Nie jesteśmy niewolnikami czarnych scenariuszy – Bronisław Komorowski podczas debaty w Łodzi

W łódzkim klubie „Wytwórnia” z dużym rozmachem zorganizowana została debata pod prowokującym hasłem: „Niepodległość czy demokracja – diabelska alternatywa dla Polski”.

Dyskusja zorganizowana przez Telewizję TOYA, KOD, Klub Dyskusyjny im. prof. Władysława Bartoszewskiego i „Gazetę Wyborczą” odbyła się 12 maja 2016 roku, czyli w 90. rocznicę przewrotu majowego. Jej głównymi postaciami byli Bronisław Komorowski, prof. Tomasz Nałęcz oraz Maciej Klimczak. Jeżeli tych dwóch pierwszych postaci nie trzeba przedstawiać, to pan Klimczak był podsekretarzem stanu w Kancelarii Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, gdzie odpowiedzialny był m.in. za kulturę.

Jako pierwszy głos zabrał Bronisław Komorowski, który wyszczuplał, odmłodniał i tryskał doskonałym humorem. Zaczął kurtuazyjnie od podziękowań za zaproszenia, słów uznania dla gospodarzy i tego „niezwykłego miejsca”. O śp. Władysławie Bartoszewskim wypowiedział się bardzo serdecznie nazywając go „nowoczesnym wzorcem polskiego patriotyzmu”. A w nawiązaniu do jednego z organizatorów dodał, że „taki patron zobowiązuje”.

 

Swoje rozważania były prezydent rozpoczął od kwestii zawartej w tytule debaty, czyli „Niepodległość czy demokracja”. Tutaj nawiązał do manifestacji KOD-u i zachęcał do udziału w kolejnej 4 czerwca. Stwierdził, że jest czego się obawiać. Skrytykował Kornela Morawieckiego za słowa, że nad prawem jest dobro narodu.

Następnie rozwinął teorię, iż podstawą demokracji jest trójpodział władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Jednocześnie stwierdził, że PiS w swoich działaniach zakwestionował niezależność władzy sądowniczej.

 

W tym miejscu debaty miałem wrażenia, że były Prezydent ułomnie rozumie temat, o którym mówi. A mianowicie, podstawą demokratycznego państwa jest nie tylko trójpodział władzy, lecz również precyzyjne określona odpowiedzialność za ponoszone decyzje. I tak, jeśli władza ustawodawcza i wykonawcza w Polsce cały czas ponosi odpowiedzialność przed społeczeństwem i podczas wyborów może zostać odwołana, to władza sądownicza stała się zupełnie pozbawiona jakiejkolwiek odpowiedzialności i jakiegokolwiek nadzoru. Nie chodzi tu jedynie o najwyższe organy sądownicze, takie jak Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy, lecz też sądy rejonowe, prokuratury, a nawet komorników sądowych! Skala patologii w tym środowisku jest zatrważająca, nieporównywalna do jakichkolwiek innych państw na świecie, a mówienie w takiej sytuacji o zamachu na niezależność sądów jest żałosne.

Brak odpowiedzialności jest cechą charakterystyczną dla systemów totalitarnych. Nie ma nic wspólnego z prawdziwą demokracją. Dlatego takie podejście do demokracji dla mnie jest zupełnie niezrozumiałe.

Bronisław Komorowski skrytykował nową ekipę władzy za jednostronność, radykalizm a nawet bałwochwalstwo w tematyce historycznej. Podkreślił ważną rolę historii w życiu narodu. Powiedział, że trzeba rozmawiać na tak trudne tematy jak zabójstwo prezydenta Narutowicza, czy zamach majowy. O marszałku Piłsudskim, pochodzącym również jak rodzina Komorowskich z Kresów, powiedział:

– Jest za co go kochać, ale na pewno nie za przewrót majowy… Kocham go pomimo przewrotu majowego.

Negatywnie wyraził się o pomyśle uchwalenia nowej Konstytucji RP. Posłużył się w tym miejscu żartem, gdy mąż zapytał żonę, czy może trzeba umyć dzieci, czy lepiej zrobić nowe…

Po niespełna godzinie na mównicę wyszedł prof. Tomasz Nałęcz. Na początku przypomniał, że obchodzimy nie tylko 90. rocznicę zamachu majowego, lecz również 81. rocznicę śmierci Marszałka. W skrócie można stwierdzić, że jego poglądy na tematy polityczne i historyczne są bardzo zbieżne z poglądami przedmówcy. Prof. Nałęcz stwierdził, że obecnie trudno nie dostrzegać zagrożenia dla demokracji. Nie powstrzymał się przed pewnymi złośliwościami mówiąc, że próba porównywania Kaczyńskiego z Piłsudskim, to tak jakby porównywać kota z kasztanką. Skrytykował też sanację za antydemokratyczne działania, w tym za konstytucję z 1935 roku.

 

Kolejnym mówcą był Maciej Klimczak, który próbował rozwinąć temat kultury politycznej. Niestety, poziom jego umiejętności retorycznych rażąco odbiegał od przedmówców. (Miałem wątpliwą przyjemność poznania tego urzędnika w 2011 roku, gdy podczas spotkania z gen. Burzą-Karlińskim w Kancelarii Prezydenta RP obiecywał podjąć konkretne działania w celu powstania Muzeum Legionów Polskich w Piotrkowie. Oczywiście obietnice okazały się bez pokrycia.)

Jako ostatni na mównicy stanął prof. Jarosław Płuciennik, prezes Klubu Dyskusyjnego im. prof. Władysława Bartoszewskiego. Okazał się on wiernym wyznawcą KOD-u, a jego krótkie wystąpienie nie warte było uwagi. Swoją drogą szkoda, iż Maciej Klimczak nie ocenił działań KOD-u pod kątem kultury politycznej, a zwłaszcza niektórych transparentów noszonych na manifestacjach, bo one z pewnością nie były w stylu śp. prof. Bartoszewskiego.

W końcowej dyskusji pojawiły się pozytywne akcenty. Bronisław Komorowski zaapelował, że „trzeba zachować optymizm” i stwierdził:: Nie jesteśmy niewolnikami czarnych scenariuszy. Natomiast prof. Nałęcz przyznał, że obecne działania PiS-u jednak mieszczą się w granicach państwa demokratycznego, a jedynie żółta lampka kontrolna pojawiła się w wymiarze sprawiedliwości.

W tak dużym mieście, jak Łódź wydawać się mogło, że sala zapełniona będzie po brzegi. Tak się jednak nie stało, dotarło tu około 400 osób i wiele krzeseł pozostało wolnych. Imprezę transmitowała TV Toya. Po oficjalnej części mówcy zeszli do publiczności, rozmawiali ze swoimi sympatykami, pozowali do zdjęć…

→ Paweł Reising

13.05.2016

• foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

 

 

1
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.