Wymiar sprawiedliwości to szerszy problem – z posłem RP Grzegorzem Wojciechowskim rozmawia Paweł Reising

Grzegorz Wojciechowski (ur. 25.08.1960 r. w Rawie Mazowieckiej) – polski polityk, samorządowiec i rolnik, senator VII i VIII kadencji, poseł na Sejm VIII kadencji.

Ukończył w 1986 studia na Wydziale Rolniczym Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, a w 2001 na Wydziale Fizyki Technicznej, Matematyki Stosowanej i Informatyki Politechniki Łódzkiej. W latach 1979–1998 prowadził własne gospodarstwo rolne. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel, następnie 2002 do 2007 zajmował stanowisko kierownika rawskiego biura powiatowego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Od 1998 do 2006 zasiadał w radzie gminy Regnów, później do 2007 był radnym sejmiku łódzkiego. Należał do Polskiego Stronnictwa Ludowego. W 2006 przeszedł do PSL „Piast”, gdzie zasiadał w radzie politycznej. Jako kandydat tej partii w wyborach parlamentarnych w 2007 z ramienia Prawa i Sprawiedliwości uzyskał mandat senatorski, otrzymując w okręgu piotrkowskim 81 692 głosy. Zasiadł w Komisji Rolnictwa i Ochrony Środowiska oraz Komisji Spraw Unii Europejskiej. 15 listopada 2010 został członkiem PiS. W wyborach parlamentarnych w 2011 został ponownie wybrany do Senatu z ramienia tej partii..W wyborach parlamentarnych w 2015 kandydował z listy PiS do Sejmu w okręgu piotrkowskim. Otrzymał 21 163 głosy, uzyskując mandat posła VIII kadencji. Jest bratem Janusza Wojciechowskiego. Żonaty, ma jedno dziecko. (źródło: wikipedia.org)

Paweł Reising: Panie pośle, co spowodowało, że będąc z zawodu rolnikiem zdecydował się Pan dostać do parlamentu?

Grzegorz Wojciechowski: Od lat zajmowałem się polityką, a dokładnie od 1989 roku, gdy zostałem przewodniczącym Solidarności Rolników Indywidualnych w Skierniewicach. I od tego zaczęła się taka naturalna droga: W samorządzie byłem radnym, a wcześniej działałem w komitecie reaktywowania gminy Regnów. Tak więc już od wielu lat mam doświadczenie w tym zakresie. To przełożyło się na fakt, iż najpierw zostałem radnym w swojej gminie, a później przewodniczącym rady gminy. Po dwóch kadencjach zdecydowałem się coś zmienić i wystartowałem w wyborach do sejmiku wojewódzkiego, gdzie zostałem radnym. Następnie wystartowałem w wyborach do parlamentu, byłem senatorem, a obecnie jestem posłem.

Jak wygląda sytuacja w miastach, gdzie posiada Pan biura poselskie, czyli w Rawie Mazowieckiej i Piotrkowie Trybunalskim?

Wiele takich mniejszych miast cierpi z powodu utraty przemysłu. Zarówno Rawa, jak i Piotrków, dotknięta jest faktem, że wiele dużych zakładów pracy upadło. W Piotrkowie również nie ma już kilku dużych firm, których wyroby znane były nie tylko w kraju, lecz też za granicą.

Czy władze samorządowe mają wystarczające możliwości, żeby poprawiać sytuację gospodarczą na swoim terenie i tym samym ograniczyć nieustanną ucieczkę młodych ludzi do pracy na Zachodzie Europy?

Władze samorządowe mają niewielkie możliwości. Często pojawia się walka między samorządami, żeby jakąś inwestycję przyciągnąć do siebie, nie do sąsiada. Ale ten problem należy przede wszystkim rozwiązywać centralnie. Obecnie przygotowywany jest program reindustrializacji Polski, więc mam nadzieję, że przynajmniej część tej produkcji, która była właśnie w tych prowincjonalnym miejscowościach, tam powróci.

Z pewnością bliskie są Panu problemy rolnictwa. Jak Pan ocenia sytuację rolników w regionie łódzkim?

Łódzkie jest jednym z bardziej rolniczych województw. Oczywiście rolnictwo tutaj boryka się z wieloma problemami, podobnie jak w całym kraju, czy całej Europie. Udział rolnictwa europejskiego w globalnej produkcji światowej jest coraz niższy. Dużym problemem jest sprawa wykupu ziemi rolniczej. Poza tym mamy problem równego traktowania polskiego rolnictwa, w stosunku do rolnictwa innych krajów Unii Europejskiej. I to powoduje, że nawet przy niewielkich spadkach cen, polskie rolnictwo natychmiast staje się deficytowe. A przy takich samych cenach rolnictwo francuskie czy niemieckie nadal przynosi dochody.

A jak Pan ocenia instytucje działające na rzecz rolnictwa?

W dużej mierze są one uzależnione od PSL-u. Mam nadzieję, że to zacznie się zmieniać i te instytucje będą uzależnione od rolnictwa, a nie od partii politycznych.

Do Pana biura poselskiego w Piotrkowie przychodzi wiele osób. Jakie problemy są najczęściej zgłaszane?

Wymiar sprawiedliwości jest główną przyczyną z powodu której ludzie przychodzą do mojego biura. Ale to są nie tylko osoby z Piotrkowa i okolic, lecz także z całej Polski. Przyjeżdżają z Wrocławia, Katowic, a nawet z Warszawy. Tak więc wymiar sprawiedliwości to jest szerszy problem…

Czy to znaczy, że wymiar sprawiedliwości źle funkcjonuje w Polsce?

Kiedyś spotkałem się z człowiekiem, który pisał doktorat z prawa. On stwierdził, że znajomość prawa może sędziom nawet szkodzić. To powinien być bowiem wymiar sprawiedliwości, a nie wymiar prawa. I właśnie często ludzie, którzy przychodzą do mnie z prośbą o pomoc, z tego powodu cierpią. Bo ich sprawy może i były załatwione zgodnie z prawem, ale ze sprawiedliwością to nie miało nic wspólnego. W Piotrkowie ponadto przychodzą ludzie z pretensjami na urzędników samorządowych, ale podobna sytuacja jest też w Rawie, czy Łodzi. Często skargi dotyczą braku mieszkań komunalnych, zasiłków…

A czy można mówić, że istnieje taki problem jak arogancja władzy?

Wydaje mi się, że ta arogancja troszeczkę się zmniejsza. Chyba mniej osób przychodzi ze skargami, które wynikają z urzędniczej nadgorliwości, czy też podejścia do człowieka polegającego na tym, że wyszukuje się tylko takie przepisy, żeby sprawy nie załatwić. A gdy już nie da się żadnych przepisów znaleźć, to trzeba sprawę przedłużać w nieskończoność.

Czasem zwykli obywatele czują się bezsilni wobec urzędników…

Miałem przypadek, gdy właścicielowi działki wycięto drzewa. Jak się okazało, zrobiło to w nielegalny sposób starostwo. No i ten właściciel podniósł raban, że to były jego drzewa, a on nawet nie został zapytany o zgodę. A ponieważ starosta i wójt są kolegami, to postanowili, że najlepiej wlepić człowiekowi karę za nielegalną wycinkę drzew. Czyli dano karę nie temu, który wyciął, ale temu, który miał drzewa. I mimo że są wyroki sądów, że w ten sposób nie można interpretować przepisów, to wójt się uparł i dopina swojego.

To chyba przypomina grupy przestępcze, takie lokalne mafie, które za nic mają obowiązujące prawo?

Trochę tak. Mam nadzieję, że mające wkrótce nastąpić zmiany w przepisach spowodują, że nie będą tworzyły się podobne układy. Z drugiej strony powinni być wspierani dobrzy samorządowcy, żeby np. dobry wójt mógł zostać starostą, a dobry starosta mógł być prezydentem miasta, czy nawet marszałkiem województwa.

Dziękuję za rozmowę.

→ Rozmawiał: Paweł Reising

25.04.2016

• foto: Paweł Reising / GazetaTRYBUNALSKA.pl

 

 

3
1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.