Jak byle co zrobić i się nie narobić?

Piotrkowski Ośrodek Działań Artystycznych wraz z Towarzystwem Fotograficznym „Fcztery” są organizatorami konkursu fotograficznego pn. „Muzyka w fotografii”.

Regulamin jest prosty: należy w określonym terminie dostarczyć 3 fotki wykonane na którejś z imprez muzycznych, jakie odbyły się na terenie naszego województwa i czekać na wygraną. A jest o co walczyć. Organizatorzy nie zagwarantowali banalnych nagród w rodzaju profesjonalnej lustrzanki, teleobiektywu, dysku twardego, albo nawet porządnej torby fotograficznej, czy zestawu czyszczącego do aparatu – to fundują prawie wszyscy.

ODA i „Fcztery” poszli dużo dalej i jako nagrodę główną przewidzieli „indywidualną wystawę zdjęć laureata w Ośrodku Działań Artystycznych, w terminie uzgodnionym przez strony”. Genialne, prawda?

Napisałem e-maila do szefa ODA – Gajdy z zapytaniem czy przyszły laureat ma dostarczyć wydrukowane i oprawione prace czy koszty przygotowania fotografii poniesie ODA? Odpowiedzi nie otrzymałem, więc śmiało mogę przyjąć, że zwycięzca musi okazać się samowystarczalny.

Jeśli zdarzy się, że konkurs wygra osoba, która zrobiła wyjątkowe zdjęcie, a nie posiada wystarczającej ilości prac, aby zaprezentować je na własnej wystawie – ta z oczywistych powodów nie odbędzie się. W związku z tym proponuję dodać do regulaminu punkt mówiący o tym, że zastępczą nagrodą będzie selfie z mgr Stanisławem Gajdą, co dla wielu osób może być cenniejszą pamiątką niż jakiekolwiek przedmioty.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat Stanisław Gajda ksywa „Skrzynecki z Koluszek” znacznie oddalił się od działalności artystycznej, stopniowo przemieniając się w działacza kultury – osobę bezduszną, leniwą, pozbawioną wiary w to co robi i skupił się na zwykłej, urzędniczej chałturze.

Konkursy zawsze były, są i będą rodzajem wsparcia finansowego dla twórców, którzy w zdecydowanej większości nie narzekają na nadmiar pieniędzy. Oprócz tego fundowanie przyzwoitych nagród sprawia, że w tego typu rywalizacji biorą udział artyści, a nie amatorzy cykający w weekendy widoczki i pszczółki, którzy każą nazywać siebie fotografikami.

Gajda świadomie o tym zapomina, bo jako szef galerii jest rozliczany przed swym pryncypałem, mgr inż. Chojniakiem, nie z jakości, lecz ilości zaliczonych wystaw. Poza tym, Gajdzie nad wyraz lekko przychodzi wydawanie dziesiątek czy setek tysięcy złotych na wypłaty honorariów i pobyt w Piotrkowie nikomu nieznanych osobników zajmujących się czymś, co zwie się „performance”, a wtedy, kiedy rzeczywiście można zrobić coś interesującego – w sposób szyderczy pokazuje figę.

→ Mariusz Baryła

17.08.2015

• foto: mat. organizatora

 

 

0
0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.