Kto odpowie za śmierć sarny?

Ulicę Świerczowską z Zalesicką łączy ulica Zamiejska. W jednej trzeciej jej długości, patrząc od północy, pod kątem prostym odchodzi ulica Przedmiejska.
sarna-ngl
Kliknij, aby powiększyć.

To krótka, ślepa uliczka, może mieć 50-60 m. Po lewej stronie zabudowana jest dwoma jednorodzinnymi domami, po prawej stoi niewielka, opuszczona chałupka, na działce obok widać resztki zabudowań, składowisko desek i gruzu.

25 czerwca około godziny 6. rano mieszkanka jednego z domów, którą na potrzeby tego tekstu nazwiemy panią X, dostrzegła z okna szamoczącą się młodą sarnę, która usiłowała wydostać się z ogrodzonej posesji usytuowanej po przeciwnej stronie ulicy.

Kobieta szybko zrozumiała, że zwierzę ma problemy z opuszczeniem działki i niezbędna będzie pomoc ludzka. Zadzwoniła więc do dyżurnego Państwowej Straży Pożarnej w Piotrkowie. Tam poinformowano ją, że służba nie zajmuje się takimi zdarzeniami i odesłano do straży miejskiej.

Była godzina 6:20 kiedy funkcjonariusz SM przyjął zgłoszenie, lecz powiedział, że w dni wolne od pracy dysponuje tylko jednym radiowozem, który akurat znajduje się w okolicach dworca PKP, gdzie trwa inna interwencja. Zapewnił, że po załatwieniu jednej sprawy, zajmie się drugą.

sarna-chaszcze
Kliknij, aby powiększyć.

W tym samym czasie na podwórko wyszła sąsiadka X – pani Y. Obie kobiety zbliżyły się do ogrodzenia i dostrzegły, że sarna ma około 80 cm wysokości, 12-centymetrowe rogi, więc nie jest kozą, jak początkowo sądzono, lecz młodym kozłem. Jego skóra była poraniona, z nosa sączyła się krew.

Pani Y przypomniała sobie o numerze do lekarzy weterynarii Michała i Zbigniewa Skrzeków, którzy na mocy umowy z Urzędem Miasta zajmują się zwierzętami leśnymi. Zadzwoniła. Pierwszy z nich wyjaśnił, że jest poza Piotrkowem i nie może pomóc, drugi oznajmił, że przebywa w szpitalu i też nie da rady przybyć.

Stworzenie słabło z minuty na minutę, podobnie jak nadzieja obu pań, że ktoś wreszcie uratuje bezbronną sarnę. Pani Y w geście rozpaczy skontaktowała się z szefową schroniska dla bezdomnych zwierząt – Marią Mrozińską, jadącą wraz z pracownikiem bidula – Łukaszem do pracy. Reakcja Mrozińskiej była natychmiastowa – za kilka minut Łukasz zjawił się na miejscu. Przy pomocy koca schwytał zwierzę i wraz z panią Y wynieśli je na pole, aby dać mu szansę opuszczenia zabudowanego terenu.

Po kilkunastu minutach, gdy koziołek nie ruszył do ucieczki, Łukasz zaproponował, że zabierze go do schroniska i w miarę możliwości zaopiekuje się nim. Była 6:50. Pani X wybrała numer do straży miejskiej i odwołała zgłoszenie.

Gasnące w oczach ciało trafiło do auta. Po dotarciu na teren schroniska technik ułożył zwierzaka pod drzewem, z dala od klatek ze szczekającymi psami, i podał kroplówkę. Zapowiadał się kolejny, piękny i gorący dzień. Niestety, po kilkudziesięciu minutach sarna zdechła.

Kiedy ta przykra wieść dotarła do obu kobiet, zrobiło się im bardzo smutno, poczuły się rozczarowane, zwątpiły w służby powołane do niesienia pomocy dzikim, wolnym zwierzętom.

* * *

Dwa dni po zdarzeniu rozmawiałem z osobami tego dramatu, a także z Renatą Olejnik z Referatu Usług Komunalnych i Ochrony Środowiska z piotrkowskiego Urzędu Miasta. Wszyscy byli uprzejmi, otwarci i profesjonalni, nikt nie miał sobie nic do zarzucenia. Jedynie w głosie dyżurnego PSP pojawił się cień wątpliwości: – To super działa, jak jest dzień roboczy, od poniedziałku do piątku od godziny 8 do 16. A w soboty i niedziele jest z tym duży problem, bo my, jak jest duże zwierzę boimy się podejść do niego. Potrzebujemy weterynarza. Nie ma takiego weterynarza dostępnego na telefon, często tak bywa, nikt nas nie słucha i zbywają nas. Na terenie miasta, straż miejska ma obowiązek jechać, jeżeli by sobie nie poradzili, to wzywają nas do pomocy.

Komendant Straży Miejskiej Jacek Hofman potwierdził zarówno czas zgłoszenia, jak i odwołania, dodał, że jego podwładni wielokrotnie pomagali w podobnych sytuacjach i tej feralnej soboty także przybyliby na ul. Przedmiejska, ale zajmowali się pijanym człowiekiem, więc od razu nie mogli, a kiedy już się wybierali zgłoszenie zostało anulowane.

Michał Skrzek z zawodu lekarz weterynarii wraz z ojcem Zbigniewem prowadzi Gabinet Weterynaryjny „ZET-WET” s.c. zlokalizowany w Piotrkowie Trybunalskim przy ul. Rzemieślniczej 26. On także przyznał, że odebrał telefon z prośbą o pomoc, ale musiał odmówić, bo nie było go na miejscu. Drugi lekarz także nie mógł stawić się na ulicy Przedmiejskiej, gdyż w tym czasie był hospitalizowany. Zbigniew Skrzek stwierdził ponadto, że umowa pomiędzy Urzędem Miasta jest podpisana tylko z nim, a nie ze spółka cywilną, co wkrótce okazało się nieprawdą.

Po dwóch tygodniach otrzymałem kopię dokumentu. Wynika z niego, że co miesiąc Urząd Miasta na konto „ZET-WET” s.c. przekazuje tytułem ryczałtu kwotę 1620 PLN, jeśli są więcej niż trzy interwencje za każdą z nich weterynarze dostają dodatkowo 270 PLN.

Paragraf 8 stanowi:

sarna-umowa-paragraf-8

Natomiast w paragrafie 12 jest napisane:

sarna-umowa-paragraf-12

Taka konstrukcja umowy oznacza, że w przypadku niemożności udzielenia pomocy przez wykonawcę, jest on zobowiązany do zapewnienia zastępstwa. A tego nie zrobili ani lek. wet. Michał Skrzek, ani dr n. wet. Zbigniew Skrzek prawdopodobnie dlatego, że za niepodjęcie interwencji zostanie im potrącone tylko 100 PLN.

sarna-umowa-paragraf-11

Umowa nic nie wspomina o karze za niepodjęcie interwencji, której efektem jest śmierć zwierzęcia. Dlatego jutro rano wyślę stosowne zapytanie do Dariusza Cłapy – kierownika Referatu Usług Komunalnych i Ochrony Środowiska. Jeśli urząd nie wyciągnie konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za to skandaliczne wydarzenie – sprawa zostanie przekazana organom ścigania.

→ Mariusz Baryła

20.07.2016

• foto: GazetaTRYBUNALSKA.pl

 

 

1
0

15 thoughts on “Kto odpowie za śmierć sarny?

  • 21/07/2016 at 22:40
    Permalink

    Znieczulica niektórych komentujących poraża. Jak można być tak ograniczonym? Kłania się również rozumienie tekstu pisanego…

    2

    0
    Reply
  • 21/07/2016 at 18:37
    Permalink

    Urzędnicy tylko nie czytają,boją się wejść nawet na stronę gazety,żeby roboty nie stracić.Ale pewnie nie jeden by otworzył usta w różnych sprawach.

    2

    0
    Reply
    • 22/07/2016 at 07:03
      Permalink

      Fakt z urzędowych komputerów się boją, ale już ze swoich prywatnych wchodzą…
      Niektórzy zaczynają co nieco mówić…

      1

      0
      Reply
  • 21/07/2016 at 15:08
    Permalink

    Kolejny przykład doskonałego dziennikarstwa. Szkoda, że tylko nieliczni mogą to czytać. Net siłą rzeczy ogranicza krąg odbiorców. Może warto pomyśleć o papierze?

    1

    0
    Reply
  • 21/07/2016 at 11:04
    Permalink

    Widzę, że niektórzy mają problemy w umiejętnością czytania ze zrozumieniem. Dłuższe teksty niż 3 zdania powodują u nich zamieszanie, więc jakiś s… będzie pieprzył o pasztecie w supermarkecie. Dziękuję Panu Baryle za ujawnienie kolejnej cegiełki w murze, który nazywa się OKRADANIE MIESZKAŃCÓW PIOTRKOWA. Skrzek co miesiąc bierze niemałe pieniądze za pomoc dzikim zwierzętom, a jak co do czego, to sarenka umiera w cierpieniach na oczach ludzi. Chojniakowi to nie przeszkadza. On lubi dżem!

    2

    0
    Reply
    • 21/07/2016 at 13:22
      Permalink

      Nie pisz o ludziach. A co miał Skrzek zrobić? Opuścić szpitalne łóżko?! Walnij się. Poza tym, też uwielbiam dziczyznę i dziękuję, że ktoś doprowadza te zwierzęta do śmierci dla mojego i innych smakoszy podniebienia. Jem też jajka, a w nich są zarodki przyszłego życia zwierzęcia. Zgłoś ten fakt do prokuratury…

      0

      2
      Reply
  • 21/07/2016 at 10:58
    Permalink

    Wiesz co Mariusz, czasami się nie zgadzam z tym co tutaj wypisujesz, ale za ten artykuł szacun. Nie odpuszczaj, szkoda zwierzaka – aż się łza w oku zakręciła.

    1

    0
    Reply
  • 20/07/2016 at 21:58
    Permalink

    A kto odpowie za śmierć sarny, która znajduje się w puszce pasztetu na półce supermarketu?
    A kto odpowie za śmierć sarny, która znajduje się w menu jednej z restauracji i po zamówieniu ląduje na talerzu konsumenta?

    0

    1
    Reply
    • 21/07/2016 at 18:04
      Permalink

      Tobie chyba słabo jest.

      0

      0
      Reply
  • 20/07/2016 at 21:51
    Permalink

    1620 zł ryczałtem za 3 interwencje misięcznie (540 zł za interewencję) a za niepodjęcie kara 100 zł! Kto jest autorem tej umowy powinien przed organami ścigania odpowiadać!
    Panie redaktorze, proszę zapytać o wykaz podjętych interwencji w każdym miesiącu obowiązywania umowy i o zapłaconych znaszych podatków kwotach.

    3

    0
    Reply
  • 20/07/2016 at 21:34
    Permalink

    Cłapa to kierownik Referatu Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska.

    1

    0
    Reply
  • 20/07/2016 at 20:55
    Permalink

    Skąd wziął się ten cały Cłapa?

    0

    0
    Reply
  • 20/07/2016 at 20:10
    Permalink

    Trochę bez sensu jest robienie tu nagonki na policję czy straż miejską, nawet jeżeli ktoś od nich przyjechałby od razu to w jaki sposób przyczyniłoby się to do uratowania sarny? Nie są to służby weterynaryjne, które udzieliłyby jej pierwszej pomocy. Z opisu sytuacji można wysnuć wniosek, że sarna już w momencie odkrycia jej na działce była w stanie agonalnym. Od momentu jej zauważenia (godz. 6.00) do przyjazdu kogoś, kto zajmuje się zwierzętami i był chętny pomóc (godz. 6.50) nie minęła nawet godzina, uważam że to szybka reakcja (zważając też na to, że nie wiemy kiedy go wezwano dokładnie, może był na miejscu po 10 min od wezwania?). Możliwe, że sarnę mogłoby uratować jedynie całodobowe pogotowie weterynaryjne i stół operacyjny, oczywiście w ramach pracy społecznej, bo kto niby miałby tu płacić za ratowanie pospolicie występującego zwierzęcia, które nie jest pod ochroną?

    0

    0
    Reply
    • 21/07/2016 at 21:10
      Permalink

      Dążąc do ideału – to tak, że straż dysponuje środkiem uspakajającym (strzelać, to chyba umieją?), obezwładnia oszalałe ze strachu zwierzę i dostarcza do pogotowia weterynaryjnego.

      2

      0
      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.