Kłody pod nogami – Roman Kluska w wywiadzie dla Interii

Biurokrację mamy już większą niż za PRL. Szacuję, że 20 proc., a niektórzy oceniają, że jeszcze więcej, czasu i energii przedsiębiorców pożerają urzędowe procedury, które na domiar złego bardzo zwiększają koszty firm – powiedział przedsiębiorca Roman Kluska w wywiadzie udzielonym portalowi „interia.pl”.

Jeden z najzamożniejszych obywateli (86. miejsce na liście 100 najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost” w 2015 r.), założyciel nowosądeckiej  firmy komputerowej „Optimus”, współtwórcą portalu „onet.pl”, aktualnie hodowca owiec i producent serów w gospodarstwie w Łosiu pod Krynicą na swoim przykładzie opowiada o problemach, z jakimi codziennie styka się polski inwestor.

Roman Kluska foto pomysloprzyszlosci-org
Kliknij, aby powiększyć.

Tak się składa, że mam elektrownię fotowoltaiczną, czyli słoneczną. Ostatnio dowiedziałem się, że muszę ją wyłączyć, bo na skutek zmiany przepisów stała się ona nielegalna. Przepisy zmieniono bowiem tak, że instalować taką elektrownię może – poza wyjątkami – tylko ten, kto zrobi organizowany przez Naczelną Organizację Techniczną kurs, zakończony egzaminem. Firma, która wybudowała moją elektrownię, nadzoruje ją i serwisuje, ma w tym ogromne doświadczenie. Zajmowała się tym także w Niemczech, które są światowym liderem w energetyce słonecznej. Ale nie może już montować i rozbudowywać elektrowni fotowoltaicznych, bo nie przeszła kursu NOT.

Inny przykład, na jaki powołuje się Kluska:

W Grecji rolnik może sprzedawać wszystkie swe produkty w gospodarstwie, w Austrii rolnik może zawieźć swoje produkty nawet do hipermarketu. W Polsce jest zdany na pośrednika. Niby mu wolno od jakiegoś czasu sprzedawać bezpośrednio, ale koszt związanych z tym procedur jest większy niż kwota tego, co się chce sprzedać. Uporządkowano bowiem tylko kwestie podatkowe, nie ruszając pozostałych formalności, weterynaryjnych i branżowych. Ja hoduję owce, mam ich pięćset. Każdą nowo narodzoną owcę należy niezwłocznie zakolczykować, każde narodziny i każdy zgon zwierzęcia trzeba zarejestrować w księdze stada, a później zgłosić w dwóch osobnych wydziałach agencji, w Nowym Sączu. To 30 km od mojego gospodarstwa. 30 km w dwie strony, co kilka dni. I jeszcze obowiązki zgłoszeniowe do weterynarza. Musiałem do załatwiania tych formalności zatrudnić pracownika. A i tak przyjeżdżają co jakiś czas panowie urzędnicy eleganckim terenowym wozem, żeby sprawdzić, czy wszystko się zgadza, czy czegoś nie pominęliśmy. Gdy pojechaliśmy do Niemiec i zapytaliśmy tamtejszego gospodarza o księgę stada, to pokazał na zapisane kredą drzwi obory i powiedział: to cała moja biurokracja.

Z wywiadu dowiemy się także: dlaczego biznesmen jest zwolennikiem podatku obrotowego? Na czym polega sprawiedliwość podatku rolnego? Dlaczego dla rozwoju gospodarczego wolny rynek jest pojęciem priorytetowym? Itd.

Cała rozmowa zatytułowana „Mam marzenie” znajduje się > tutaj.

→ (mb)

22.02.2016

• foto: pomysloprzyszlosci.org

 

 

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.