czy diabli wiedzą co ? – zastanawiałem się.

– Banda żuli – wybełkotał.

– No, tu trochę pan przesadził. Piją, ale kto nie pije, cudzołożą, ale kto tego nie robi. Nie, przyczyna musi być inna.

– Łobuzy – wymamrotał.

– Nie przeczę, że i łobuzy, nogi sobie podstawiają, dołki pod sobą ryją – jak to w życiu.

– Bydlaki – z trudnością go zrozumiałem.

– Czyżby był pan jednym z nich? – spytałem powoli rozumiejąc.

Nic nie odpowiedział

– Jeszcze raz to samo – skinąłem na barmana.

Wpiliśmy. On ujął w dłoń szklankę z piwem.

– Więc może, skoro to dla Pana drażliwy temat, porozmawiajmy o np. o sporcie -odwróciłem się w jego stronę.

Podniósł szklankę do ust, przechylił głowę, zachwiał się i nagle runął do tyłu na podłogę baru. Tu znieruchomiał. Piwo tworzyło kałużę z rozbitej szklanki. Poczekałem jeszcze chwilę, nie ruszał się. Podniosłem się ze stołka i powoli wyszedłem. Rozmowa była skończona. I chociaż niepełna z przyczyn wyższych, sprawiła mi wiele satysfakcji. Jak to dobrze porozmawiać czasem z inteligentnym człowiekiem.

→ Zbigniew Rutkowski

wrzesień 2016

foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

Zbigniew Rutkowski (ur. 1951 r. w Łodzi) – pisarz, poeta, malarz. Studiował filologię polską na Uniwersytecie Łódzkim i prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Swoje utwory drukował na łamach czasopism i w wydawnictwach zbiorowych.

• Opowiadania Z. Rutkowskiego czytaj więcej > tu

 

 

 

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.