Nie byłem Charlie, nie jestem Francuzem

Wczoraj w nocy, w serii zamachów terrorystycznych w Paryżu, do których przyznali się bojownicy z Państwa Islamskiego, śmierć poniosło 128 osób. Rannych zostało ponad 300, w tym 80 ciężko. Z tego powodu bilans ofiar nie jest ostateczny.

24 godziny później, polskie media nadal skupiają się na relacjonowaniu tych tragicznych wydarzeń, pokazując wystraszonych paryżan, policyjne obławy i zapowiedzi prezydenta Hollande’a, że Francja nie ugnie się przed atakami Państwa Islamskiego.

O solidarności z Francuzami mówi prezydent Duda, jednocześnie gwarantując, że Polska jest w pełni bezpieczna, premier Szydło namawia do modlitwy za tych, którzy polegli nad Sekwaną, a odchodząca prezes Rady Ministrów Ewa Kopacz twierdzi, że służby specjalne na bieżąco monitorują sytuację. Jeszcze dalej idzie minister Spraw Zagranicznych Schetyna mówiąc drążącym głosem: Ale wiemy też, że taki zamach mógł mieć miejsce w każdym zakątku naszego kontynentu, w każdym zakątku świata. Więc tym bardziej dziś to wyzwanie podnosimy i wszyscy jesteśmy razem, dzisiaj wszyscy jesteśmy Francuzami.

Mój komentarz do tego, co się wydarzyło jest następujący:

Syria nalot REUTERS Hosam Kata
Czy cierpienie syryjskiej ludności mierzy się inną miarą niż dramat Francuzów? Foto: Hosam Kata / Reuters.

zamachy terrorystyczne w stolicy Francji są konsekwencją działań militarnych koalicji antysyryjskiej. Liberalna Europa jest zaszokowana, że islamiści zabili bezbronnych ludzi. Ale ta sama Europa przyznała sobie prawo bombardowania celów w państwie, z którym nic jej nie łączy. Jeśli strąca się gniazdo os, trzeba się liczyć z tym, że zaczną żądlić. 27.09.2015 r. Francja rozpoczęła naloty na Państwo Islamskie. Dziennik „Le Figaro” napisał następnego dnia: chodzi nie tylko o to, by zmniejszyć zagrożenie terrorystyczne, jakie stanowi dla Francji Daesz (arabski akronim ISIS), ale również, a właściwie przede wszystkim o to, by zagwarantować Paryżowi silną pozycję w negocjacjach dotyczących przyszłości Syrii, które będą bardzo trudne zważywszy na zaangażowanie Rosji. Z pewnością wpływ na decyzję o wysłaniu nad Syrię francuskich samolotów miały także zdarzenia z 7.01.2015 r., gdy podczas ataku na paryską redakcję lewackiego brukowca „Charlie Hebdo”, zginęło 12 osób. W tym przypadku islamiści krwawo zemścili się na tych, którzy uważali, że w ramach fałszywie interpretowanej wolności słowa mogą bezkarnie kpić z ich religii, publikując niewybredne rysunki Allaha i proroka Mahometa.

syria-bomb commondreams- org
Polskie media wolą udawać, że w bombardowaniach przeprowadzanych przez wojsko USA i Francji nie giną cywile. Foto: commondreams.org

I tak jak wtedy, rozsądni i samodzielnie myślący Polacy nie byli „Charlie”, podobnie teraz nie są Francuzami, jak życzyłby sobie tego Schetyna i krajowe media, które w ramach poprawności politycznej są w stanie usprawiedliwić każdą niegodziwość. Przypomnę, że te same media twierdziły, że na terenie Iraku znajduje się broń jądrowa, co miało uzasadnić napaść aliantów na terytorium tego państwa. Te same media, które ataki na Syrię zawsze pokazują z perspektywy bojowych samolotów, dając do zrozumienia, że w wyniku nalotów nie giną ludzie, lecz burzone są „strategiczne cele”. Te same media, które nie zaryzykowały stwierdzenia, że to, co dzieje się obecnie w Syrii jest bardzo korzystne dla Izraela i że istnieje znaczne prawdopodobieństwo, że za exodusem ludności syryjskiej mogą stać izraelskie służby specjalne.

Dopóki Polska będzie unikać ostentacyjnego, militarnego angażowania się w konflikty zbrojne na teranie krajów arabskich i jednoznacznie opowie się przeciwko naciskom Niemców w sprawie przyjmowania uchodźców z Bliskiego Wschodu, możemy być spokojni o nasze bezpieczeństwo. Nie jest sztuką wychodzenie z kłopotów, lecz ich unikanie. Z problemami niech zostają: USA, Kanada, Fancja, Bahrajn, Jordania, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i ostatnio Rosjanie. Putin wspierając reżym Baszszara al Asada i atakując północą Syrię dopuszcza się ludobójstwa w myśl źle pojętej mocarstwowości. Jeśli na moskiewskich ulicach zaczną ginąć ludzie, jedyną osobą odpowiedzialną za ich śmierć będzie Putin. Dlatego twierdzenie Schetyny, że zamachy mogły mieć miejsce w dowolnym zakątku świata jest nieprawdziwe.

Warto zapamiętać mocne słowa Stanisława Januszewskiego, który w felietonie opublikowanym cztery godziny temu na portalu „wpolityce.pl” napisał:

Tępe powtarzanie, że wszyscy jesteśmy Francuzami oznacza dzisiaj, że wszyscy jesteśmy baranami prowadzonymi na rzeź.

→ Mariusz Baryła

14.11.2015

• foto: vg.no

 

 

0
0

One thought on “Nie byłem Charlie, nie jestem Francuzem

  • 19/07/2016 at 16:47
    Permalink

    Humanitaryzm, logika i sprawiedliwość nie mają tu nic do rzeczy, niestety.

    Dopóki nie wyprodukujemy De Loreana, który chodzi na opakowaniach po czipsach, będzie, jak jest.
    Niestety.

    0

    0
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.