Nie mogę być siłaczką

Mam nieszczęście być pokoleniem, które – urodzone w późnym socjalizmie – dorastało w czasach dynamicznych zmian społecznych i ekonomicznych: oto na moich oczach dzieją się rzeczy rozumem nieobjęte.

Telefony bez kabla, muzyka z jakieś nieokreślonej sieci, samochody na prąd… Trudno to pojąć, gdy pamięta się czasy walkmanów, boomboxów czy „kolorowych” telewizorów, w których dominującym był kolor pomarańczowo-czerwony.

Trudno pojąć, ale się chętnie na to godzę, bo te nowości są po prostu przydatne. Muzyka sączy się wprost do ucha prawie niewidzialnym kabelkiem, połączonym z czymś, co jest telefonem, aparatem fotograficznym i komputerem w jednym.

Samochód może jechać nie wydając dźwięku, czujniki ruchu włączają światło na klatce schodowej, a mikrofalowa kuchenka przypomina, że właśnie zakończyła odgrzewanie dobrze zbilansowanego posiłku, kupionego zresztą „na gotowo” w sklepie  na rogu.

Rewolucje. Ewolucje. Dlaczego więc wciąż nikt nie zrewolucjonizuje mojej roli w życiu? Czemu wciąż patrzy się na mnie, na kobietę, jak na potencjalną sprzątaczkę, gospodynię domową, koniecznie matkę i koniecznie żonę? Bunt narasta, bo nie tylko nie odejmuje nam się obowiązków i ról, ale też wręcz odwrotnie: dodaje kolejne. Jesteśmy już na każdym niemal stanowisku, w każdym niemal zawodzie. Pracujemy, prasujemy, rodzimy dzieci, gotujemy mężom te cholerne obiadki, dbamy o ciepło domowego ogniska, bo ZAWSZE tak było.

Ja się pytam zatem gdzie w tej sferze, w sferze bycia kobietą jest miejsce na rewolucje i przemiany? Że co? Że dano nam głosy wyborczy? No jasne, skoro pełnimy tak wiele ważnych funkcji to i głos wyborczy był oczywisty. Że pracujemy w męskich zawodach? Bez komentarza, oszczędźmy mężczyznom upokorzeń.  Ale nadal osaczają i stygmatyzują nas XIX-wieczne stereotypy:  kobieta to delikatna, zależna, słodka i ciepła osoba, która bez względu na wszystko zawsze jest czuła, spokojna, zadbana i uśmiechnięta, rodzi dzieci, sterczy przy garach w wypucowanej kuchni i dla wszystkich jest miła. 

A ja się nie zgadzam. Nie mogę być siłaczką i nie zamierzam, nie udźwignę wszystkiego, więc pozwólcie mi wybrać: albo matka, albo prezes fundacji. Albo żona, albo kochanka. Nie wszystko na raz, bo na Boga – nie wytrzymam. Nie mogę ciągle być w jakiejś roli, chcę z niej wyjść, chcę być sobą, chcę być dla siebie.

Mój zdrowy egoizm domaga się uwagi dla mnie samej i – zgroza! – podoba mi się to. Chcę żyć poza tym Matrixem ról i póz, chcę uwolnić się do myślenia konwencjonalnego. Nie patrzcie na mnie jak na dziwoląga, tylko spróbujcie tak samo: zaakceptujmy zmiany i rewolucje. Skoro tyle abstrakcyjnych nowości jesteśmy w stanie pojąc, przyswoić i, to czemu po prostu nie tolerujemy zmian w kwestii bycia kobietą? Czy brak dzieci odejmuje nam kobiecości? Czy pusta lodówka wyrokuje o nas jako o człowieku? Nie. Obiektywnie i stanowczo nie.  Każda z nas może być szczęśliwa z innego powodu, bo tych powodów jest tyle, ile kobiet. A każda inna i tak samo ważna, więc nie piętnujmy i nie oceniajmy z góry, przystawiając znany schemat do każdej z nas. Nie wpisujmy się w sztampowe role, bo nie ma nic gorszego niż przewidywalność.  Nie przeżywajmy życia, tylko je wyżyjmy.

→ Ewa Urbańska

15.09.2016

• foto: Robert Felczak

Ewa Urbańska (ur. 1970 r. w Warszawie) – dziennikarz, PR-owiec, z wykształcenia plastyk i antropolog kultury. Prowadzi dwie firmy reklamowe, zajmuje się social mediami, jest właścicielem klubu muzycznego „Czerwony Fortepian”, współwłaścicielem agencji kreatywnej oraz freelancerem w fundacji na rzecz niepełnosprawnych „DOGadanka”. Aktywnie działa na rzecz aktywizacji kobiet, prowadzi szkolenia i warsztaty z zakresu autoprezentacji i samorozwoju, organizuje imprezy artystyczne. Mieszka i pracuje w Kielcach.

 

 

 

0
0

3 thoughts on “Nie mogę być siłaczką

  • 15/09/2016 at 23:56
    Permalink

    sni mi sie ta kobieta choc jej nie znam

    0

    0
    Reply
  • 15/09/2016 at 17:22
    Permalink

    Swietny tekst. Gratuluję…

    0

    0
    Reply
  • 15/09/2016 at 10:05
    Permalink

    Mam gdzieś kobiety- żony, kobiety-matki, kobiety-kucharki itd… We wszystkich tych rolach kobiety wypadły i wypadają fatalnie. Jeszcze jako kochanki i to tylko czasami. A poza tym niech robią sobie, co chcą. Nic mnie to nie obchodzi.

    0

    0
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.