O Kazimierzu Dolnym słów kilka

Kazimierz Dolny komercjalizuje się bardzo wolno, co mnie niezmiernie cieszy. W porównaniu z Zakopanem czy Sopotem proces tan jest prawie niewidoczny.
Kazimierz_2015_08_2_2
Maliny i jeżyny – charakterystyczne kazimierskie owoce.

Na terenie miasta, ale i w jego najbliższych okolicach nie widać wielkopowierzchniowym reklam, krzykliwych szyldów i tak popularnych plandek z nadrukami, zwanych z angielska bannerami. Nie ma tu także dyskontów handlowych, a nawet mniejszych sklepów działających w sieciach. Po pieczywo chodzi się do piekarni Sarzyńskiego, pozostałe zakupy można zrobić w kilku sklepach spożywczych. Warzywa, owoce, nabiał, miód dostaniemy we wtorki i piątki na targu, nieprzerwanie, od wielu dziesiątków lat, odbywającym się w Rynku. W jego północnej części znajduje się apteka. Często słyszy się tam zapomniany zwrot „pani magister”. Niestety, z braku konkurencji, ceny leków nie należą do najtańszych.

Na terenie Kazimierza nie widać natarczywych i częstokroć zupełnie zbędnych „inwestycji”, zrealizowanych z funduszy europejskich. Mam tutaj na myśli takie szkaradzieństwa jak granitowe chodniki, żeliwne latarnie, szpetne, podświetlane fontanny, jakich tysiące powstało w całej Polsce, szczególnie w tych miastach, gdzie u lokalny władz kompleksy biorą górę nad poczuciem estetyki. Jedynym wyjątkiem jest niewielki placyk tuż przy bulwarze, który wyłożono kostką granitową.

Kazimierz_2015_08_2_4
Charakterystyczna zabudowa miejska.

Miasto nad Wisłą jest jednym z najbardziej jednorodnych miejsc w kraju. Zarówno jego centrum, jak i rozległe sąsiedztwo tworzą urbanistycznie spójny krajobraz. Bardzo mocno przestrzegane są tutaj zasady dotyczące budowy nowych obiektów, a także tych, podlegających renowacji. Podstawowym budulcem, obok cegły czy bloczków, jest tutaj drewno i kamień wapienny. Mimo, że kamieniołom nie funkcjonuje już od dawna, materiał ten jest dostarczany z innych miejsc.

Architekci projektując domy, wille i ich obejścia wykazują się nie tylko niebywale dobrym smakiem, ale i pomysłowością – efekt końcowy musi być nie tylko piękny, ale również funkcjonalny. Kazimierz miał wyjątkowe szczęście, że nie został oszpecony w czasach socjalizmu – jedyną pamiątką po tamtym okresie jest nieduży blok przy ul. Nadwiślańskiej i kilka dosłownie domów z klasycznym stropodachem.

Jak do tej pory powstał tu jeden apartamentowiec, oddalony od ścisłego centrum o dobre 1,5 km. W jego pobliżu znajduje się czterogwiazdkowy hotel oddany do użytku wiosną 2007 r.

W mieście nie ma stref płatnego parkowania, nie ma także straży miejskiej, posterunek policji posiada kilkuosobową obsadę, lecz policjantów nie widać na ulicach. Nadmiar aut oczywiście przeszkadza, bo zakłóca urodę tego miejsca. Niegdyś np. ul. Lubelska była zupełnie pusta, obecnie sznur samochodów ciągnie się przez całą jej długość. I nie dotyczy to wyłącznie letnich weekendów, kiedy miasteczko przeżywa najazdy turystów.

Baza noclegowa jest dobra, oprócz pokoi gościnnych, jest kilka hoteli, pensjonatów, ośrodków wypoczynkowych, a także nowo wybudowanych, najczęściej w dość nadętym stylu, obszernych willi, gdzie koszt pobytu jest nadmiernie wysoki. Ceny za miejsce noclegowe bez posiłków zaczynają się od 40 zł, na polu namiotowym przy porcie trzeba zapłacić 15 zł od osoby za dobę, za rozbicie namiotu 12 zł, prysznic to wydatek 5 zł, a toaleta 2 zł.  Pobyt dwóch osób w owianym legendą SARP-ie, znajdującym się w Rynku, kosztuje wraz ze śniadaniami 220 zł. Parking jest dodatkowo płatny.

Kazimierz_2015_08_2_1
Poziom Wisły jest niski, ale nie tak katastrofalny jak w Warszawie.

Mimo suszy Wisła jest nadal żeglowna. Co prawda na jej środku pojawiła się niewielka łata, ale mała jednostka pasażerska daje sobie radę z niskim poziomem rzeki, choć musi po niej lawirować.

Jeśli chcemy naprawdę wypocząć, warto szukać miejsc, gdzie nie ma dużego natężenia ruchu, czy hałasów dobiegających z kawiarnianych ogródków. Dlatego np. we wspomnianym SARPI-e wybieramy pokoje wychodzące na patio, albo lokujemy się w miejscach oddalonych od Rynku i głównych ulic. Latem należy unikać pobytów weekendowych, bo jest naprawdę ciasno i nie tylko w mieście, ale w kawiarniach, restauracjach, sklepach.

Kazimierz_2015_08_2_5
„Eko-busiki” – nowy element krajobrazu.

Niedawno pojawił się w Kazimierzu nowy środek transportu w postaci akumulatorowych, otwartych pojazdów, które wożą turystów po mieście i jego okolicach. Ceny za wycieczkę kształtują się od 10 do 15 zł od osoby. Chętnych nie brakuje.

Wyraźnie widać, że Kazimierz przestał być już miastem malarzy, długoletnia tradycja plenerów malarskich poszła w zapomnienie. 25-30 lat temu widok ludzi parających się sztuką był na porządku dziennym, bo to i nie tylko malarze, ale i muzycy, pisarze, poeci, aktorzy chętnie wybierali to miejsce na letni wypoczynek. Oba pola namiotowe były szczelnie zapełnione, podobnie jak „Dom Dziennikarza” przy ul. Małachowskiego, „Spichlerz”, „Murka” a spontaniczne koncerty czy spotkania odbywały się na terenie kamieniołomów, „Amfibaru”, „Kuncewiczówki”czy kilku innych miejsc.

Barwne postacie z tamtych lat zostały zastąpione przez motocyklistów, dziewczyny w szpilkach czy młodzieńców ze smartfonami. Zdecydowanie ubyło inteligentnych twarzy.

Kazimierz_2015_08_2_7
W głębi pomnik kazimierskiego psa.

Z miasta wyparował także bardzo charakterystyczny element krajobrazu – kazimierskie psy. Niegdyś całe ich watahy przemieszczały się wzdłuż ulicy Krakowskiej i bulwaru nadwiślańskiego, często siejąc strach wśród turystów. Także w Rynku lubiły spędzać czas, obszczekując się wzajemnie, zaczepiając urlopowiczów i ich pupile. Kazimierskie czworonogi doczekały się nawet pomnika, który znajduje się vis-à-vis nieistniejącej już restauracji „Esterka”, tuż przy postoju taxi.

W tym roku obchodzona jest 400 rocznica wybudowania jednej z najbardziej charakterystycznych dla miasta budowli – kamienicy Przybyłów.

→ Mariusz Baryła

31.08.2015

• foto: Mariusz Baryła / GazetaTRYBUNALSKA.pl

 

 

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.