Blady strach pada na sędziów. Ojciec jednego z nich przeczytał artykuł i umarł

„Gazeta Polska” dwa dni temu (31.05.2016 r.) opublikowała krótki tekst zatytułowany „PRAWO DOSYĆ INSYNUACJI „Codzienna” skarży sędziów”.

Czytamy w nim między innymi:

„Gazeta Polska Codziennie” wytacza proces prezesowi i wiceprezesom Sądu Okręgowego w Warszawie. To reakcja na opublikowany w internecie list do ministra Zbigniewa Ziobry podpisany przez kierownictwo wspomnianej placówki. Autorzy insynuują, że śmierć ojca sędziego Andrzeja Sterkowicza to efekt artykułu w „Codziennej”.

Pismo-sedziow-do-ziobro
Pismo warszawskich sędziów do ministra Zbigniewa Ziobro. Kliknij, aby powiększyć.

Prezes Sądu Okręgowego w Warszawie oraz jej zastępcy: Małgorzata Kluziak, Marta Dudziuk, Agnieszka Grzybczak-Stachyra, Ewa Malinowska, Beata Njjar, Małgorzata Sławińska, w liście do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry insynuują, że Czesław Sterkowicz miał umrzeć na zawał po… przeczytaniu artykułu na temat swój oraz swojego syna. Chodzi o tekst z 24 maja br. pt. „Sędzia resortowego pochodzenia”. „Z przekazanych nam informacji wynika, iż po zapoznaniu się z tym artykułem wskutek doznanego szoku Pan Czesław Sterkowicz w dniu 26 maja zmarł na atak serca” – czytamy w liście sędziowskim. Tymczasem rejestracja Czesława Sterkowicza jako tajnego współpracownika komunistycznej bezpieki funkcjonowała w obiegu publicznym od początku lat 90. Jego nazwisko znalazło się w 1992 r. na liście Antoniego Macierewicza w związku z wykonaniem uchwały lustracyjnej. Lista została później opublikowana przez „Gazetę Polską”, a także w innych mediach.

Czesław Sterkowicz został zarejestrowany pod symbolem TA-941 w 1976 r. przez Wydział III WUSW w Tarnowie jako kontakt operacyjny SB. Prowadzenie jego sprawy zakończono w 1980 r., a materiały złożono do archiwum. W 1988 r. akta zostały zniszczone. Nie odnaleziono protokołu ich zniszczenia. W Sejmie pierwszej kadencji Sterkowicz był posłem z listy Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Redakcja „Codziennej”, po tym, jak kierownictwo warszawskiego SO w Warszawie opublikowało list, postanowiła wytoczyć proces kierownictwu sądu.

– To bezpodstawne insynuacje. Jedyną drogą jest droga sądowa. W najbliższym czasie złożymy prywatny akt oskarżenia przeciwko sędziom, którzy podpisali się pod haniebnym listem. Niech udowodnią związek przyczynowo-skutkowy między naszym artykułem a śmiercią pana Czesława Sterkowicza – mówi redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i „Codziennej” Tomasz Sakiewicz

Powrót do przeszłości

11.04.2014 r. portal „niezalezna.pl” informuje:

W procesie między Służbą Kontrwywiadu Wojskowego, a „Gazetą Polską” orzeka sędzia Andrzej Sterkowicz, który jest w ostrym konflikcie z redakcją „GP” i „GPC” oraz red. Tomaszem Sakiewiczem. Pozwani złożyli więc wniosek o zmianę składu sędziowskiego. – Nie znam osobiście Tomasza Sakiewicza – stwierdził Sterkowicz.

Policjanci z wykrywaczami metali, rewidowanie wchodzących na salę, zakaz wnoszenia sprzętu nagrywającego – to restrykcje wprowadzane przez sąd Okręgowy w Warszawie dla stron w procesie, który Służba Kontrwywiadu Wojskowego wytoczyła Tomaszowi Sakiewiczowi. Postępowanie prowadzi sędzia Andrzej Sterkowicz. Ten sam, którego „Gazeta Polska Codziennie” kilkukrotnie opisywała jako stronniczego arbitra. Z uwagi na ten ewidentny konflikt interesów redakcja złożyła wniosek o zmianę składu sędziowskiego.

Tymczasem Sterkowicz nie dostrzega niczego nagannego w tym, że ma orzekać w tym procesie. Na sali sądowej stwierdził, że nie widzi problemu, ponieważ… nie zna osobiście Tomasza Sakiewicza.

Ostatecznie jednak po złożeniu wniosku o jego wyłączenie odroczył proces bezterminowo ze względu na konieczność rozpatrzenia tej kwestii przez trzyosobowy skład sądu. To on zadecyduje co dalej.

– Sędzia jest w ostrym konflikcie z naszą redakcją i mamy prawo przewidywać, że nie będzie obiektywny w rozstrzyganiu sprawy. Cyrk z urządzeniem rewizji przed rozprawą najlepiej o tym świadczy – stwierdził po rozprawie Tomasz Sakiewicz.

To tylko część jego zarzutów wobec sposobu prowadzenia sprawy przez Sterkowicza. Wcześniej próbował ograniczyć prawo pozwanego do obrony – wyznaczył termin rozprawy na dwa dni po tym kiedy Tomasz Sakiewicz otrzymał pozew. A zgodnie z przepisami kodeksu cywilnego powinien dać stronie dwa tygodnie na przygotowanie.

Służba Kontrwywiadu Wojskowego skierowała do Sądu Okręgowego w Warszawie sprawę przeciwko „GP” i „GPC” po tekście Anity Gargas opisującym nieprawidłowości w działaniu służb. I chociaż działalność SKW wzięła na celownik Prokuratura Okręgowa w Warszawie i wszczęła śledztwo w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez kierownictwo służby, SKW skierowała pozew przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi.

Teraźniejszość

Sędzia Sterkowicz z Sądu Okręgowego w Warszawie dopracował się opinii specjalisty od skazywania surowymi wyrokami prawicowych dziennikarzy. Wydał m.in. kontrowersyjne orzeczenie skazujące za tekst we „Wprost” autorstwa Doroty Kani i Stanisława Janeckiego. Ukarał dziennikarzy za pisanie o prof. Andrzeju Ceynowie, b. rektorze Uniwersytetu Gdańskiego, jako zarejestrowanym TW bezpieki PRL-u. Po tym wyroku był w konflikcie prawnym z redakcją „Gazety Polskiej”, ale nie zamierzał wycofywać się z kolejnego procesu, jaki prowadził przeciwko „GP”. Tym razem chodziło o pozew Służby Kontrwywiadu Wojskowego za opisywanie nieprawidłowości mających miejsce w tej służbie – czytamy 24.05.2016 r. na stronie „niezalezna.pl”.

Dwa zdania komentarza

W ostatnich miesiącach media coraz częściej informują o niepokojących sygnałach, jakie dobiegają z polskich sądów. Na naszych oczach pada kolejny mit, tym razem niezawisłego, sprawiedliwego, bezstronnego, wykształconego, wolnego od sympatii politycznych i nałogów człowieka, który rozstrzyga o losach innych obywateli.

Sam zaś list warszawskich sędziów jest absurdalny, a wiązanie śmierci ojca Andrzej Sterkowicza z publikacją gazety niezbicie dowodzi, że były ubecki konfident miał czyste sumienie.

→ (mb)

2.06.2016

• foto: pixabay.com

Zobacz także: > Uciekający sędzia Andrzej Sterkowicz

 

 

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.