Jak wygrałem ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej?

Było to w poprzednim wieku, w czasach minionego ustroju. Mój kolega otrzymał zaproszenie od rodziny, mieszkającej w Chicago…

Tak, jak jest to nadal, potrzebna była amerykańska wiza. Pojechał więc do ambasady w Warszawie, z nadzieją, że skoro posiada zaproszenie, ma dużą szansę na otrzymanie wizy. Jego mina po powrocie, powiedziała mi wszystko. Urzędnik ambasady, nie wdając się w żadne tłumaczenia, odmówił mu prawa wjazdu do jego kraju. Nie wiem czemu, bo w końcu nie była to moja sprawa, wpadłem w dziwną wściekłość. Spytałem kolegę, czy pozwoli mi w jego imieniu napisać list do ambasady amerykańskiej. Trochę się wahał, ale się zgodził. Napisałem w tonie agresywnym, że jak to jest możliwe, że kraj, który szczyci się największą wolnością na świecie, nie pozwala odwiedzić rodziny, posiadającej przy tym obywatelstwo amerykańskie?

Pisałem więcej, powołując się na rozmaite prawa i konwencje. Dokładnie nie pamiętam, co tam jeszcze pisałem, minęło już wiele lat, wiem tylko, że po przeczytaniu tego pisma, kolega zbladł. Ale, że było mu wszystko jedno, podpisał. List wysłaliśmy. W dość krótkim czasie nadeszła jednozdaniowa odpowiedź. Ambasada stwierdziła, że USA jest suwerennym krajem i ma prawo do podejmowania suwerennych decyzji.

Wtedy, żeby ponownie starać się o wizę amerykańską, należało odczekać rok. Tak więc po roku kolega pojechał ponownie do Warszawy, tym razem prawie bez żadnej nadziei, z powodu tego rok wcześniej wysłanego listu. Kiedy wrócił z uśmiechem na ustach, wiedziałem, że wizę dostał. Opowiedział, że kiedy wchodził, po odczekaniu w długiej kolejce, był tak zrezygnowany, że nie chciało mu się niczego tłumaczyć. Tym razem siedziała za biurkiem dosyć miła pani, która zobaczywszy jego paszport, zaczęła szukać czegoś w stojącej obok kartotece. Po chwili wyciągnęła pismo, które ja napisałem, a które on podpisał. – Czy to pański list? – spytała. Biedak, sądząc ze wszystko skończone wydukał, że to rzeczywiście on jest autorem. Pani uśmiechnęła się – wzięła do ręki jego paszport i nie pytając już o nic wstemplowała wizę. Oddając mu paszport dodała – Jak pan widzi, nie jesteśmy tacy straszni.

Kolega wyjechał, najpierw do Chicago, później na Florydę, straciliśmy ze sobą kontakt; kilkanaście lat temu dowiedziałem się, że przeniósł się do Meksyku. Nawet nie wiem czy jeszcze żyje.

Piszę ten tekst nie po to, by przypomnieć starą i może niezbyt ciekawą historyjkę. Jak już wspomniałem USA dotąd nie zniosła wiz dla Polaków. Patrząc na postępowanie kilku ostatnich polskich rządów w sprawie zniesienia wiz, nie mogę oprzeć się wrażeniu, ze polityka prowadzona na kolanach, wiecznych prośbach i błaganiach prowadzi do nikąd.

Amerykanie wjeżdżają do Polski bez potrzeby starania się o polską wizę. Dlaczego nie wprowadzić zasady wzajemności. Tłumaczenie, że Polacy jadą tam do pracy, a Amerykanie do nas nie, nie powinno być decydującym argumentem. Dopóki będziemy się bać, że Ameryka nas opuści, tym bardziej możemy liczyć, że w chwili próby, opuści nas rzeczywiście.

→ Zbigniew Rutkowski

6.09.2016

• foto: eb5investors.com

 

 

 

0
0

2 thoughts on “Jak wygrałem ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki Północnej?

  • 16/09/2016 at 15:34
    Permalink

    Przepraszam, jak ktoś nie rozumie tekstu, to przynajmniej powinien nie przyznawać się do braku poczucia humoru.

    0

    0
    Reply
  • 06/09/2016 at 16:23
    Permalink

    Przepraszam, a Pan to chyba za dużo filmów amerykańskich widział.

    0

    0
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.