Kolory Polski 2016 – Arte Dei Suonatori i Dagmara Barna

23 lata temu małżeństwo muzyków Ewa i Aureliusz Golińscy powołało do życia orkiestrę kameralną „Arte Dei Suonatori”.

Projekt był efektem wspólnego zainteresowania muzyką dawną, a także niechęcią do środowiskowego blichtru. Ten swoisty bunt sprawił, że na firmamencie polskiej muzyki klasycznej pojawiła się grupa młodych wykonawców, wywodzących się z poznańskiej Akademii Muzycznej, połączona niezależnością, pasją i otwartością na różne kierunki artystycznej wypowiedzi.

Bo choć „Arte Dei Suonatori” kojarzona jest przede wszystkim z muzyką barokową, zespół w kwartecie wykonywał także dzieła Beethovena czy Mozarta, a w jego repertuarze znajduje się ponad pół tysiąca kompozycji. Część z nich znalazła się na czternastu albumach wydanych do tej pory, bardzo ciepło przyjętych przez krytyków i melomanów nie tylko w Polsce, ale również w Europie i Stanach Zjednoczonych. Klasę orkiestry potwierdza imponująca ilość międzynarodowych nagród i wyróżnień, jakimi została uhonorowana.

Obecnie stały skład grupy tworzy dwunastu instrumentalistów. Jednak na szóstym koncercie z cyklu „Kolory Polski”, jaki odbył się w minioną niedzielę (10 lipca 2016 r.) w gościnnym, franciszkańskim Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej przy ulicy Gabriela Narutowicza nr 3 w Radomsku, obsada była bardziej kameralna, a stanowili ją: Aureliusz Goliński – skrzypce, Joanna Kreft – II skrzypce, Ewa Golińska – altówka, Maciej Łukaszuk – wiolonczela, Joanna Boślak-Górniok – klawesyn i gościnnie sopranistka Dagmara Barna.

Godzinny program składał się z fragmentów dwóch oper zmarłego w wieku 36. lat, XVII-wiecznego, angielskiego kompozytora Henry’ego Purcell’a: „Dydona i Eneasz” (1689) i „Królowa Wróżek” (1692), a został przygotowany przez Annę Nowak-Pokrzywińską – skrzypaczkę i altowiolistkę.

Muzyka barokowa jest mi wyjątkowo bliska; jednym z pierwszych wydawnictw, jakie, w czasach kształtowania się gustu muzycznego, nabyłem był potrójny box z koncertami skrzypcowymi „L’Estro Armonico”Antonio Vivaldiego wydany przez węgierski Hungaroton. Choć płyty mają ponad 35 lat nadal do nich wracam, podobnie jak do twórczości Pachellbela, Albinoni’ego, Scarlatti’ego, J. S. Bacha – bez których historia światowej kultury byłaby pusta, jak sad pozbawiony owocowych drzew.

Z tym większym zainteresowaniem, gdyż nie miałem jak dotąd okazji usłyszeć Purcell’a na żywo, zasiadłem na drewnianym krześle w radomszczańskim sanktuarium. Wkrótce pierwsze dźwięki klawesynu i instrumentów smyczkowych wypełniły jego wnętrze i przeniknęły do serc słuchaczy, którzy zastygli w zachwycie, a wielu pewnie w niedowierzaniu, że muzyka stworzona 300 lat temu na odległej wyspie potrafi nieść potężny ładunek szczerych emocji, składający się z: radości, namiętności, rozpaczy i smutku.

 

Na tym właśnie polega magia klasycznej muzyki, że każda jej interpretacja staje się samoistnym, niepowtarzalnym dziełem, a intencje jej twórców zostają przefiltrowane przez osobiste doświadczenia i wrażliwości wykonawców.

Dziesięć lat temu pp. Golińscy zapytani w trakcie jednego z wywiadów o niezapomniany dzień swojego życia powiedzieli:

Ewa: Dla mnie to moment, kiedy mając 13-14 lat, po raz pierwszy usłyszałam i zobaczyłam morze. Podczas konkursu skrzypcowego w Koszalinie kilku uczestników pojechało z opiekunem do Mielenka. Pamiętam moment, gdy zza wydm usłyszałam szumiące morze. Po chwili wyszliśmy zza drzew i wydm na plażę i zobaczyłam ogromną przestrzeń oraz wielkie fale – widok niezapomniany.

Aureliusz: A dla mnie pewien ranek, który przeżyłem w Kręcku na Mazurach. Wyszedłem na spacer grzbietem wzgórza. Dookoła piękna przyroda, a w dole wspaniale oświetlone przez słońce jezioro. Szedłem i słuchałem z odtwarzacza CD „Leçon de Ténebres” Charpentiera. Muzyka fantastycznie współgrała ze światłem, z przestrzenią, z kształtami i barwami… Przeżycie było metafizyczne. Kiedy po paru latach zaczęliśmy grać ten utwór Charpentiera, tamten obraz stanął mi przed oczyma. Jego wspomnienie porusza mnie do dziś. (źródło: podroze.gazeta.pl).

Gdyby zmienić zapis wypowiedzi A. Golińskiego na:

Wyszedłem na spacer grzbietem wzgórza.
Dookoła piękna przyroda, a w dole
wspaniale oświetlone przez słońce jezioro.

Szedłem
i słuchałem z odtwarzacza CD
„Leçon de Ténebres” Charpentiera.
Muzyka fantastycznie współgrała ze światłem,
z przestrzenią, z kształtami i barwami…
Przeżycie było metafizyczne.

Kiedy po paru latach zaczęliśmy grać
ten utwór Charpentiera, tamten obraz
stanął mi przed oczyma. Jego wspomnienie
porusza mnie do dziś.

powstałby wyjątkowy wiersz, przypominający dokonania nowojorskiego poety Franka O’Hary (1926-1966), którego miłość do malarstwa i muzyki jest jednym z najbardziej charakterystycznych elementów jego twórczości. O czym to świadczy? Ano o tym, że występ „Arte Dei Suonatori” otwierał przestrzeń dla wyobraźni, aby bez jakiegokolwiek skrępowania mogła podążać w rozmaitych kierunkach.

 

Dopełnieniem koncertu okazały się wokalne popisy sopranistki Dagmary Barny obdarzonej bardzo interesującą barwą głosu. Zastanawiałem się, która z umiejętności tej wrażliwej i sympatycznej kobiety jest cenniejsza: czy głos, czy zdolności aktorskie niepozwalające oderwać od niej oczu? Aby się o tym przekonać, po powrocie do domu, oglądnąłem zapis jej zeszłorocznego występu w „Orlando” G.F. Händla > link. Szczęśliwi muszą być mężczyźni mający sopranistki pod dachem swego domu.

 

A na wszystko, co działo się podczas magicznej godziny we franciszkańskiej świątyni, spoglądała figura ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa skąpana w szafirowym świetle, którego cień sprawiał, że na umęczonej twarzy pojawiła się cieniutka kreska, czegoś na kształt uśmiechu.

Pięknie dziękuję wykonawcom i organizatorom za to szczególne wydarzenie.

→ Mariusz Baryła

12.07.2016

• foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• polecam: > Purcell: Dido and Aeneas, opera in three acts, Z. 626 | Philippe Pierlot

• więcej „Kolorach Polski” czytaj pod adresem: > http://gazetatrybunalska.pl/tag/kolory-polski/

 

 

 

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.