Smoleńsk – to MY a nie ONI – Gazeta Trybunalska

Smoleńsk – to MY a nie ONI

Dziś 10 kwietnia przypada 6 rocznica największej tragedii w dziejach III Rzeczpospolitej, tragedii niewyobrażalnej i bez precedensu w świecie.

Pytanie: jak z niej wyszliśmy, jak o niej dziś rozmawiamy, czy potrafiliśmy z powagą, godnością, a choćby i nawet z patosem ją przeżyć – to prawdziwy test, realny papierek lakmusowy naszej dojrzałości politycznej, społecznej, obywatelskiej. Niestety moja refleksja po tych 6 latach jest na ten temat bardzo smutna.

Przypomnijmy – pierwsze godziny, dni po katastrofie, to jedne z piękniejszych momentów w historii wolnej Polski. To był triumf międzyludzkiej solidarności. Każdy z nas wtedy doskonale wiedział, jak się zachować. Powaga, spokój i żal były czymś oczywistym i naturalnym, tak naturalnym niczym powietrze, którym oddychamy. Jedność różniących się zazwyczaj ludzi była dojmująca. Nie miał wtedy znaczenia podział lewica – prawica, konserwatyści – liberałowie. To wszystko, zgodnie z powagą i ogromem dramatu zostało zawieszone. Byliśmy obywatelami zranionego państwa. Ta Polska, jej wielkość trwała krótko, a z perspektywy morza nienawiści, które się następnie przelało, była to ledwie chwilka… Co się z nami stało? Czy o to chodziło?

Jak wiadomo, momentem kluczowym dla dzisiejszej sytuacji tak głębokiego podziału, była decyzja o pochowaniu pary prezydenckiej na Wawelu. Czy była to trafna i inkluzyjna społecznie decyzja? Powiedzmy sobie jasno – ona taką nie była. Powiem więcej, był to poważny błąd. Niemniej – a pisałem to też wtedy w kwietniu 2010 roku – czy ogrom, bezmiar i bezprecedensowość tragedii jakim była dla Polski i Polaków katastrofa smoleńska nie nakazywał wtedy milczeć? Milczeć, bo majestat śmierci Prezydenta Rzeczpospolitej powinien skłonić wszystkich by zwyczajnie ugryźć się w język, nie krzyczeć, nie urządzać gorszących, jeśli chodzi o kontekst, protestów. Niestety wtedy żałoba nie została uszanowana. Polska wielkość bardzo szybko stała się małostkowością. 

I właśnie w tym momencie zaczyna się to, już odwieczne i rytualne, przerzucanie się odpowiedzialnością – kto jest za to wszystko winien? Zawsze to samo, do znudzenia przewidywalne pohukiwanie, pobrząkiwanie, te piski, te z marsową miną wypowiadane słowa, że przecież – to nie my, to oni są wini! To oni dzielą Polskę!

Czy naprawdę podoba się nam ten swoisty piłkarski mecz po tytułem – „Krew na Tupolewie”, krew wszędzie, krew na rękawiczkach ruskiego służalcy Tuska kontra demoniczny Jarosława Kaczyński poświęcający śmierć swojego brata, by niczym Makbet, pławić się we władzy, jedynej przecież swej namiętności? Czy naprawdę ten opis nam odpowiada? Zdrada vs. cynizm – czy rzeczywiście nasza społeczna umysłowość znowu musi się do tego sprowadzać? Czy wypełnia to polskie problemy i bolączki?

Mnie ten manichejski, dychotomiczny świat nie odpowiada. Nie odpowiada mi taka dyskusja, wiec może wreszcie po tych 6 długich latach, gdzie z nihilistyczną pasją niszczyliśmy wszystkie państwowe i obywatelskie świętości warto spojrzeć w lustro i powiedzieć, że winnymi za Smoleńsk jesteśmy my wszyscy! Spróbujmy powiedzieć wpierw przed samym sobą – nie ONI, ale MY!

My, którzy nie potrafiliśmy uszanować śmierci, a potem godnie upamiętnić, tak wielu porządnych, zacnych i dobrych ludzi na czele z prezydentem Lechem Kaczyńskim. My, którzy spieramy się o drugorzędną sprawę gdzie ma stanąć pomnik przypominający tę tragedie. My, którzy tak łatwo weszliśmy w buty zwykłego, ordynarnego i brutalnego konfliktu. To my tak niezwykle szybko ulegliśmy tej zdradliwej leninowsko–schmittowskiej kategorii „kto-kogo”. Och, ta rozkoszna fraza „wróg-przyjaciel” – przypomnijcie sobie tę inflację nie mądrych słów, te demoralizujące sceny na Krakowskim Przedmieściu, tę łatwość rzucania kalumnii, to odczłowieczanie przeciwnika i nie szukania w nim adwersarza, ale wroga, którego trzeba po prostu zniszczyć. To wszystko „My, naród”! 

Szanowni Rodacy, wina za to co teraz mamy, za ten głęboki społeczno-polityczny rów, jest wspólna i dotyczy wszystkich. Jeśli Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli, jeśli traktujemy to zdanie z Polskiej konstytucji na poważnie, to i wszyscy nosimy swoją część odpowiedzialności za nią z której, nikt i nic nie może nas zwolnić. Chyba warto się do tego przyznać wspominając dziś 96 ofiar tej strasznej katastrofy. Być może też warto po raz pierwszy uczciwie za to właśnie ich przeprosić… Mnie jest wstyd.

→ Mikołaj Mirowski

6.04.2016

• foto: pixabay.com

Mikołaj Mirowski (ur. 1979 w Łodzi) dr nauk humanistycznych, historyk i publicysta, autor książki „Rewolucja permanentna Lwa Trockiego”, publikował na łamach „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku”, „Gazety Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Liberté!” i „Newsweek Historia”. Prowadzi projekt „Warszawa dwóch Powstań”. Jest stałym współpracownikiem „Gazety Trybunalskiej”.

Inne teksty M. Mirowskiego > http://gazetatrybunalska.pl/?s=mirowski

 

 

0
0

One thought on “Smoleńsk – to MY a nie ONI

  • 10/04/2016 at 15:49
    Permalink

    Serio… pomnik na Powązkach, grób na Wawelu co jeszcze ? Gdzie będzie wystarczająco godnie, ile jeszcze pieniędzy wydamy na mitologie smoleńska ?

    1

    1
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.