Kombatanci czy agenci wokół prezydenta Komorowskiego?

Dwa dni przed 70. rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego „Gazeta Wyborcza” zamieściła na pierwszej stronie duże zdjęcie przedstawiające prezydentów Niemiec i Polski oraz dwoje weteranów Armii Krajowej. Fotografia ilustrowała artykuł pt. „Cud w Berlinie”, opisujący, zorganizowaną w stolicy Niemiec, wystawę pn. „Powstanie Warszawskie 1944”.

I choć Bronisławowi Komorowskiemu i Joachimowi Gauck’owi towarzyszyła grupa kilkunastu powstańców, jednak do fotografii wybrano tylko Macieja Krokosa i Halinę Wołłowicz. Tego pierwszego przedstawiono jako żołnierza Szarych Szeregów, a o pani Halinie napisano, że to powstańcza sanitariuszka, a prywatnie ciotka prezydenta Komorowskiego.

Obszerna informacja o wizycie w Berlinie znalazła się również na oficjalnej stronie internetowej Prezydenta RP, ale także i tutaj pominięto wzmianki o obecnych na wystawie uczestnikach powstania, koncentrując się na osobach dwóch „powstańców”: Tadeusza Filipkowskiego i Leszka Żukowskiego, którzy podobnie jak Maciej Krokos, byli przedstawicielami władz naczelnych Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej.

Pośród członków  Zarządu Głównego ŚZŻAK trudno doszukać się bohaterów, o których informują źródła historyczne, za to nie brakuje oszustów, kombinatorów, podejrzanych osobników oraz zdrajców współpracujących z bezpieką, którzy wydawali towarzyszy broni, przyjaciół czy – jak w przypadku prezesa Okręgu Radom ppłk. L. Etwerta – własnego ojca.

Ze strony internetowej Urzędu do Spraw Kombatantów dowiadujemy się, iż ta instytucja została utworzona w 1991 roku w celu zapewniania kombatantom i osobom represjonowanym należnego szacunku i honoru oraz pomocy i szczególnej opieki. Niestety, to tylko teoria. W praktyce można odnieść wrażenie, że kierownik tego urzędu bardziej troszczy się o byłych współpracowników bezpieki, niż prawdziwych bohaterów. Przykładem jest choćby ppłk Jerzy Kacperczyk, najszybciej awansujący kombatant w Polsce. Ten ubecki agent w maju 2013 r. reprezentował polskich akowców w Paryżu podczas wizyty w Francji Prezydenta RP.

Według dokumentów z IPN  J. Kacperczyk od 19 lutego 1968 roku pełnił funkcję KTW (kandydat na Tajnego Współpracownika, a od 18 grudnia 1969 był już zarejestrowany jako KO (Kontakt Operacyjny), czyli pominął najbardziej popularną rangę agenturalną – TW (Tajnego Współpracownika). Rozpoczęcie współpracy ze służbą bezpieczeństwa wiązało się z jego szybkim awansem zawodowym.

08/05/2013 Paryż, wizyta Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego we Francji. Uroczystości zakończenia II WŚ po Łukiem Tryumfalnym. Na pierwszym planie Filipkowski i Kacperczyk. fot. Piotr Mołęcki

Sfałszowany życiorys Kacperczyka zawierał m.in. informację o służbie pod dowództwem Henryka Będkowskiego (dziadka niżej podpisanego). Z akt IPN wynika, że Kacperczyk został aresztowany w listopadzie 1946 roku za próbę napadu z bronią w ręku na sklep monopolowy w Piotrkowie. Ponieważ pistolet pożyczył od kolegi z NSZ, więc początkowo oskarżono go o przynależność do tej organizacji. Jednak w toku śledztwa szybko ustalono, że z NSZ nigdy nie miał nic wspólnego, więc osądzono go jak zwykłego bandytę. W III RP ten fakt nie przeszkodził Instytutowi Pamięci Narodowej w uznaniu Kacperczyka „człowiekiem legendą”, a Urządowi ds. Kombatantów w nadawaniu mu, w ekspresowym tempie, kolejnych stopni wojskowych, aż do rangi podpułkownika!

Kacperczyk wprowadził do Światowego Związku Żołnierzy AK M. Krokosa. Zapisał go do Koła w Radomsku w dniu 11 kwietnia 2006 roku. W tym celu prezesowi Koła kpt. Zdzisławowi Witalewskiemu przedstawił niekompletne kserokopie dokumentów. Reszta formalności miała zostać załatwiona w Zarządzie Okręgu w Piotrkowie, którego Kacperczyk był wówczas członkiem. Jednak ani przewodniczący Okręgu – gen. Stanisław Burza-Karliński, ani nikt inny spośród członków Zarządu nie pamięta, żeby pochylano się nad sprawą Macieja Krokosa z Warszawy i wydano mu legitymację. Natomiast gen. Burzy-Karlińskiemu wyraźnie utkwiło w pamięci  zdarzenie, kiedy Kacperczyk namawiał go do poświadczenia nieprawdy, iż Krokos był w 1945 roku żołnierzem oddziału partyzanckiego Burzy-Karlińskiego. Generał stanowczo odmówił.

Wkrótce Kacperczykowi udało się wprowadziłć Krokosa do władz naczelnych ŚZŻAK, a dokładnie do Komisji Rewizyjnej. Jednocześnie płacił za niego składki członkowskie do kasy Koła w Radomsku. W Warszawie prawdopodobnie nikt nie sprawdził, czy nowy członek posiada legitymację. Przed wstąpieniem do ŚZŻAK M. Krokos tytułował siebie jako – „Przewodniczącego Zarządu Głównego Stowarzyszenia Polskich Kombatantów Obrońców Ojczyzny”. Organizacja była na tyle tajemnicza, że przynajmniej w Piotrkowie nikt o niej nie słyszał.

Na stronie internetowej Zarządu Głównego ŚZŻAK próżno było szukać notki biograficznej poświęconej M. Krokosowi. Wiadomość o jego udziale w walce narodowo-wyzwoleńczej znalazła się natomiast na portalu „1944.pl”. Wynika z niej, że urodził się 12 września 1931 roku w Poznaniu, brał udział w Powstaniu Warszawskim jako żołnierz Szarych Szeregów, gdzie pełnił funkcję łącznika-listonosza w Harcerskiej Poczcie Polowej. A w konspiracji działał rzekomo już od 1939 roku, jako 8-letni chłopiec.

Skoro M. Krokos rzeczywiście brał udział w Powstaniu, to teoretycznie w stolicy powinien mieć najwięcej kolegów – towarzyszy walki, z którymi mógłby, gdyby chciał, od dawna działać w organizacji kombatanckiej. W jakim więc celu stworzył on jakieś kanapowe ugrupowanie o dumnej nazwie Stowarzyszenia Polskich Kombatantów Obrońców Ojczyzny? Dlaczego wcześniej nie przyłączył się do weteranów z Szarych Szeregów, którzy należeli do ŚZŻAK? Dlaczego dopiero oszust i agent bezpieki wprowadził go tylnymi drzwiami, poprzez Radomsko, do ŚZŻAK i to od razu do władz naczelnych? Dlaczego akurat M. Krokos, wobec którego można mieć tak wiele wątpliwości, reprezentuje wszystkich powstańców warszawskich na spotkaniu prezydentów Polski i Niemiec?

Być może są to nowe obyczaje, bo przecież 8 maja 2013 roku w Paryżu, podczas spotkania prezydentów Polski i Francji polskich akowców reprezentował właśnie J. Kacperczyk! Z tego wynika, że w naszej współczesnej rzeczywistości stało się normą, iż tacy bohaterowie jak np. gen. Aleksander Arkuszyński „Maj”, czy gen. Stanisław Burza-Karliński, którzy walczyli w kampanii wrześniowej, dowodzili oddziałami partyzanckimi, a w okresie stalinowskim działali w podziemiu antykomunistycznym, obecnie są lekceważeni przez instytucje państwowe.

→ Paweł Reising

1.08.2015

Artykuł powstał w oparciu o cykl materiałów prasowych pt. „Agenci bezpieki wśród kombatantów” publikowanych w miesięczniku „KurieR – Kultura i Rzeczywistość”.

Paweł Reising (ur. 1966 r. w Piotrkowie Trybunalskim) – niezależny dziennikarz, nauczyciel, absolwent UW i UJK. Redaktor i wydawca czasopisma „KurieR-Kultura i Rzeczywistość”. Autor książek: „Opowieści generała „Bończy” oraz „Huragan” z oddziału „Wichra” (współautor W. Pietraszczyk). Honorowy żołnierz 25 pp AK.

 

 

3
2

One thought on “Kombatanci czy agenci wokół prezydenta Komorowskiego?

  • 01/08/2015 at 13:36
    Permalink

    Podobno historię piszą zwycięzcy. Na dzień dzisiejszy, 26 lat po „okrągłym stole’, ciągle aktualnym pytaniem jest, kto zwyciężył? A może „Niebezpieczne związki” cd.?

    1

    0
    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.