Jeśli kochasz fantasy debiutancka powieść K. Grzędowskiej jest dla ciebie – Gazeta Trybunalska

Jeśli kochasz fantasy debiutancka powieść K. Grzędowskiej jest dla ciebie

Pewnego deszczowego dnia dostałam do zrecenzowania powieść Katarzyny Grzędowskiej „Wszyscy jesteśmy martwi”.

Chwila prawdy nadeszła, kiedy przejrzałam notkę zamieszczoną na okładce. Moja podświadomość momentalnie rozwinęła w głowie transparent z napisem: „Tylko nie to!”. Na szczęście w porę ugryzłam się w język i wydałam z siebie tylko ciche westchnienie. Szczerze mówiąc wzięłam tą książkę, bo chciałam wykonać postawione przede mną zadanie. Ale nie był to jedyny powód. To właśnie ten drugi przeważył – zaciekawił mnie fakt, że autorką powieści jest moja rówieśniczka. Zamierzałam dowiedzieć się, na jakim etapie jest Grzędowska w przelewaniu swoich myśli na papier oraz jaką posiada wiedzę na temat tego odrealnionego świata, do którego mnie zaprosiła. Szybko okazało się, że to ja mogę wiele nauczyć się od niej.

grzedowska-okladka
Kliknij, aby powiększyć,

Mimo początkowego zniechęcenia muszę przyznać, że książka nawet mile mnie zaskoczyła. Wszystkie zdarzenia łączyły się i układały w logiczną całość. Motywy nie były wyssane z palca, lecz osadzone na solidnym gruncie. Oczywiście osobie zajmującej się na co dzień tworzeniem poezji i zagłębiającej się w lekturach o tematyce kryminalnej, jest ciężko przywyknąć do pojęć typu „Wiec Krwi” tudzież „Rada Półksiężyca”. Jednak z każdą kolejną stroną, o dziwo powoli się przyzwyczajałam.

Pojawiły mi się pewne wątpliwości co do postaci, które zaprezentowała autorka w swojej książce. Nawet do głowy mi nie przyszło, że Maria Antonina, żona Ludwika XVI, a także wybitny fizyk Izaak Newton w rzeczywistości byli wampirami. Nie potrafiłam sobie wyobrazić jak moja pani profesor od historii z powagą tłumaczy klasie, że prezydent Abraham Lincoln i bohaterka Emilia Plater w głębi duszy byli wilkołakami. Jestem w pełni świadoma efektu, jaki chciała wywołać Kasia powołując się na tych bohaterów. Niejeden zwolennik fantastyki obdaruje ją zapewne szczerymi brawami za pomysł. Tak właśnie, pomysł. To nie przychodzi sobie ot tak. W moim jednak mniemaniu odwołanie się do tak wybitnych postaci jak prezydent USA czy królowa Francji było z lekka przesadzone. Zarówno bohaterowie z wcielenia wilkołaków jak i wampirów zasłużyli się na kartach historii i w różnych dziedzinach nauki. Nie obwiniam jednak autorki za Elżbietę Batory. Za swe dokonane za życia zbrodnie w pełni zasłużyła na takie potraktowanie.

Druga sprawa. Jeżeli fascynuje cię prawdziwe fantasy, jeśli pochłaniasz książki, w których bohaterzy dostają w prezencie nowe życie, ta powieść jest dla ciebie. Tylko tutaj Maria Antonina stracona na gilotynie, ożywa po przyszyciu głowy do ciała. Z kolei nastoletni chłopak Dan, otrzymuje drugą szansę za sprawą Dotyku Anioła.

Odnoszę też dziwne wrażenie, że Kasia mimo mistrzowsko zakończonego wątku Alice Blues nie podjęła się zaprezentowania jego źródła. Rozumiem, że dziewczyna została ze swoją watahą, że odnalazła w ich domu to, czego jej zawsze brakowało. Absorbuje mnie jednak, w jaki sposób stała się tym wilkołakiem? Czy wydarzyło się to z powodu otoczenia? A może przyczyniły się do tego postacie utożsamiające się z bohaterką? W książce nie pojawia się wzmianka o tym, że Alice w dzieciństwie wskakiwała na brata czy zajadała się surowym mięsem. Biorę jednak pod uwagę fakt, że rodzeństwo zostało w młodości rozdzielone. Mimo wszystko jak dla mnie sprawa Alice nie została należycie zakończona lub paradoksalnie rozpoczęta.

Jeszcze jednym minusem, który zauważyłam w trakcie lektury był nadmiar postaci. Może się to wydawać dziwne, ale właśnie przez ten aspekt zapoznawanie się z książką było jak dla mnie utrudnione. Oczywiście uzasadnione jest pojawienie się Hrabiego Draculi. To uwydatnia klimat powieści i nadaje jej, że tak się wyrażę bardziej wampirczego charakteru. Jednakże bohaterowie tacy jak Bezoka Veronica, Leigh, Jeff czy Silva nie przyczynili się zbytnio do rozwoju fabuły.

Nie będę wyrażać swojej opinii na temat Nieznajomego, czyli Obcego. Z wieloma sprawami tyczącymi się tylko i wyłącznie zjawisk nadprzyrodzonych nie zgadzam się z autorką. Nie chcę jednak bardziej zagłębiać się w tajniki tego świata, ponieważ mogłabym jeszcze nie daj Boże urazić autorkę a nie to było moim zadaniem. Myślę, że na swój sposób temu podołałam. Powieść otulona magią, humorem i chwilami grozy. Taka właśnie jest debiutancka książka Katarzyny Grzędowskiej.

Serdecznie gratuluję mojej rówieśniczce pomysłu i talentu. Ta dziewczyna posiada niesamowity dar pisania, jestem przekonana, że powinna być ona wzorem dla początkujących, młodych twórców, którzy na razie tylko muskają piórem pergamin. Żywię też szczerą i głęboką nadzieję, że za kilka lat sławny reżyser zapuka do drzwi Katarzyny i zaprosi ją do współpracy. Mimo, że jej książka to nie drugi „Zmierzch” Stephenie Meyer, ale jest w stu procentach warta, aby trafić na kinowe ekrany.

Nie zrażajcie się tytułem powieści, przecież kiedyś wszyscy będziemy martwi. Jeżeli macie ochotę na szczegółowe zapoznanie się z tą książką, biegnijcie do księgarni, bo ja za was jej nie przeczytam. Tę przyjemność zapewniłam już sobie dwukrotnie.

→ Klaudia Łączkowicz

10.08.2016

• grafika: Magdalena Zawadzka

Klaudia Łączkowicz (ur. 1998 r. Piotrkowie Trybunalskim) – uczennica drugiej klasy o profilu prawniczo-politologicznym w II LO im. Marii Skłodowskiej-Curie. Publikowała na łamach tygodnika kulturalnego „Ziemia Piotrkowska”. Miłośniczka poezji i literatury. Obecnie prowadzi bloga i współpracuje z „Gazetą Trybunalską”.

Katarzyna Grzędowska (ur. 1998 roku Piotrkowie Trybunalskim) – uczennica I LO w Piotrkowie. Poetka i pisarka. Debiutowała w 2015 r. powieścią „Wszyscy jesteśmy martwi” (wyd. Novae Res), którą napisała w II klasie gimnazjum. Pasjonuje się sztukami pięknymi, fotografią, teatrem, filmem. Uprawia szermierkę klasyczną – na zawodach „O  puchar Neptuna 2015” zdobyła srebrny medal.

 

 

 

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.