Kazimierz Wóycicki: Nienawiść nie służy pamięci o zmarłych, lecz psuje duszę żywych

Większość Polaków kojarzy UPA wyłącznie z mordem wołyńskim. W czasach PRL najgorszą zbrodnią UPA długo miała być śmierć gen. Świerczewskiego, którego dzisiaj mało kto żałuje – pisze ceniony historyk dr Kazimierz Wóycicki we wstępie do swojego artykułu „Krótka historia UPA dla Polaków na użytek dialogu z Ukraińcami”, który został opublikowany dwa lata temu.

Ponieważ to historyczne wspomnienie jest nadal bardzo aktualne, powinno być przypominane za każdym razem, kiedy przypada rocznica „krwawej niedzieli” – dramatycznych wydarzeń, jakie miały miejsce 11 lipca 1943 r. na terenie powiatów horochowskiego i włodzimierskiego. Pamięć historyczna ma służyć przede wszystkim jako nauka dla następnych pokoleń i nie może być wykorzystywana jako przyczynek do rozdrapywania ran, rozbudzania lęków i konfliktowania narodów.

Dopiero w latach 70 i 80 dopuszczono mówienie o Wołyniu, czego przed tym unikano, bowiem były to utracone kresy. UPA było przedstawiane na wzór sowiecki,  to znaczy jako kolaboranci Hitlera i krwawi nacjonaliści. Nie mogło być inaczej, bowiem Moskwa chciała Ukrainę zrusyfikować. Ukrainiec nie chcący stać się sowieckim Rosjaninem musiał być oskarżany o nacjonalizm a najlepiej o faszyzm. Straszenie UPA było więc propagandowo szalenie użyteczne. Podsycanie w Polsce lęku nie tylko przed Niemcami ale także przed Ukraińcami miało dawać legitymizację tezie, że potrzebie przyjaźni polsko-rosyjskiej (radzieckiej). Tyle o sprawach propagandy.

Historia ukraińskiego ruchu narodowego staje się niezrozumiała, jeśli nie uwzględni się szoku i traumy, jaką powodował katastroficzny dla Ukraińców wynik I wojny światowej. Nawet społeczeństwa tak małe jak Litwini, czy Estończycy wybiły się na niepodległość, gdy tymczasem najbardziej liczna w regionie społeczność ukraińska nie uzyskała własnego państwa. Ukraiński ruch narodowotwórczy w wieku XIX i do I wojny był w przeważającej mierze zorientowany socjaldemokratycznie i lewicowo. Katastroficzna porażka wywołała dyskusję o jej przyczynach oraz zasadniczy zwrot ku nacjonalizmowi.

Nie następuje to jednak od razu. Część ukraińskich elit intelektualnych wiąże przez krótki czas nadzieję na niezależność z nowopowstałą ukraińską sowiecką republiką. Nie bez powodu, ale nie bez ogromu złudzeń.  W początku lat dwudziestych ukraińska kultura może rozwijać się tam dość swobodnie. Po raz pierwszy w dziejach młodzież uczyć się może w ukraińskojęzycznej szkole. Należy zauważyć, że po stronie polskiej ruch ukraiński nie miał aż takich swobód – kontynuuje swój wywód Wóycicki.

Prezentując polityczne i kulturowe tło, będące pożywką dla rozwoju nacjonalizmu ukraińskiego, który w efekcie doprowadził do mordu Polaków, autor podjął się ryzykownego zadania, gdyż jego słowa  mogą zostać odebrane, jako usprawiedliwianie wydarzeń sprzed 73 lat. Nic bardziej mylnego, nadrzędnym celem artykuł Kazimierza Wóycickiego jest wywołanie refleksji, bo jak pisze na końcu: Polacy o mordzie wołyńskim nie mogą zapominać, ale konieczny jest też namysł jak upamiętnienie tej tragedii i jej ofiar służyć może pojednaniu z Ukraińcami. Nienawiść, bowiem nie służy pamięci o zmarłych, lecz psuje duszę żywych.

Cały tekst dostępny jest na blogu historyka pod adresem: https://kazwoy.wordpress.com/2014/11/03/krotka-historia-upa-dla-polakow-na-uzytek-dialogu-z-ukraincami/, a do jego przeczytania chyba nie trzeba specjalnie zachęcać.

→ (mb)

12.07.2016

• foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

• Kazimierz Wóycicki > biografia

• Kazimierz Wóycicki w innych materiałach „GT” > kliknij

 

 

0
0

5 thoughts on “Kazimierz Wóycicki: Nienawiść nie służy pamięci o zmarłych, lecz psuje duszę żywych

  • 15/07/2016 at 21:52
    Permalink

    Jakiś czas temu wpadła mi w ręce szeroko reklamowana na lokalnych łamach książka p. Majewskiego o Wołyniu. Ukazała się drukiem gdy jej autor miał 25 lat. To ile lat ją miał pisząc? Obiektywnie patrząc, pełna jest powtórzeń i banałów. I jest potwornie przegadana. Recenzja profesora też mocno na wyrost. Nie oszukujmy się, co o komunizmie, nacjonalizmie i terroryzmie, może wiedzieć 20-latek? Mógł tylko wiele się naczytać, ale co zgłębił, co zanalizował? Jakich dokonał przemyśleń i syntez? Na jakie wnioski go stać? Ta jego wypowiedź też jest mocno niewiarygodna. Poprzez tekst widzę prymusa i kujona, a gdzie myśl? Gdzie historyczne odkrycie? Gdzie warsztat? Proponuję nie wpadać w zachwyty, dużo pracować, myśleć i za 20-30 lat błysnąć jakimś naukowym dorobkiem. A na to potrzeba CZASU i PRACY, PRACY, PRACY. (oraz skromności i pokory)

    0

    3
    Reply
    • 16/07/2016 at 18:14
      Permalink

      Szanowny Panie,

      Bardzo żałuję, że nie zdecydował się Pan podpisać imieniem i nazwiskiem – myślę, że wpłynęłoby to korzystniej na formę Pańskiej wypowiedzi. Zawsze bardzo cenię wszelkie uwagi dotyczące prowadzonych przeze mnie badań naukowych. Uważam jednak, by aby krytyka była konstruktywna trzeba sięgnąć po książkę, którą się ocenia. Zastanawiając się nad tym ile lat miałem pisząc swoją publikację dowodzi Pan, że nawet nie przeczytał Pan wstępu, w którym znajdują się wszelkie potrzebne informacje. Wielka szkoda, że nie zajrzał Pan również chociażby do bibliografii, z której dowiedziałby się Pan, że głównym materiałem, z których korzystałem to dokumenty źródłowe. Po lekturze bibliografii nie musiałby więc się Pan zastanawiać co zanalizowałem. Niestety, żeby wiedzieć coś o wnioskach trzeba przeczytać książkę, do czego zresztą zachęcam. Natomiast co wiem o terroryzmie, komunizmie i nacjonalizmie? Na pewno nie tyle co Pan, tym bardziej boleje, że ukrywa się Pan pod pseudonimem nie dając mi szansy zapoznać się z Pańskim jakże bogatym dorobkiem naukowym.

      2

      0
      Reply
  • 12/07/2016 at 22:26
    Permalink

    Artykuł rekomendowany przez szanowną Redakcję jest jednym z najjaskrawszych dowodów na to, że Kazimierz Wóycicki nie ma pojęcia o historii ukraińskiego nacjonalizmu. Faktem jest, że tak skomplikowanego zagadnienia nie sposób wyłożyć w krótkiej notatce internetowej, ale jeżeli już podejmuje się takiego zadania należałoby się wykazać odrobiną rzetelności. Autor wyjaśnia, że zwrot ukraińskich elit politycznych ku nacjonalizmowi był pochodną klęski zorientowanego socjalistyczne i socjaldemokratycznie ukraińskiego ruchu niepodległościowego. W rzeczywistości analiza przyczyn klęski ukraińskich niepodległościowców nie sięgała aż tak daleko. Klęska ta nie oznaczała również utraty wpływów przez ukraiński ruch socjalistyczny, który dobrze zorganizowany, posiadający dużą liczbę zwolenników oraz wpływy w ukraińskich organizacjach ekonomicznych bardzo szybko został zauważony przez Centralę partii bolszewickiej w Charkowie. Ukraiński ruch narodowy, który funkcjonował w niepodległej Polsce, a mam tu na myśl ruch legalny w postaci Ukraińskiego Narodowo-Demokratycznego Zjednoczenia (UNDO) miał w owym czasie ogromne problemy z budowaniem swoich struktur partyjnych m.in. na Wołyniu. Powodem były właśnie silne wpływy ukraińskich partii socjalistycznych, które głosiły hasła niezwykle proste i atrakcyjne dla ubogiej ukraińskiej ludności.
    Domaganie się przez Ukraińców ukraińskiego uniwersytetu we Lwowie było spowodowane jedynie motywami politycznymi. O ile bowiem można zrozumieć, że przywódcy ukraińskiego życia politycznego odrzucali propozycję rządu RP o utworzeniu ukraińskiej szkoły wyższej w Warszawie, to odmowa utworzenia ukraińskiej wszechnicy w Stanisławowie, czyli stolicy województwa o najwyższym w Polsce odsetku ludności ukraińskiej (72%) jasno wskazuję na upolitycznienie tej kwestii przez ukraińskich działaczy politycznych.
    Autor pomija milczeniem, że powstała w 1929 roku OUN prowadziła działalność terrorytyczną wymierzoną zarówno w struktury administracji państwowej jak i zwykłą ludność cywilną. Nie wspomina także, że organizacja ta współpracowała z wywiadem niemieckim, litewskim, czechosłowackim i… sowieckim traktując swój antykomunizm w rzeczywistości niezwykle koniunkturalnie. Ten koniunkturalizm dotyczył także stosunku ukraińskich nacjonalistów do działających w Polsce ukraińskich komunistów, z którymi podejmowali aktywną współpracę. W połowie lat trzydziestych, kiedy w Związku Sowieckim Stalin rozpętał antypolską histerię, która doprowadzić miała do ludobójstwa na naszych rodakach, nacjonaliści ukraińscy działający w Polsce jasno stwierdzali, że w razie polsko-sowieckiego konfliktu zbrojnego OUN wystąpi zbrojnie wspierając działania Armii Czerwonej. Tego z tekstu Kazimierza Wóycickiego czytelnik jednak się nie dowie.
    Autor stwierdza, że kolaboracja ukraińskich nacjonalistów z Niemcami trwała „jakiś czas”, podczas gdy miała ona miejsce aż do końca II wojny światowej. Wóycicki kompletnie pomija aktywny udział ukraińskich nacjonalistów w Holocauście, który jest wydarzeniem kluczowym dla zrozumienia ludobójstwa, którego dokonali na Polakach. Okupacja sowiecka, a później masowa eksterminacja Żydów pokazały, że można bezkarnie usunąć z powierzchni ziemi ogromną grupę ludzi i przy tym wzbogacić się na ofiarach. Warunki wojenne nie spowodowały ludobójstwa wołyńskiego, ale umożliwiły jego przeprowadzenie. O konieczności eksterminacji ludności polskiej, żydowskiej, rosyjskiej i każdej innej w ramach narodowej rewolucji kierownictwo OUN mówiło już przed wojną. Mało tego, OUN prowadziło akcje mające na celu zastraszenie ludności, czego najjaskrawszym przykładem była akcja terrorystyczna wymierzona w dom rosyjski w Ostrogu i akcja antyżydowska OUN przeprowadzona w 1933 i 1936 roku.
    Nikt nie neguje, że UPA po 1944 roku prowadziła walkę z Sowietami, ale Wóycicki pomija milczeniem fakt, że dokładnie w tym samym czasie, te same oddziały UPA, pomimo akcji wysiedleńczej w dalszym ciągu dokonywała morderstw na Polakach i wyjeżdżających z Wołynia Czechach.
    Ukraińska kolaboracja nie była pełna złudzeń, chyba że oddana służba w SS, aktywny udział w Holocauście i pacyfikacjach autor uznaje za złudzenie wywołane przez komunistyczną propagandę.
    Najbardziej kuriozalne stwierdzenia Wóycicki pozostawia jednak swoim czytelnikom na sam koniec pisząc, że „Dla patriotycznie nastawionych Ukraińców natomiast UPA, przede wszystkim dzięki powojennej martyrologii stawała się legendą, której treścią było poświęcenie i ofiara. Jak też z wszelkimi tego typu legendami bywa o własnych grzechach trudno było przy tym mówić, tym bardziej że rosyjska propaganda nie zostawiała na UPA suchej nitki”. To tak jakby powiedzieć, że dla patriotycznie nastawionych Rosjan Armia Czerwona kojarzy się przede wszystkim z bohaterstwem Stalingradu, zdobyciem Berlina, zwycięstwem w II wojnie światowej, nie zaś z agresją 17 września 1939 i przyniesieniem narodom Europy Środkowo-Wschodniej kolejnego, niezwykle opresyjnego reżymu okupacyjnego. Szczytem hipokryzji Autora jest wołanie o pamięć o Wołyniu i jego godnym upamiętnieniu. Nie byłoby nic dziwnego w tym wezwaniu, gdyby nie fakt, że pochodzi z ust człowieka, który ludzi walczącymi nie od dziś, ale kilkudziesięciu lat o tę prawdę nazywa ruskimi agentami i trollami, co więcej jest przeciwny godnemu upamiętnieniu ofiar. Wbrew temu co twierdzi Kazimierz Wóycicki zbrodnia wołyńska to nie tragedia – to ludobójstwo – masowa zbrodnia przeciw ludzkości.

    4

    0
    Reply
    • 12/07/2016 at 23:05
      Permalink

      Takiej masy bzdur jak we wpisie Majewskiego nawet nie da się skomentować. Redakcja przed publikacją komentarzy dotyczących bardzo skomplikowanych spraw (szczególnie tematów historycznych, a jeszcze bardziej – spornych i co do których nie ma jednolitego stanowiska badaczy) powinna konsultować się z kimś, kto dokonałby przed opublikowaniem rzetelnej recenzji. Albo – nie publikować wcale.

      0

      4
      Reply
      • 12/07/2016 at 23:11
        Permalink

        Szanowny Panie, moze rozwinie Pan swoja mysl, mozna sie zgadzac z dr Majewskim lub nie, ale nie mozna mu zarzucic braku argumentow, co rozni jego wpis od Panskiego. Pozdrawiam. (mb)

        2

        0
        Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.